Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Na ile kibicom wystarczy cierpliwości?

włącz .

Pełne trybuny poznańskiego stadionu kilka lat temu nikogo nie fascynowały, bo to była norma. Władze klubu zrobiły niestety wiele, by kibiców zniechęcić. Ostatnio zainteresowanie Kolejorzem zaczęło się odradzać, ale chyba nie będzie to stały trend. Lech u siebie nie wygrywa, daje się zaszachować trenerom wiedzącym, jak go zneutralizować.

Ponad 32 tysiące fanów oglądało mecz ze Śląskiem. Zawiedli się wynikiem i bezradnością wobec skutecznie i mądrze grającego rywala, ale na styl i ambicję Kolejorza nie można było narzekać. Na niedzielny mecz przyjaźni przyszło ponad 25 tysięcy widzów. I znów przeżyli rozczarowanie, bo Cracovia wygrała w Poznaniu pierwszy raz od 13 lat. Trener Michał Probierz, podobnie jak czeski szkoleniowiec Śląska wiedział, jak unieszkodliwić gospodarzy.

Lech gra ofensywnie, ładnie dla oka, ale przewidywalnie. Trener Dariusz Żuraw jest konsekwentny w stawianiu na młodzież. Przed każdym meczem łatwo wytypować skład jego zespołu, bo prawie niczego nie zmienia. Probierz zna ekstraklasę doskonale, więc taka postawa to dla niego woda na młyn. Jego zespół nie pozwolił Lechowi się rozpędzić. Potencjalnie szybkie akcje gospodarzy nie mogły się powieść. Kiedy wydawało się, że ich gra nabiera rytmu, następowało zwolnienie, ale nie za sprawą wyszukanej taktyki, lecz metod rzadko spotykanych już nawet w lidze okręgowej.

Lech ma pecha do sędziów. Pan Złotek o mało nie pozbawił go punktów w spotkaniu z Rakowem. Pan Frankowski udawał, że nie widzi, co wyprawia bramkarz Cracovii i jak czas kradną jego tarzający się z bólu po trawie koledzy czekający na niemrawe interwencje sztabu medycznego. W innej lidze takie zachowania są tępione, bo przecież ludzie nie po to kupują bilety, by nudzić się podczas częstych przestojów w grze. Bramkarz Pesković potrafił trzymać piłkę w nieskończoność. Ociągał się z jej wybiciem, bo arbiter nie reagował, widać wolał stać w upale niż męczyć się bieganiem. Mecz był wielokrotnie przerywany na długie minuty, ale pan sędzia doliczył tylko 5. Po myśli Cracovii.

Boję się, że w tym sezonie tak już będzie. Bardziej doświadczeni trenerzy łatwo znajdą sposób na młodego Lecha. Trener Żuraw powiedział ostatnio, że też mógłby postawić na taktykę skuteczną, ale mało widowiskową, ale nie chce tego robić. Lech ma atakować, nawet gdyby przypominało to bicie głową w ścianę. I ciężko pracować nad wyeliminowaniem błędów łatwo wykorzystywanych przez przeciwników. Jest w tym sens, ale tylko pod warunkiem, że nie będzie przesady. Stawianie na młodzież to ruch we właściwym kierunku. Nie może być to jednak dogmat. Nie można odsuwać od gry czołowych piłkarzy całej ligi, traktować ich jako zawalidrogi blokujące miejsce w składzie wychowankom.

Przykłady można mnożyć. W Gdyni, gdy Lech w końcówce desperacko walczył o zwycięską bramkę, trener nie wykorzystał swych atutów. Ogrywał młodzież. Makuszewski to gracz klasowy jak na polską ligę, reprezentant kraju, ale przegrał rywalizację z Puchaczem. Przegrał na całego, bo Tymoteusz regularnie rozpoczyna mecze w wyjściowym składzie, a „Maki” nie zawsze jest nawet zmiennikiem. Ostatnio trener zastosował zmianę skrzydłowego na skrzydłowego, ale zmiennikiem był Klupś. Miałoby to sens, gdyby Lech prowadził. Trzeba jednak było gonić wynik. Dobry skrzydłowy jedną szaloną szarżą potrafi odwrócić bieg wydarzeń. Być może kiedyś Klupsia będzie na to stać, ale jeszcze nie teraz. W takiej sytuacji przydałby się ktoś z wyższymi umiejętnościami, a nie tylko z potencjałem.

Michał Probierz musiał się ucieszyć widząc, że Amaral znów grzeje ławę. Przyznał zresztą podczas konferencji prasowej, że Portugalczyk po wejściu na boisku utrudnił mu zadanie, zmienił grę w środku boiska. Nie tylko trener Cracovii zna walory tego gracza. W Lechu wiedzą, ile trzeba było za niego zapłacić i na co go stać. Wygląda na to, że obowiązują inne priorytety – o ile w ogóle jakieś obowiązują. W tym klubie nikt nie pokusił się o strategię budowy drużyny. Decyduje o niej każdy kolejny trener. Wciąż nie ma tu profesjonalnego, kompetentnego, obdarzonego wizją szefa pionu sportowego.

Dariusz Żuraw wykonał kawał porządnej roboty. Przeobraził grę Lecha, i to w krótkim czasie. Sprawił, że chce się go oglądać, więc kibice wrócili na stadion. Wypromował młodzież. Świetnie by było, gdy w parze z tymi dokonaniami szły dobre wyniki. A nie idą, bo młodą, przewidywalną, pokazującą radosny futbol drużynę ogra każdy zespół dowodzony przez mądrego trenera, składający się z graczy rutynowanych. Można liczyć, że uparta praca nad doskonaleniem tego, co Żuraw wdraża, przyniesie kiedyś dobre efekty. Wątpliwe niestety, by nastąpiło to szybko, a nie jestem przekonany, że w tym mieście, w tym środowisku ludzie będą chcieli długo czekać. Zawiedli się tyle razy, że wiedzą, komu nie warto ufać.

Józef Djaczenko