Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Nie dla nas triumfy, nie dla nas upadek

włącz .

Na Nowy Rok czeka się z nadziejami i wiarą, że powiedzie się to, co nie udało się w starym. Wśród tych, którzy liczą na odmianę, są kibice Lecha Poznań. Chcieliby wierzyć, że kończy się czas wielkich rozczarowań. Niestety, byłaby to wiara irracjonalna.

Jedenastce miejsce wśród klubów aktualnie grających w ekstraklasie – taki jest roczny punktowy wynik Lecha. Gdyby chodziło o inny zespół, nie byłoby to rozczarowujące. Jednak w przypadku Kolejorza mamy do czynienia z klęską, powodem do wstydu, trwonieniem własnej marki. Gorzej być nie może? Niestety, może. Ludzie odpowiadający za wyniki drużyny zamienili się w symbol niepowodzeń. Firmują porażki i nie widać, by im to przeszkadzało.

Wiosną drużyna będzie personalnie słabsza. Być może odejdzie Kamil Jóźwiak. To chyba najlepszy teraz zawodnik ofensywny, rozwijający się błyskawicznie. Do tego grający widowiskowo, nie unikający indywidualnych pojedynków, rajdów, przyspieszeń. Stał się łakomym kąskiem dla bogatych klubów. Pytanie, czy Lech jest zainteresowany transferem już teraz, czy liczy na występ skrzydłowego w Mistrzostwach Europy i wzrost jego wartości. Klub dawno na nikim nie zarobił.

Także Joao Amaral może opuścić Lecha. Nikogo, oprócz Dariusza Żurawia nie trzeba przekonywać, że to piłkarz o wielkich umiejętnościach, błyskotliwy, przebojowy, strzelający filmowe bramki. Kibice przychodzą na stadion dla takich magików, jak Joao, jak Jóźwiak, a nie jak Muhar. Nie wiemy, jakie są relacje między Amaralem i trenerem. Podobno poprawne. Statystyki jednak nie kłamią. Jesienią Portugalczyk tylko jeden mecz (w Gdańsku) rozegrał w pełnym wymiarze. W wyjściowym składzie znalazł się 11 razy na 20 spotkań, by opuścić boisko ok. 70 minuty. Trzykrotnie zagrał tzw. ogony. Pięciokrotnie nie powąchał boiska.

Ten klasowy zawodnik nie był więc pierwszym wyborem dla trenera. Wpuszczał go na boisko jakby z łaski, by zamknąć usta krytykom. Gdy nie pomógł wygrać we Wrocławiu, na pomeczowej konferencji Żuraw stwierdził: „chcieliście Amarala? To go mieliście”. Dowodem lekceważenia możliwości piłkarza były końcówki meczów, gdy walczący o decydującego gola Lech potrzebował gracza z umiejętnościami, z błyskiem, a trener w roli jokera widział któregoś z juniorów.

Źródła zbliżone do dobrze poinformowanych twierdzą, że jeżeli Amaral odejdzie wiosną z Lecha, to tylko na pół roku. I na własne życzenie, z powodu sytuacji życiowej. Jeśli to prawda, to i tak trener po nim nie zapłacze. Wprost przeciwnie. Będzie więcej możliwości ogrywania młodzieży. I właśnie ten aspekt to kolejny argument dla pesymistów. Klub wyraźnie nastawił się na promocję wychowanków. Nie ma w tym niczego złego, jeżeli nie odbywa się kosztem wyników. W dobrze kierowanym klubie wychowankowie tak są wkomponowywani w zespół, by starsi byli dla nich wzorem, by dobre wyniki były korzystne dla rozwoju młodych. A w Lechu? Wyniki są wymowne. Obrana ścieżka nie przyniesie sportowych sukcesów.

Tylko prawy obrońca dołączy do drużyny wiosną (o ile uda się takiego zakontraktować). I Michał Skóraś wracający z wypożyczenia. Trudno liczyć, że Lechowa młodzież wzniesie się na wyżyny, że powalczy o czołowe miejsce w lidze. Raczej zapowiada się stabilizacja w środku tabeli.

Lechowi w ostatnich dekadach różnie się wiodło, ale zawsze walczył o coś – jeśli nie o trofea, to o przetrwanie, o uchronienie się przed scenariuszem najgorszym. Teraz nie grozi mu ani nic złego, ani dobrego. Jest finansowo stabilny, przejściowe zachwianie równowagi dopada go tylko podczas czekania na sprzedaż kolejnego wychowanka. Gwarancją przetrwania jest akademia. To na nią musi liczyć, a nie na zdyskontowanie sportowych triumfów, bo nie potrafi ich odnosić, a i chyba niespecjalnie mu już zależy. Trybun wiosną nie zapełni.

Józef Djaczenko