Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Lewandowski. Były napastnik Lecha Poznań

włącz .

Namnożyło nam się ostatnio speców o piłkarskiego rynku transferowego, oceniających przejście Roberta Lewandowskiego do Bayernu. Ludzie lubią komentować ważne wydarzenia, przewidywać, spekulować. To ich prawo, nikt im tego nie zabroni. Zęby jednak bolą od słuchania specjalistów zasiadających w studiu stacji telewizyjnej związanej z jednym z warszawskich klubów sportowych. Kreują się na wszystkowiedzących, a nie pamiętają, który klub nie tak dawno temu ocenił „Lewego” jako piłkarza bez przyszłości, nie zasługującego na większe zainteresowanie. Ten klub wyrządził przysługę Lechowi, w którym transferami zajmowali się wtedy ludzie z wiedzą i wyobraźnią.

Poznaniacy tym się różnią od pozostałych sympatyków futbolu, że na rozwój Roberta Lewandowskiego patrzą inaczej. Dla nas „Lewy” nie jest wyrzutem sumienia. To u nas, sprowadzony za pieniądze śmieszne w stosunku do tego, ile jest warty dziś, otrzymał szansę pokazania się Polsce i światu. Wykorzystał ją, bo zawsze miał poczucie własnej wartości. Polską ligę zawojował już jako 20-latek. Powiedział wtedy, że jest ona zbyt słaba, by czymkolwiek się entuzjazmować. Trzeba spróbować sił w lepszej. No i spróbował. Póki co tylko w jednej, ale mam nadzieję, że nie ograniczy się do Bundesligi.

Gdziekolwiek by nie grał, dla mnie zawsze będzie byłym piłkarzem Lecha, a takiego zawsze darzy się sentymentem bez względu na to, jak mu się wiedzie. A jeśli powodzi mu się wspaniale – tym lepiej. Przejście do Bayernu, z punktu widzenia poznańskiego klubu, nie jest jednak dobrym krokiem. Lech nie partycypuje finansowo w tym transferze, nie skapnie mu nic a nic, bo napastnik nie tylko pozostanie w tym samym kraju, ale i przeniesie się do Monachium za frajer. Nie zarobi Borussia, tym bardziej nie zarobi Lech.

Nikt dziś nie wie, jak Robertowi pójdzie w Monachium. Nawet komentatorzy udający, że potrafią przewidzieć wszystko. Mam nadzieję, że da radę. Ze sportowego punktu widzenia taki transfer to duży awans. Prawdopodobnie Bayern to obecnie najlepszy klub świata, opływający we wszelkie dostatki. Wielka siła. Instytucja wspaniale zarządzana, zorganizowana, typowa niezawodna niemiecka maszyna. Robert będzie w niej jednym z trybików, wcale nie najważniejszym. Jeżeli mu nie pójdzie, nikt się nie będzie z nim cackać, i to nie tylko dlatego, że nie trzeba było za niego płacić. Potrzeba piłkarskiej klasy, a do tego siły psychicznej, by sobie w takim otoczeniu poradzić i ciągle robić postępy.

Niezależnie od tego, czy Robert błyśnie także w Monachium, czy jego piłkarska marka nabierze jeszcze większej mocy, już dziś wiem swoje: za jakiś czas będę mógł powiedzieć, iż wolałem go w koszulce Borussii niż Bayernu (choć jeszcze lepiej mu było kolorze niebieskim). Nie jestem fanem klubu z Monachium. Jest potężny, wręcz niszczycielski, ale za bardzo niemiecki, bezduszny. Tam nie ma miejsca na sentymenty. Zaangażowali znakomitego i ciągle głodnego sukcesów trenera, który jednak ma własną wizję gry. Kiedy tworzył potęgę Barcelony, kiedy wpajał jej styl, który miał niebawem zadziwić świat, bez żalu pożegnał zawodnika – nie tylko moim zdaniem – ciągle lepszego od Lewandowskiego: Zlatana Ibrahimovicia. Nie wpisywał się w sposób gry. Jeżeli Polak nie spełni oczekiwań Guardioli, który zresztą wcale nie nalegał na sprowadzenie go do Monachium, nie dopasuje się do stylu drużyny, nie znajdzie wspólnego języka z kolegami, szybko z ławki rezerwowych się nie podniesie. W takim klubie znalezienie zastępcy nie jest żadnym problemem. Problemem jest dokonanie wyboru.

W futbolu nic nie jest dane na zawsze. Wydawało się, że pokazująca kosmiczny futbol Barcelona zdominuje świat na lata, ale mimo iż ciągle gra w tym samym składzie, została zdemolowana przez Bayern. Nie jest powiedziane, że teraz on będzie długo dominował. Nie ma nawet gwarancji, że w tej edycji Ligi Mistrzów wyeliminuje Arsenal. A co będzie za rok? Tego nie przewidzi nikt. Nie życzę „Lewemu”, by szybko opuścił Monachium. Życzę mu za to, by jeszcze kiedyś spróbował sił w lidze ciekawszej niż niemiecka. Może zostać jedynym Polakiem w koszulce Realu Madryt lub Barcelony. Może zasilić któryś z topowych klubów angielskich. Chcąc go mieć u siebie, muszą zapłacić okrągłą sumkę Bayernowi. Póki co dobre pieniądze na transferze tego gracza zarobił tylko Lech Poznań.

Józef Djaczenko

Rysunek Jarka Czyża pochodzi z "Alfabetu Lecha Poznań".