Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Trener Lecha może liczyć tylko na siebie. I na kibiców

włącz .

Dariusz Żuraw dopiero zaczyna trenerską przygodę. Objęcie drużyny z ekstraklasy, i to nie pierwszej lepszej, to dla niego niespodziewana szansa. Nie będzie mu łatwo ją wykorzystać. Nie ma doświadczenia, a staje przed wyzwaniem, wobec którego pękali wszyscy jego poprzednicy, bo Lech jest klubem zarządzanym tylko finansowo. Dział sportu to nieustająca akcja ratunkowa.

Dwie porażki z rzędu to dla miotanego kryzysami klubu nic nowego. Lechowi zdarzały się dużo gorsze serie, na które zarząd mimo rozpaczy kibiców nie reagował, mimo iż solennie obiecywał walkę „o majstra”. Teraz jest inaczej. Kibicom nie zależy na dyscyplinowaniu trenera, który cieszy się ich zaufaniem. Zmienił styl na ofensywny, nauczył piłkarzy walki, ważną częścią jego drużyną są wychowankowie. Kształtowanie ich rozwoju to trudne zadanie, a on jest sam. Ma współpracowników, ale mentora, który wsparłby go w kryzysowej sytuacji, na miejscu nie znajdzie. W tym klubie obowiązuje bowiem zasada: im większą władzę się pełni, tym mniejsze pojęcie ma się o futbolu.

Od takich porażek, jakie Lech ostatnio poniósł, zaczynały się wszystkie dotychczasowe kryzysy w Lechu, a było ich dokładnie tyle, ilu trenerów. Każdy kończył pracę przedwcześnie, bo nie potrafił zatrzymać spirali klęsk, nie radził sobie z presją wyjątkowego środowiska. Oczekiwania są tu równie wielkie, jak potencjał. To niesamowite, że tak ważny dla ludzi klub nie ma długofalowej strategii, nie ma wizji budowania drużyny, wyznaczonego stylu, do którego się dąży. Każdy, kto obejmuje drużynę, zaczyna od nowa, wprowadza własne porządki. Zarząd nie ingeruje, bo się na tym nie zna.

Już dawno można było przerwać pasmo kryzysów, skierować klub na drogę rozwoju. Wystarczyło zmienić nie kolejnego trenera, ale dysfunkcyjny zarząd. O tym oczywiście mowy być nie mogło, więc zabawa w wielki, obracający milionami klub trwa od lat. Nie było nikogo, kto nadałby jego rozwojowi kierunek. Kibice Kolejorza z zazdrością patrzą na kluby o porównywalnym lub nawet mniejszym potencjale zarządzane kompetentnie, grające w Lidze Mistrzów.

W tym czasie Poznań, który miał szanse wejść do Europy dzięki kilku błyskotliwym pucharowym występom Lecha, wciąż jest zaściankiem. Kibiców nurtują problemy codzienne, wręcz przyziemne – czy słabsza organizacyjnie, ale nie piłkarsko Jagiellonia nie wykorzysta w piątek braków młodej drużyny Lecha. Trzecia porażka z rzędu byłaby przygnębiająca, ale kataklizmu by nie spowodowała, bo trener ma poparcie kibiców. Wierzą, że ma on większe szanse wprawienia bezwładnej machiny w ruch niż ktokolwiek.

Józef Djaczenko