Pokonani w pierwszej połowie

włącz .

Grająca prosty, ale agresywny i szybki futbol Wisła wygrała 2-0 z Lechem w meczu dwóch niepokonanych do tej pory drużyn. Znów Lech dobrze grał tylko w jednej połowie. W pierwszej gra była ciekawa, akcje zmieniały się, ale to Wisła była bardziej zdecydowana. Lech próbował ataków po prostopadłych podaniach, po kontrach oddał kilka strzałów, z których niestety część trzeba zakwalifikować jako podanie do bramkarza Wisły Miśkiewicza. Po przerwie to Lech atakował prawie bez przerwy, brakowało jednak dokładności i pomyślunku w kluczowych momentach.

Lech Mariusza Rumaka grał początkowo tak, jak w ostatnich meczach. Mniej było tylko rozgrywania piłki na własnej połowie, więcej szybkich podań do przodu. Kiedy jednak Wisła przycisnęła, Lech nie potrafił uwolnić się spod pressingu. Wycofywał piłkę do Kotorowskiego, ten wybijał ją do przody, na ślepo, na stratę. Agresywna Wisła przejmowała w środku boiska więcej piłek. Dominowała też szybkościowo, czyli grała tak, jak grają zespoły Franciszka Smudy.

W pierwszej połowie Lech mógł prowadzić, kończył ją jednak ze stratą dwóch bramek. Najpierw Brożek strzelił karnego po faulu Wołąkiewicza, w doliczonym czasie gola zdobył dobrze grający Garguła. W drugiej zobaczyliśmy o wiele lepszego, ale bardzo nieskutecznego Lecha. Strzelał bardzo dużo, ale niegroźnie. Wisła próbowała szczęścia w kontratakch. Lech wreszcie wygrywał pojedynki w środku boiska, cóż z tego jednak, skoro nie potrafił mądrze rozegrać piłki. Wrzutki na pole karne przeciwnika albo strzały w nogi obrońców to za mało, by zdobyć choćby jednego gola.

Mecz mógł się jednak podobać. Obie drużyny grały ofensywniee, Wisła wykorzystała swoje lepsze momenty. Lepiej niż ostatnio spisał się Hamalainen, gorzej Ubiparip. Swego występu nie musi się wstydzić Teodorczyk. Postęp w jakości gry Lecha jest niewątpliwy. Trzeba poczekać na tych zawodników, którzy  jeszcze w tej rundzie zagrać nie mogli.