Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Tej nadziei zawieść nie wolno

włącz .

Kto w piątek pierwszy raz od miesięcy zasiadł na trybunach stadionu Lecha, przecierał oczy ze zdumienia. Piłkarze ambitnie walczący, szukający gry, konstruujący efektowne akcje. Publiczność jeszcze nie tak liczna, jak w dobrych czasach, ale zachwycona tym, co ogląda, radośnie dopingująca, nie szczędząca braw. Po prostu inny świat.

Niewiele potrzeba, by uszczęśliwić poznańskich kibiców. Jak mogli tego nie rozumieć ludzie na ich uszczęśliwianiu zarabiający? Dlaczego woleli wygaszać emocje i nie reagować na stopniowy upadek drużyny? Tego się już chyba nie dowiemy, ale teraz najważniejsze jest to, co przy Bułgarskiej zaczęło się rodzić. W piątkowy wieczór na trybunach widać było mnóstwo uśmiechniętych twarzy. Jeszcze więcej było ich z pewnością przed telewizorami. Fanów Kolejorza spotkało coś, na co już chyba nie liczyli.

Lech to nie jest pospolity klub piłkarski. To ważny element czegoś, co nosi nazwę Wielkopolska. Mieszkającym tu ludziom żyje się lepiej, gdy oglądają Kolejorza grającego porywająco, zwyciężającego. Przez ostatnie lata wściekali się na tych, co nie potrafią się obchodzić z ich klubem. Teraz otrzymali dużą dawkę nadziei, że już nie będą wstydzić się za Lecha. Czy ich radość nie jest przedwczesna? W ostatnich latach też mieli chwile szczęścia, na przykład po serii zwycięstw ekipy Bjelicy, ale potem przychodziło rozczarowanie.

Nie warto być naiwnym. Nikt rozsądny nie postawi wszystkich pieniędzy na klub wyspecjalizowany w sprawianiu jego fanom przykrości. A jednak właśnie teraz do głosu dochodzi coś ciekawego. To młodość. W meczu z Wisłą Płock zagrali Robert Gumny, Kamil Jóźwiak, Tymoteusz Klupś, Paweł Tomczyk. Potem jeszcze na boisko weszli Tymoteusz Puchacz i najmłodszy z nich Filip Marchwiński. Żaden z nich nie osłabił drużyny. Wprost przeciwnie, wszyscy wnieśli do niej nową wartość. Za chwilę pokażą się następni: Skrzypczak, Pleśnierowicz, Kamiński...

Ich obecność w pierwszym składzie to rezultat umiejętnego szukania talentów, solidnego i konsekwentnego szkolenia, odwagi w ustalaniu meczowego składu. W ten sposób powiew młodości stał się jednocześnie powiewem jakości. Mądry trener znalazł taktykę wymarzoną dla młodych graczy, ofensywną, wymagającą stałej aktywności, szukania miejsca na boisku, stwarzania kolegom wielu możliwości rozegrania piłki. To coś kompletnie innego niż tłamszenie gry preferowane przez poprzednika Dariusza Żurawia.

Najlepszym piłkarzem Lecha jest teraz Darko Jevtić. Kiedy tu przyszedł jako młody zawodnik widać było, że szkolono go tam, gdzie się na tym znają. Już pierwsze jego zagrania znamionowały klasę. Ten gracz ma niewątpliwy talent, widzi na boisku dużo więcej niż inni, ale piłkarską jakość, czyli umiejętność robienia z tego użytku zdobył w szkółce FC Basel. Świetnie by było, gdyby i u nas tak potrafili szkolić. Wtedy można byłoby budować drużynę złożoną z wychowanków, wzbogaconą o klasowych, doświadczonych graczy z zewnątrz.

Stawianie na młodzież, wykorzystywanie klubowej akademii, której powstanie było najmądrzejszym ruchem, jaki tu kiedykolwiek wykonano – to właściwy kierunek. Im więcej w nią się zainwestuje, tym lepsza przyszłość przed Lechem. Trzeba tylko stawiać na jakość szkolenia, dorównywać w tym renomowanym klubom europejskim.

Młodość ma swoje prawa, więc nikt nie jest na tyle naiwny, by wierzyć, że grający jak natchniony Lech będzie teraz tylko wygrywał. Przyjdą i porażki, to jest pewne, trzeba się z tym pogodzić. Ale nie z powrotem do gry takiej, jak w ostatnich, przegranych sezonach. Kibice tylko wtedy wybaczą stratę punktów, gdy zdarzy się to mimo ambitnej, ofensywnej gry. Ludzie na Bułgarską przyjdą tłumnie i opuszczą trybuny usatysfakcjonowani, gdy zobaczą grę taką, jak w piątek.

Starsi kibice pamiętają, że podobne zjawisko nastąpiło w Lechu na początku lat 80. Wtedy przyszedł tu ambitny trener Wojciech Łazarek. Dał szansę graczom młodym – Araszkiewiczowi, Kofnytowi, Łukasikowi, potem Skrzypczakowi (obecnemu asystentowi Żurawia), a oni to wykorzystali z dużą bezczelnością, wygryźli z zespołu starszych i sławniejszych. Zaczęło się zdobywanie trofeów. Historia lubi się powtarzać, trzeba tylko w to uwierzyć.

Józef Djaczenko