Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Wreszcie wyjazdowe zwycięstwo Lecha! Wisła pokonana

włącz .

Aż nie chce się wierzyć, że to było dopiero drugie wyjazdowe zwycięstwo Lecha, czołowej polskiej drużyny, w tym sezonie. Podobnie jak w wielu innych spotkaniach, miał w Krakowie przewagę, był drużyną lepszą od gospodarzy, tym razem jednak potrafił to przełożyć na wynik. Mecz mógł się podobać, głównie ze względu na dojrzałą i widowiskową grę Lecha.

To spotkanie zaczęło się inaczej niż większość tegorocznych w wykonaniu Lecha. Nie zdobył gola jako pierwszy. Zastąpiła go w tym Wisła, wykorzystując jedyną okazję bramkową, jaką miała w pierwszej połowie. Obrona Lecha składająca się z zawodników z ligowym obyciem nie popełniła tym razem indywidualnych błędów, ale zawiodła jako formacja. Dała się „rozjechać”, brakowało wzajemnej asekuracji, zdecydowania. Trener Maciej Skorża rozważa przekwalifikowanie Darka Formellę na bocznego obrońcę. To się nie uda, jeżeli ten piłkarz tak łatwo pozwoli się ogrywać, jak przy straconym golu.

Przewaga Lecha w pierwszej połowie była duża, ale tylko w środku boiska. Umiejętnie wychodził do przodu, konstruował niezłe akcje, jednak nie potrafił zagrozić bramce Buchalika. Miał tylko dwie dobre okazje bramkowe. Po podaniu Henriqueza w idealnej sytuacji znalazł się Formella, który występ zawdzięcza pechowi Lovrencsicsa, kontuzjowanego tuż przed wyjazdem do Krakowa. Młody skrzydłowy wyrównałby, gdyby potrafił właściwie przejąć piłkę. Potem gola mógł zdobyć Pawłowski. Musiał strzelać niestety lewą nogą, a uderzył tak, że bramkarz Wisły nie miał problemów z obroną.

Potwierdziło się, że Lechowi brakuje pewności w obronie, a na dodatek graczy potrafiących zdobywać gole. Przez 45 minut na nic nie przydawały się kreatywne umiejętności pomocników – Jevticia, Hamalainena, Pawłowskiego. Co z tego, że jest się częściej przy piłce, skoro nic z tego nie wychodzi. Wisła potrafiła się przyczaić, skazać Lecha na atak pozycyjny, próbować przechwytywać piłki i kontrować. Niewiele brakowało, by udało się jej to na początku drugiej połowy, bo lepiej weszła w tę część spotkania.

Lech jednak potwierdził, że jest teraz drużyną dobrze zorganizowaną. Wyrównał po pięknej akcji z udziałem Pawłowskiego i Linettego. Każdy z nich mógł próbować strzelać, woleli jednak odgrywać, na koniec piłka trafiła do Tomka Kędziory znajdującego się na pozycji napastnika, a ten uderzył jak rasowy snajper. Przez najbliższe minuty oglądaliśmy najlepszą grę w wykonaniu Lecha. Po doskonałych akcjach wychodził na „czyste” pozycje, ale nie potrafił ich sfinalizować.

Szanse gości na zwycięstwo zwiększyła czerwona kartka dla Guerriera, całkowicie zasłużona. W innych sytuacjach arbiter, pan Frankowski zachowywał się beznadziejnie, bez wyczucia, bez konsekwencji. Krzywdził jedną i drugą drużynę. Wydawało się, że gra w przewadze niewiele Lechowi pomoże, bo to Wisła energiczniej zaatakowała, stworzyła sobie kilka okazji. Gola mógł zdobyć Stilić. Na szczęście Lech ma (jeszcze) w składzie Darko Jevticia, który wykonał kapitalne prostopadłe podanie do Hamalainena. Ten fantastycznie podał do będącego od niedawna na boisku Sadajewa, który strzałem z pierwszej piłki zdobył gola. Takie akcje ogląda się tylko w najlepszych ligach europejskich.

Sadajew (na zdjęciu) wcześniej też zdobył gola i bardzo się z tego powodu ucieszył, niestety przejął piłkę na pozycji spalonej. Na szczęście potwierdził, że potrafi zachować się jak rasowy snajper. Szkoda tylko, że nerwy zbyt często odmawiają mu posłuszeństwa, choć żółtej kartki tym razem dorobił się nie za kłótnię z przeciwnikami i arbitrem, lecz za żałośnie nieumiejętną "symulkę" w polu karnym

Lech powinien był dobić przeciwnika, który grając w osłabieniu zapamiętale atakował. Kilka razy gościom do wykończenia kontry zabrakło ostatniego podania, albo lepszego rozegrania. A szkoda, bo drużyny z najlepszych lig europejskich w takich sytuacjach swobodnie zdobywają po kilka goli. Mimo tych mankamentów Lech pokazał się jako zespół, z którym można, a nawet trzeba wiązać wiosenne nadzieje.

Wisła Kraków – Lech Poznań 1:2 (1:0)

1:0 Burliga (9), 1:1 Kędziora (54), 1:2 Sadajew (84)

Widzów: 17 263 (w tym 1300 to kibice Kolejorza)

Sędzia: Bartosz Frankowski (Toruń)

Żółte kartki: Dudka, Guzmics, Sarki - Linetty, Trałka, Sadajew

Czerwona kartka: Guerrier (60-za faul)

Wisła; Michał Buchalik - Łukasz Burliga, Arkadiusz Głowacki, Richard Guzmics, Maciej Sadlok - Dariusz Dudka - Emmanuel Sarki (73. Mariusz Stępiński), Rafał Boguski, Semir Stilić, Wilde Donald Guerrier - Paweł Brożek

Lech: Jasmin Burić - Tomasz Kędziora (70. Hubert Wołąkiewicz), Paulus Arajuuri, Marcin Kamiński, Luis Henriquez - Łukasz Trałka, Karol Linetty - Dariusz Formella (70. Zaur Sadajew), Darko Jevtić, Szymon Pawłowski (89. Barry Douglas) - Kasper Hamalainen.