Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Frajerstwo powtarzalne

włącz .

Jak długo można wymieniać główne błędy w grze Lecha i spokojnie patrzeć, jak w kolejnych meczach drużyna w głupi, powtrzalny sposób trwoni punkty? Trener Maciej Skorża wydaje się być kompletnie bezradny. Strata goli i punktów w ostatnich sekundach meczu była znakiem firmowym Lecha grającego na wyjazdach. Teraz pokazuje to także na własnym stadionie, niegdyś zwanym twierdzą.

Fatalny scenariusz powtarza się z meczu na mecz. Lech błyskawicznie wychodzi na prowadzenie, ale zamiast zapewnić sobie spokój, pozwala przeciwnikowi złapać oddech. W 6. minucie meczu wydawało się, że gola po stałym fragmencie gry zdobył Dawid Kownacki, jednak przypisano go trochę starszemu Tomaszowi Kędziorze. Gospodarzom w takiej sytuacji zawsze gra się lepiej. Rywal musi odrabiać straty, mecz staje się otwarty, można liczyć na kolejne bramki. Lechowi wystarczyło jednak tego dnia animuszu tylko na kilka minut. Potem stanął, nie mógł się pozbierać, jakby to nie on, ale jemu zadano ciężki cios.

Mecz szybko zamienił się w pojedynek Macieja Gostomskiego z drużyną Podbeskidzia. Bramkarz Kolejorza co najmniej trzykrotnie ratował drużynę w sytuacjach beznadziejnych. Ambitnie walczące o wyrównanie Podbeskidzie miało pecha, ale nie załamywało się, lecz parło konsekwentnie do przodu. Lech grał w nietypowym ustawieniu, wymuszonym absencją Trałki i urazem Kamińskiego. Jevtić jako defensywny pomocnik spisywał się beznadziejnie. Gdyby celniej uderzył, mógł za to zdobyć gola, podobnie jak w końcówce pierwszej połowy Hamalainen. Jevtić miał tego dnia pecha, w drugiej połowie uderzył w poprzeczkę.

Po przerwie trener Skorża zdjął z boiska dobrze grającego Kownackiego, w jego miejsce przesunął Jevticia, do środka pola posłał Drewniaka. Podbeskidziu trudniej było wychodzić na dobre pozycje, ale i tak atakowało z poświęceniem, pod koniec meczu z determinacją, której nie sposób było dostrzec u piłkarzy Lecha. Ta podobno klasowa drużyna grała na przetrwanie, chcąc dowieźć prowadzenie małym wysiłkiem do końca. Mimo tego wysokie umiejętności kilku piłkarzy z Poznania pozwalały im stworzyć kilka bardzo dobrych sytuacji. Zabrakło skuteczności, co jak zwykle się zemściło.

W futbolu drużyna grająca z determinacją potrafi radzić sobie z taką, której ambicji brak. Gdyby Lech pokazał choćby połowę zaangażowania Podbeskidzia, wygrałby mecz. Kilka strat w środku pola spowodowało niestety, że w 89 minucie goście znaleźli się w dobrej sytuacji i Bartosz Śpiączka upokorzył gospodarzy. Co ciekawe, Lech nie zaatakował nawet wtedy, nie wykazał chęci odzyskania prowadzenia. Coś z tą drużyną jest nie tak. Na pomeczowej konferencji rozczarowany Maciej Skorża powiedział, że wie już na których zawodników nie może liczyć. Wydaje się, że będzie musiał budować drużynę od początku.

Lech Poznań – Podbeskidzie Bielsko-Biała 1:1 (1:0)

Bramki: 1:0 Kędziora (6), 1:1 Śpiączka (89)

Widzów: 12 991

Sędzia: Mariusz Złotek (Stalowa Wola)

Żółte kartki: Douglas, Wołąkiewicz, Sadajew - Konieczny, Adu

Lech: Maciej Gostomski - Tomasz Kędziora, Paulus Arajuuri (61. Hubert Wołąkiewicz), Jan Bednarek, Barry Douglas - Karol Linetty, Darko Jevtić (74. Zaur Sadajew) - Gergo Lovrencsics, Kasper Hamalainen, Szymon Pawłowski - Dawid Kownacki (46. Szymon Drewniak).

Podbeskidzie: Michal Pesković - Marek Sokołowski, Gracjan Horoszkiewicz, Bartłomiej Konieczny, Pavol Stano, Frank Adu (59. Sylwester Patejuk) - Damian Chmiel, Anton Sloboda (76. Bartosz Śpiączka), Maciej Iwański, Adam Pazio - Maciej Korzym (46. Robert Demjan).

Zdjęcie: Olga Kwik