Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Piłkarze Lecha zadbali o emocje

włącz .

Ten mecz mógłby się rozstrzygnąć błyskawicznie, dać Lechowi pewny awans, spokój i wypoczynek przed trudnym niedzielnym meczem we Wrocławiu. Zamiast tego mieliśmy 120 minut huśtawki nastrojów. Trener Skorża stwierdził na koniec, że woli wygrać 4:2 po dogrywce, odwracając wynik meczu i podkreślając swoją siłę, bo to buduje drużynę przed kolejnymi wydarzeniami.

Lepiej nie mogło się zacząć. Zegar na telebimie wskazywał 4 sekundę, prawdopodobnie jednak został zbyt późno włączony i upłynęło ich jeszcze 4, gdy Lech wyszedł na prowadzenie. Wznowienie ze środka boiska, dwa podania, szybki bieg Sadajewa i pewny strzał – tego nikt nie mógł się spodziewać. To nie był koniec emocji. Po sześciu minutach gola dla Lecha z bliska, do pustej bramki strzelił – jak miało się okazać – najlepszy tego dnia na boisku Karol Linetty. Potem w poprzeczkę trafił Arajuuri, a żenująco słaby i dramatycznie niesprawiedliwy sędzia pan Borski nie podyktował dwóch ewidentnych karnych dla Lecha, po zagraniach ręką.

Wystarczyło grać spokojnie, kontrować próbującą podnieść się na nogi Jagiellonię, by zapewnić sobie pewny awans. Lech zrobił jednak wszystko, by reanimować ciężko trafioną „Jagę”, żeby tylko emocje zbyt szybko się nie skończyły. Napastników gości próbował obsłużyć Wołakiewicz, ale jego doskonała asysta została zmarnowana. Tego samego kilka minut później spróbował Douglas, a Gajos z tego prezentu potrafił skorzystać i Jagiellonia złapała kontakt. Lechowi wciąż było mało emocji, więc zadbał, by był remis. Wołąkiewicz dał się objechać Tuszyńskiemu jak junior, zrobiło się zamieszanie, Barry Douglas tak "umiejętnie" wybijał piłkę, że trafił Arajuuri’ego, który zaliczył samobója.

Lech szybko stracił Keitę, mającego problemy z przywodzicielem, a potem Kędziorę. Wołąkiewicz po przerwie zagrał na prawej obronie, gdzie jego pomyłki były mniej kosztowne. Parę stoperów tworzyli Arajuuri i Bednarek, spisując się doskonale. Fin rozegrał najlepszy swój mecz w Lechu. Nastolatek grał jak rutyniarz, dał drużynie spokój, wszystkie jego interwencje były udane. To była najlepsza para obrońców Lecha w tym sezonie. Trener Skorża powinien wyciągnąć z tego wnioski.

W drugiej połowie obie drużyny starały się zdobyć decydującego gola, ale były nieskuteczne. Jagiellonia uderzała z daleka (głównie Gajos), sprawiając Gostomskiemu duże kłopoty. Lech atakował chaotycznie, Sadajew popełniał błędy seriami, nie mógł się zrozumieć z kolegami, pudłował w idealnych sytuacjach. Zapachniało dogrywką. Jeszcze próbował coś zmienić wprowadzony na boisko Jevtić, ale niewiele mu wychodziło.

W dogrywce lepsze wrażenie sprawiała Jagiellonia, grała pewniej. Lech nadal atakował nerwowo, na szczęście nie otwierał się, więc nie mógł zostać skarcony kontrą. Kiedy goście zaatakowali śmielej, kontr spróbował Lech. Po jednej z nich nastąpił faul 17 metrów przed bramką. Barry Douglas częściowo zrehabilitował się za dwa gole, które podarował „Jadze”. Uderzył tak precyzyjnie, że piłka odbiła się od słupka i wpadła do bramki. Goście musieli próbować odrobić stratę, ale opadali szybko z sił. Lech atakował coraz szybciej, sam Jevtić miał co najmniej trzy „setki”, wszystkie zmarnował. Tuż przed końcem błyskawiczną kontrę Lecha wykończył Linetty. Jagiellonia słaniała się już na boisku, a Lech panował na nim niepodzielnie. To zwycięstwo psychicznie go wzmocniło, ale fizycznie z pewnością osłabiło.

Lech Poznań – Jagiellonia Białystok 4:2 (2:2,2:2) (po dogrywce)

Bramki: 1:0 Sadajew (1), 2:0 Linetty (7), 2:1 Gajos (16), 2:2 Arajuuri (26-samobójcza), 3:2 Douglas (112), 4:2 Linetty (12)

Widzów: 10 237

Sędzia: Marcin Borski (Warszawa)

Żółte kartki: Wołąkiewicz - Piątkowski, Pawłowski, Jasiński

Lech: Maciej Gostomski - Tomasz Kędziora (46. Jan Bednarek), Hubert Wołąkiewicz, Paulus Arajuuri, Barry Douglas - Łukasz Trałka, Karol Linetty - Szymon Pawłowski, Kasper Hamalainen (84. Darko Jevtić), Muhamed Keita (21. Gergo Lovrencsics) - Zaur Sadajew

Jagiellonia: Bartłomiej Drągowski - Martin Baran, Michał Pazdan (94. Radosław Jasiński), Sebastian Madera, Marek Wasiluk - Rafał Grzyb, Taras Romańczuk (114. Damian Kądzior) - Przemysław Frankowski (71. Jan Pawłowski), Marcin Gajos, Patryk Tuszyński - Mateusz Piątkowski.