Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Minimalizm tym razem popłacił

włącz .

Tylko jedną bramkę strzelił Lech w meczu kończącym piłkarski rok. Lechia Gdańsk nie mogłaby się obrazić, gdyby wyjechała z Poznania z bagażem co najmniej pięciu goli. Była drużyną o wiele gorszą, ale przy odrobinie szczęścia mogła też wrócić do domu z remisem, bo tylu fatalnych pudeł Lech nie zaliczył od dawna. Miał wielkie szczęście, że się to nie zemściło i że podsumował rok zwycięstwem.

W osłabionym składzie Lech rozpoczął ten mecz. Nie mogli zagrać zawodnicy decydujący o sile w ataku – Gergo Lovrencsics odczuwający jeszcze skutki wstrząśnienia mózgu po uderzenia piłką w głowę podczas treningu i Szymon Pawłowski borykający się z narastającymi dolegliwościami ścięgna Achillesa. Szansę gry otrzymali Dariusz Formella na jednym skrzydle i Muhamad Keita na drugim. Za nadmiar żółtych kartek nie mógł grać Karol Linetty.

Początek meczu należał do odważnie grającej, próbującej często znajdować się w posiadaniu piłki Lechii. Było widać, że Lechowi brakuje tym razem jakości w rozegraniu piłki. Potem jednak zaczął tworzyć coraz groźniejsze akcje, mnożyły się też strzały z dystansu. Bardzo dobrze spisywał się Formella prowadzący ataki najpierw lewym, potem prawym bokiem boiska. Kiedy po szybkim i efektownym rajdzie zdecydował się na błyskawiczny strzał, trudno było się spodziewać, że właśnie rozstrzygają się losy meczu. Mocno uderzona piłka wpadła do bramki tuż przy słupku, obok ręki rozpaczliwie interweniującego bramkarza.

Jeszcze w pierwszej połowie mogło paść kilka następnych bramek. Sam wyjątkowo, aż za bardzo zmotywowany Zaur Sadajew, były piłkarz Lechii, mógł zaliczyć hat tricka. Grał dobrze, absorbował obronę, oddawał groźne i trudne strzały, ale kiedy przyszło zamknąć akcję po kapitalnym rozegraniu piłki przez Keitę, nie trafił w nią doprowadzając publiczność do rozpaczy. Kilka razy wydawało się, że musi wreszcie zdobyć gola, jednak Zaur zawsze chybiał.

Popisowe pudło z pierwszej połowy nie było jeszcze kresem nieudolności tego napastnika i jego kolegów. Zaurowi nie można było zarzucić niczego oprócz niespotykanej indolencji strzeleckiej. W drugiej połowie otrzymał od Darko Jevticia tak wypieszczone podanie, że wystarczyło nadstawić nogę, by piłka wpadła do pustej bramki. Czeczen znów skiksował. Publiczność nie wygwizdała go za to, bo nie można mu było zarzucić ambicji i prowadzenia całkiem dobrych akcji, ciągłego absorbowania obrońców. Tym razem nie kłócił się z przeciwnikami, nie chciał bić sędziego, nie symulował fauli. Trzeba żałować, że nie udało mu się ukarać byłych kolegów klubowych.

Nie tylko Sadajew pudłował w tym meczu. W jego ślady poszedł zawodnik klasowy, dobrze się spisujący w całym sezonie, w dodatku najlepszy strzelec Kolejorza – Kasper Hamalainen. Po faulu w polu karnym na Jevticiu sędzia podyktował rzut karny. Kasper uderzył tak, że bramkarz Mateusz Bąk mógł zaliczyć kolejną w tym meczu dobrą interwencję. Tuż przed końcem meczu Fin powinien postawić kropkę nad „i”, umiejętnie wyszedł sam na sam z Bąkiem, ale znów dał mu okazję wykazania się. To nie były wszystkie jego nieudane strzały tego wieczoru.

Oglądając te kiksy i pudła kibice byli pełni jak najgorszych przeczuć. Zwykle w takich sytuacjach to się mściło. Na domiar złego Lech od 60. minuty grał na utrzymanie wyniku. Zwalniał akcje, często angażował Buricia, nie kwapił się z atakowaniem bramki Lechii. Całe szczęście, że mierzył się ze słabym przeciwnikiem, który miał często piłkę w środku pola, inicjował ataki, ale strzałów nie oddawał, sytuacji bramkowych nie stwarzał. W ten sposób, mimo ambitnych ataków Lechii, groźnej tylko po stałych fragmentach gry, udało się dowieźć skromne zwycięstwo. Po raz pierwszy w tym sezonie Lech odniósł trzy zwycięstwa pod rząd i choć naraził trenera i kibiców na problemy kardiologiczne, można liczyć na udaną wiosnę w jego wykonaniu.

Lech Poznań – Lechia Gdańsk – 1:0 (1:0)

1:0 Formella (32)

Widzów: 16 029

Sędzia: Tomasz Kwiatkowski (Warszawa)

Żółte kartki: Bednarek - Borysiuk, Wiśniewski

Lech: Jasmin Burić - Tomasz Kędziora, Paulus Arajuuri (53. Jan Bednarek), Marcin Kamiński, Luis Henriquez - Łukasz Trałka, Darko Jevtić - Dariusz Formella (89. Hubert Wołąkiewicz), Kasper Hamalainen, Muhamed Keita (60. Dawid Kownacki) - Zaur Sadajew

Lechia: Mateusz Bąk - Mateusz Możdżeń, Tiago Valente, Damian Garbacik, Marcin Pietrowski - Ariel Borysiuk, Stojan Vranjes (59. Daniel Łukasik) - Bartłomiej Pawłowski (75. Paweł Czychowski), Piotr Wiśniewski, Bruno Nazario (84. Piotr Grzelczak) - Antonio Colak.