Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

"Rzut okiem" - na jesień Lecha.

włącz .

rzut_okiem02.jpg

WYNIK. Krótko mówiąc: nie powala i do tego zaciemnia obraz całościowy zespołu we wszystkich aspektach. Miejsce w czołówce i dość niewielka strata do miejsca na podium (zakładam, że Wisła zdobędzie chociaż punkt z Pogonią) nie powinno przesłaniać braku ustabilizowanej formy przez całą jesień. Mecze Lecha potrafiły doprowadzać do szału jego wiernych fanów, a w następnej kolejce widzieliśmy inny zespół – tym razem już oklaskiwany przez trybuny.

Na wynik jesieni składają się: przegrane eliminacje do Ligi Europejskiej, odpadnięcie w żenującym stylu z Pucharu Polski oraz aktualne 3. lub 4. miejsce w ligowej tabeli. Pucharowe porażki to zadra na obliczu zespołu, który jeszcze trzy lata temu wspaniale walczył z Manchesterem City czy Juventusem. Strach pomyśleć, jak ta rywalizacja mogłaby wyglądać tej jesieni.
Wysokie miejsce w tabeli nie powinno przesłonić faktu, że drużyna grała nierówno, styl gry w olbrzymiej większości spotkań powodował ból zębów u oglądających, a mimo wszystko punktów udało się uzbierać aż 34. Wynika to jednak z żenująco słabego poziomu naszej Ekstraklasy (nazwa zupełnie nietrafiona!). Ten poziom bezlitośnie obnażyła pucharowa konfrontacja naszych liderów poprzedniej edycji rozgrywek z drużynami, które tylko w przypływie grzeczności można nazwać europejskimi średniakami.
Wynik zespołu ratuje wysokie miejsce Teodorczyka w tabeli strzelców. Ten rezultat może również dziwić w kontekście gry tego zawodnika. Patrząc na jego boiskowe wyczyny trudno znaleźć odpowiedź na pytanie: jak to się stało? Nie potrafię wskazać choćby jednej akcji w jego wykonaniu, która mogła porwać widownię. Owszem, strzelił 10 bramek, ale którą warto zapamiętać jako coś wyjątkowo pięknego? Chyba tę pierwszą w ostatnim meczu z Zawiszą. Już słyszę głosy, że przecież Gerd Müller też nie zachwycał stylem itd. itp. Owszem, ale zachwycał instynktem strzeleckim, zabójczą skutecznością, boiskową inteligencją. Które z tych cech możemy przypisać snajperowi Lecha? Jedno jest pewne: przed nim jeszcze dużo pracy. Reasumując można stwierdzić, że wynik zdecydowanie lepszy od tego, co zespół prezentował na boisku. To tak, jakby w konkursie krasomówczym wygrał jąkała, bo reszta startujących sepleniła lub nie umiała jeszcze mówić.
TRENER. Jego największym sukcesem było przetrwanie wszystkich momentów zachwiań i pozostanie na stołku do wiosny. Dość szybko utracił zaufanie kibiców rozczarowanych pucharowym blamażem z Żalgirisem. Potem było już tylko gorzej (z zaufaniem). Kulminacja przypadła na mecz z Górnikiem, gdzie trybuny jasno wyraziły swoją ocenę pracy trenera. Nie pomogło nawet wygranie tego meczu. Nie da się ukryć, że letnia przerwa nie zaowocowała dobrą, stabilną formą zespołu w rundzie jesiennej.
Plaga kontuzji nie rozgrzesza z tego, co się działo na boisku, wręcz skłania do zastanowienia się nad pracą ludzi odpowiedzialnych za odpowiednie przygotowanie organizmów piłkarzy do wysiłku treningowego i meczowego. Duża liczba urazów mięśniowych rodzi wątpliwości co do dobrej pracy zespołu medycznego i opracowujących ćwiczenia treningowe oraz stopień ich intensywności. Trener Rumak jest człowiekiem młodym i bardzo ambitnym. Deklaruje chęć nauki i budowania swojej marki trenerskiej. To cecha godna szacunku. Musi jednak pamiętać w swoich zachowaniach i wypowiedziach, że Mourinho to on jeszcze nie jest.
MŁODZIEŻ. To ona miała być największym atutem Lecha. Prawdziwą gwiazdą młodzieży Lecha został ten, na którego nikt nie liczył – Maciej Gostomski. Pomógł mu przypadek: ciężka kontuzja Buricia. Nieoczekiwanie zaczął figurować w protokołach meczowych jako bramkarz rezerwowy. Po słabych występach Kotorowskiego trener Rumak zagrał va banque i postawił na młodego, nieogranego bramkarza. I to była chyba najlepsza decyzja personalna trenera w tej rundzie (druga, to Douglas na środku obrony). Lech pokazał Polsce młodego, bez kompleksów, wiele już potrafiącego bramkarza, który błyskawicznie uplasował się na topie najlepszych bramkarzy tej rundy. Dzisiaj trudno wyobrazić sobie Lecha bez Gostomskiego w bramce.
Z resztą Lechowej młodzieży już tak różowo nie jest. Drewniak zagrał kilka meczy i tylko jeden może dobrze wspominać – ten z Jagiellonią. Zbyt często zwalnia tempo akcji, podaje w poprzek lub do tyłu. W końcówce rundy już go nie oglądaliśmy. Możdzeń swoją szansę dostał dzięki kontuzji Ceesay’a. Owszem, strzelił piękną bramkę z Zagłębiem, ale samą grą nie zachwycał. Linetty to kolejny z młodych piłkarzy, który podobnie jak jego wymienieni wcześniej koledzy systematycznie wtapia się w ligową szarość.
Marcin Kamiński to chłopak, który powinien już być ostoją defensywy na poziomie reprezentacji. Dlaczego tak nie jest? Dlaczego w ostatnich meczach trafiają mu się wpadki na poziomie A- klasy? To chyba wie tylko on sam. Widać, że ten chłopak potrzebuje pomocy, żeby jego talent nie rozmienił się na drobne. Jego dramat w Kielcach budził współczucie. Jego twarz aż nazbyt wyraziście pokazywała, jak bardzo przeżywał swój błąd i jego konsekwencje.
Uważam, że mamy obecnie niewielu trenerów, którzy potrafią pracować z młodymi piłkarzami. Dla tych młodych chłopaków niezbędny jest trener z charyzmą i odpowiednim indywidualnym podejściem. Większość naszych trenerów patrzy przez pryzmat zespołu i wyników. Nie ma tam czasu na indywidualną pracę z młodym chłopakiem, który o wiele bardziej przeżywa każdy boiskowy epizod aniżeli starzy wyjadacze. Może dlatego nasza liga kreuje tak niewielu wyróżniających się, przynajmniej przez jeden cały sezon, młodych piłkarzy. Z reguły są to szybko gasnące meteory.
ZESPÓŁ i GWIAZDY. Trudno jest pisać o zespole, który rzadko kiedy wychodził w składzie identycznym z poprzednim meczem. Trudno pisać o zespole dziesiątkowanym przez kontuzje. Trzeba jednak napisać, że w większości właśnie takich meczy zespół pokazywał wolę walki. I choć może czasem brakowało sił, umiejętności, zawodziła taktyka to jednak walczyli do upadłego i to jest wartość godna szacunku.
Jednocześnie trudno uznać zespół Lecha za zespół z gwiazdami. Pisząc „gwiazdy” mam na myśli zawodników zdecydowanie wyrastających ponad resztę zespołu, prawdziwe „magnesy” przyciągające kibiców. Takimi piłkarzami byli Lewandowski, Rudnevs, Stilić. Gwiazdy, to piłkarze, których transfery liczy się w milionach euro, i którzy potem grają w dobrych ligach. Zadatki na bycie gwiazdą w tym znaczeniu ma Hämäläinen, Douglas, Lovrencsics i może Ceesay. Z polskich piłkarzy – Kamiński (pod warunkiem ciężkiej pracy indywidualnej) i Gostomski. Na chwilę obecną to jeszcze nie są gwiazdy. I tu nasuwa się pytanie: dlaczego? Co stoi na przeszkodzie w wykorzystaniu już posiadanych umiejętności i i nieprzeciętnej boiskowej (i nie tylko) inteligencji Hämäläinena? Dlaczego Lovrencsics grał świetnie zaraz po przyjściu, a potem zgasł, żeby zagrać nieźle na wiosnę, a jesienią znowu rozczarowywać? Dlaczego Kamiński zatrzymał się w piłkarskim rozwoju zamiast być kandydatem do transferu do dobrej drużyny na Zachodzie, bo polska liga jest już dla niego za ciasna? Na chwilę obecną Lech nie wykreował piłkarza którego mógłby sprzedać za minimum 2 miliony euro. To świadczy, że selekcja i praca szkoleniowa gdzieś szwankuje. Przed trenerem staje zadanie, aby ten stan rzeczy zmienić. Mam nadzieję, że wiosną zobaczymy zespół, który swoją grą dostarczy nam wszystkim wiele radości i satysfakcji.