Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Katastrofalna jesień Lecha. Kompromitacja za kompromitacją

włącz .

Brak dyscypliny taktycznej, beznadziejna skuteczność, ośmieszające błędy w obronie – po każdym meczu mówimy o takiej postawie Lecha. Trener widzi, co się dzieje z jego drużyną, ale jest zaskakująco bezradny. Jego podopieczni pokazują żelazną konsekwencję w kultywowaniu tego wszystkiego, co podobno chce wyeliminować. Piast Gliwice, nasz niegdyś ulubiony przeciwnik, ośmieszył chłopców Skorży. Mści się wyrzucanie z klubu ludzi ambitnych, chcących umierać za Lecha

Tylko wielkiej łaskawości Lecha zawdzięczał Piast przegrywanie do przerwy zaledwie jedną bramką. Mecz jak zwykle idealnie zaczął się dla Kolejorza. Po niemrawym początku w 4 minucie wyprowadził błyskawiczną akcję prawym skrzydłem. Lovrencsics dośrodkował, Hamalainen po raz pierwszy w tym meczu trafił w poprzeczkę, ale na miejscu był Pawłowski. Bramkarz po jego strzale był bez szans. Piast, który od początku prowadził otwartą grę, tym bardziej teraz tego nie zmienił i atakował bez asekuracji. Wystarczyło wyprowadzić kilka kontrataków, by go boleśnie skarcić.

I Lech rzeczywiście kontrował, ale dziwnie nieporadnie, niemrawo, bez przekonania. Szczególnie denerwował strzelec gola, który bezsensownymi, niecelnymi podaniami koncertowo marnował szanse na podwyższenie prowadzenia. Źle zagrywał też faulujący raz po raz Trałka, a Arajuuri wsławił się podaniami do bramkarzy. Raz do swojego, raz do przeciwnika, gdy bezmyślnie wykopywał piłkę z własnego pola karnego.

Lech miał kilka kolejnych okazji bramkowych, ale jakoś mu nie zależało na wygranej. Gdyby Hamalainen wykazał odrobinę zdecydowania, ustrzeliłby hat tricka. Zachowywał się tak, jakby chciał sobie pobiegać na świeżym powietrzu, pokopać piłkę z kolegami, ale strzelić gola już nie. Z daleka próbował strzelać Jevtić, za każdym razem panu Bogu w okno. Także Lovrencsics zaliczył kilka uderzeń z dystansu. Najlepszą okazję zmarnował Hamalainen tuż przed końcem pierwszej połowy, gdy stanął jak wryty mając idealną sytuację, a potem oddał z o wiele trudniejszej pozycji strzał w poprzeczkę.

Za brak chęci do gry, zaangażowania, konsekwencji płaci się w piłce drogo. Lech poniósł karę tuż po przerwie, gdy Piast jeszcze odważniej niż w pierwszej połowie poszedł do przodu, wywalczył rzut rożny, a Gostomski przepuścił dość łatwy wydawałoby się strzał głową Wilczka, który bez problemu przeskoczył ociężałych obrońców Lecha. Warto zaznaczyć, że to kolejny mecz, gdy obrona Kolejorza gra w innym zestawieniu niż w dotychczasowych.

Teraz Lech nie mógł już, jak w pierwszej połowie, markować gry w ofensywie. Musiał zaatakować frontalnie. Spróbował to zrobić, gdy tylko trochę doszedł do siebie, ale błyskawicznie przyjął jeszcze jeden bolesny cios. Który to raz w tym sezonie obrońcy popełniają kompromitujące i kosztowne błędy? Tym razem Marcin Kamiński niczym junior nie trafił w piłkę i padł drugi gol dla Piasta. „Kamyk” potem się częściowo zrewanżował zdobywając gola wyrównującego. Wtedy Lech atakował już wszystkimi siłami. Tej drużyny nie budowali jednak profesjonaliści, lecz ludzie przyuczający się do zawodu. Brakuje solidnego napastnika, dziury widać na kilku innych pozycjach. Najbardziej bolesny jest brak w zespole lidera - kogoś, kto potrafi zmobilizować kolegów, pokazać siłę i niezłomność. W tej drużynie nie widać prawdziwych Lechitów.

Brak solidnych zawodników to sprawa wytłumaczalna, ale jak można tolerować tak fatalną grę taktyczną? Dlaczego zespół w pierwszej połowie nie poszedł za ciosem, tylko udawał, że atakuje? Dlaczego do dziś nie nauczył się ataku pozycyjnego? I wreszcie – dlaczego w kolejnym meczu traci bramkę w ostatnich minutach? Czy trener Skorża nie chce pozbyć się tego znaku firmowego swej drużyny, czy też zmiana tej sytuacji przekracza jego kompetencje?

Piast Gliwice – Lech Poznań 3:2 (0:1)

Bramki: 0:1 Pawłowski (3), 1:1 Wilczek (47), 2:1 Szeliga (50), 2:2 Kamiński (68), 3:2 Podgórski (86)

Widzów: 5.173

Sędzia: Szymon Marciniak (Płock)

Żółte kartki: Hebert - Trałka

Piast: Alberto Cifuentes - Adrian Klepczyński, Hebert, Kornel Osyra, Piotr Brożek - Carles Martinez, Łukasz Hanzel (46. Konstantin Vassiljev) - Bartosz Szeliga (75. Tomasz Podgórski), Sasa Zivec, Gerard Badia (69. Ruben Jurado) - Kamil Wilczek

Lech: Maciej Gostomski - Tomasz Kędziora, Paulus Arajuuri, Marcin Kamiński, Hubert Wołąkiewicz - Gergo Lovrencsics (82. Dariusz Formella), Łukasz Trałka, Szymon Drewniak (56. Dawid Kownacki), Szymon Pawłowski (67. Muhamed Keita) - Kasper Hamalainen, Darko Jevtić.