Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Brawo Kolejorz! Nareszcie pewne zwycięstwo

włącz .

Gdyby w każdym meczu piłkarze Lecha pokazywali takie zaangażowanie, taką chęć strzelania bramek, mieliby tyle punktów, że sprawa mistrzowskiego tytułu wcale nie byłaby jeszcze rozstrzygnięta. Na grę Kolejorza patrzyło się z przyjemnością, podobnie zresztą jak na poczynania znacznie słabszego, choć równie ambitnego Górnika Zabrze. Lech wygrał tylko 3:0. Tylko, bo szans bramkowych miał bez liku.

W prawie każdym meczu tej jesieni Lech strzela gole na samym początku, ale potem ma problemy z dowiezieniem prowadzenia do końca, zwykle mu się to nie udaje. Tym razem mogło być inaczej, bo w pierwszych minutach Górnik potwierdził, dlaczego tak skutecznie punktuje na wyjazdach. Gdyby piłkarze z Zabrza zachowali więcej zimnej krwi, natychmiast objęliby prowadzenie. Doskonałe szanse zmarnowali Zachara i Iwan.

Tradycji jednak stało się zadość, bo niewykorzystane przez Górnika okazje zemściły się. Atak Lecha w 11. minucie był przedniej marki. Znakomite podanie z głębi pola do Sadajewa, odegranie głową do Lovrencsicza, mierzone dośrodkowanie na drugi słupek, gdzie na taką piłkę czekał Hamalainen. Strzał głową był nie do obrony. Lech prowadził, ale mecz był wyrównany. Górnik jak zwykle zagrał w nietypowym ustawieniu w obronie, wygrywał pojedynki w środku pola, kierował szybkie piłki do skrzydłowych i napastnika Mateusza Zachary.

Lech zaangażowaniem wcale gościom nie ustępował, nieustannie parł do przodu, więc oglądaliśmy zaciętą grę w środku pola. Gospodarze rozgrywali piłkę z dużą szybkością i dość dokładnie. Znakomicie rozdzielał podania Jevtić, groźny był Hamalainen, a Trałka wygrał większość bezpośrednich starć o piłkę. Po jednej z akcji w ataku zakotłowało się w polu karnym Górnika. Część publiczności domagała się rzutu karnego, wydawało się, że okazja została stracona, ale do piłki dopadł Szymon Pawłowski i umieścił ją potężnym strzałem pod poprzeczką.

Kibice na stadionie wiedzieli, że dla tegorocznego Lecha roztrwonienie takiej przewagi to żaden kłopot, więc z niepokojem czekali na drugą połowę. Nie wyszedł już na nią Sadajew, bo trener Skorża bał się czerwonej kartki i osłabienia drużyny. W pierwszej połowie Czeczen był nieustannie prowokowany przez obrońców wiedzących, że łatwo go podpuścić. Dochodziło do spięć, na zagrywki obrońców dawał się nabierać sędzia Frankowski, pokazał napastnikowi żółtą kartkę i natychmiast znalazł się na ustach publiczności, była to bowiem jaskrawa niesprawiedliwość. Jeżeli Sadajew zasłużył na kartkę, to prowokator z pewnością także.

Dawid Kownacki, który wszedł na boisko po przerwie, mógł zaliczyć pierwszego w życiu hat tricka w ekstraklasie. Lech nie odpuszczał, parł do przodu, tworzył groźne sytuacje, ale piłka w dziwny sposób nie chciała przekroczyć linii bramkowej. Padł tylko jeden gol, po rzucie wolnym głową zdobył go Tomasz Kędziora. Prawą stroną boiska wielokrotnie szarżował potem Lovrencsics. Lewą atakowali Pawłowski i dobrze dysponowany Luis Henriquez. Muhamed Keita, który zastąpił potem Szymona Pawłowskiego, spisywał się niestety fatalnie. Z minuty na minutę rosła jego frustracja, gdy nie wychodziły mu zagrania. Fatalnym zachowaniem doprowadzał kolegów i publiczność do wściekłości.

Wynik już się nie zmienił. Górnik dzielnie atakował do samego końca, a Lechowi nie wychodziły kontry. Mógł stracić gola po błędach najpierw Arajuuri’ego po rzucie rożnym, a potem Henriqueza. Potężnie zziębnięta publiczność nagrodziła na koniec Lecha zasłużonymi brawami. Nareszcie zagrał tak, jak się od niego oczekuje, co niestety nie znaczy, że tak już będzie zawsze.

Lech Poznań – Górnik Zabrze 3:0

1:0 Hamalainen (11), 2:0 Pawłowski (36), 3:0 Kędziora (63)

Widzów: 12 749

Sędzia: Bartosz Frankowski (Toruń)

Żółte kartki: Sadajew - Zachara, Gancarczyk

Lech: Jasmin Burić - Tomasz Kędziora, Paulus Arajuuri, Marcin Kamiński, Luis Henriquez - Łukasz Trałka, Darko Jevtić - Gergo Lovrencsics (90. Barry Douglas), Kasper Hamalainen, Szymon Pawłowski (68. Muhamed Keita) - Zaur Sadajew (46. Dawid Kownacki)

Górnik: Pavels Steinbors - Dominik Sadzawicki, Oleksandr Szeweluchin, Seweryn Gancarczyk (86. Mariusz Magiera) - Roman Gergel, Radosław Sobolewski, Adam Danch, Rafał Kosznik - Bartosz Iwan (67. Przemysław Oziębała), Robert Jeż - Mateusz Zachara (67. Konrad Nowak).