Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

W piłkę nożną gra się głową

włącz .

Najbliższe tygodnie będą decydujące. W najgorszym przypadku Lech powtórzy „wyczyn” z ubiegłego sezonu, gdy po kilku zwycięstwach i dramacie w domowym meczu z Wisłą wpadł w spiralę porażek, tracił trenerów i kibiców. Może też porzucić naiwność, grać dojrzale i odpowiedzialnie, wrócić do zwycięstw.

Różnica między przegranym meczem ze Śląskiem i porażkami z ubiegłych sezonów jest taka, że teraz Lech walczy, nie spuszcza z tonu, gdy źle się dzieje, dąży do odwrócenia sytuacji. Choć mądra taktyka piątkowego rywala ujawniła taktyczne niedostatki Kolejorza, to nie pozbawiła go ducha. Nie rezygnował z atakowania, ale czynił to nieskutecznie, nerwowo. Brakowało mu spokoju, wrócił do długich podań i wybijania piłek na oślep. W drugiej połowie nie udało się wykorzystać żadnej okazji pokonania Putnocky’ego. Chyba dlatego, że Lechowi za bardzo na tym zależało. Nie było luzu, swobody.

Drużyna Żurawia buduje akcje ofensywne od własnego pola karnego. Obrońcy i bramkarz wymieniają podania, bawią się w Barcelonę nie mając, póki co, umiejętności Katalończyków. Czeski trener Śląska właśnie w tym dostrzegł szansę dla swej drużyny. Zagrała ona pressingiem, w którym brali udział wszyscy zawodnicy. W ten sposób zabawa Lecha w tiki takę przed własną bramką została brutalnie przerwana. Przyniosła stratę, w konsekwencji rzut karny.

Na domiar złego Lech w tym meczu popełniał błędy w ustawieniu, łamał elementarne zasady taktyki. Boczni obrońcy i skrzydłowi zapomnieli, że ich rolą jest także pomoc w defensywie. Van der Hart raz po raz źle wyprowadzał piłkę, co mogło spowodować stratę kolejnych bramek. Pełniąc rolę piątego obrońcy zapominał o swojej głównej funkcji. Nie nadążał za akcjami. Nie było go tam, gdzie stać powinien. Biorąc pod uwagę tylko ten jeden mecz można byłoby uznać, że zamiana Słowaka na Holendra była błędem.

W składzie Śląska aż roi się od ligowych wyjadaczy, ludzi doświadczonych, którzy gwiazdami nigdy nie byli, ale dobrze wiedzą, jak utrzymać wynik, zniechęcać przeciwnika, korzystać z jego błędów i niedoskonałości. Chyba długo potrwa, zanim Lecha też będzie stać na futbol jeśli nie wyrachowany i przebiegły, to przynajmniej rozsądny. Kamil Jóźwiak powinien w nieskończoność oglądać nagrania z piątku. Bieganie i kiwanie, oddawanie strzałów to za mało, by wygrać mecz. Futbol to sport drużynowy. Wychodzący na dobre pozycje koledzy nie mogą się przyglądać, jak Kamil po to się rozpędza, by posłać piłkę kilkadziesiąt metrów od bramki. Jego rozwój trzeba umiejętnie nadzorować. Nie wolno puścić go samopas.

Skoro doświadczony czeski trener znalazł sposób na Lecha, to tym bardziej rozszyfrują go pozostali ligowi wyjadacze. Wszyscy wiedzą, że w Poznaniu są piłkarze o wysokich umiejętnościach, ale tworzą zespół grający przewidywalnie. Ofensywną taktykę i pressing trzeba poprzeć myśleniem. W piątkowy wieczór boleśnie się przekonaliśmy, jak bardzo jest ono ważne. Trener Dariusz Żuraw jest w sytuacji swojej drużyny – też łapie doświadczenie. Podąża drogą właściwą, ale musi jeszcze wzorem Adama Nawałki zadbać o detale.

Józef Djaczenko