Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Gra pozorów – nowa odsłona

włącz .

Zaczęło się. Mamy pierwsze informacje o kandydacie na trenera Lecha. Przyjdzie też pora na doniesienia transferowe, wszak rusza budowa nowej drużyny. Lech jest klubem medialnym, ale jest to medialność wynaturzona. Opinia publiczna nie dowiaduje się o wynikach, sukcesach, ciekawych meczach, ale o kolejnych kryzysach, kandydatach, rewolucjach.

Mecz w Szczecinie wzbudził wśród kibiców mieszane uczucia. Jedni twierdzą, sugerując się zwłaszcza pierwszą połową, że Lech został przez przeciętną drużynę ośmieszony. Inni twierdzą, że mając w składzie tylu młodych graczy, grając bez napastnika, trzeba uszanować remis. Jak by na to nie spoglądać, obecny Lech dogorywa. To nie jest zalążek nowej jakości, ale obraz upadku. Nie odpowiada za niego jeden, czy drugi piłkarz, którykolwiek trener. Jedynym winowajcą jest zarząd klubu. Ten sam, który właśnie ogłosił budowę nowej drużyny. To brzmi jak wyrok. Kto spowodował ogromne straty, ani myśli się zatrzymywać.

Lech został skazany na trwanie od przesilenia do przesilenia, od jednego kryzysu, do następnego. Nie można nie zadać pytania, dlaczego właściciel klubu, człowiek poważny, doświadczony biznesmen, toleruje ten stan? Z powodów rodzinnych? Zarządzania swymi fabrykami nie powierzyłby amatorowi, bo drogo przyszłoby za to zapłacić. Poważny klub piłkarski też nie jest zabawką. Gdy nie używa się go zgodnie z przeznaczeniem, przepadnie z kretesem, łącznie z budzącą uzasadnioną dumę akademią. Nie może ona działać autonomicznie, niezależnie od zanikającego klubu.

Klub się wali, za chwilę straci resztki kibiców, więc konieczne są działania szybkie, radykalne. Kibice Lecha zaakceptowaliby długofalowy plan naprawczy, gdyby darzyli obecny zarząd choćby odrobiną zaufania – tak, jak czekali na efekty pracy Franciszka Smudy. Zbyt długo ich mamiono, karmiono oszustwami, by znów dali się nabrać. Słuchali o sprawnie funkcjonującym skautingu, o poddawaniu kandydatów do gry w Lechu wszechstronnym analizom, o wnikliwym sprawdzaniu nie tylko umiejętności zawodników, ale ich psychiki, funkcjonowania w środowisku, odporności na negatywne zdarzenia. Co tu w takim razie robili Keita, Barkroth, Nicki Bille i wielu innych?

Władze Lecha okłamywały kibiców, że mają gotowe listy kandydatów na wszystkie pozycje. Jeżeli nie uda się sprowadzić skrzydłowego lub obrońcy numer jeden, w kolejce już czekają kandydaci numer dwa i trzy. A potem na Bułgarską trafiają ludzie, którzy przez pół roku się leczą, albo trzeba natychmiast szukać dla nich klubu, bo od pierwszej chwili wiadomo, że nic z nich nie będzie.

Podobnie jest z trenerami. Wyrzucając każdego z nich w trakcie sezonu nie ma mowy o kontynuacji planu szkoleniowego, o racjonalnej budowie drużyny. Lepiej więc darować sobie zaklęcia typu: stawiamy na Polaków. Albo: stawiamy na młodych. Trenerzy sprzątający po poprzednikach próbują zapanować nad bałaganem, ale osoby podejmujące kluczowe decyzje znają się na wszystkim oprócz futbolu. Na końcu jeszcze jest komitet transferowy akceptujący trwonienie ogromnych pieniędzy.

Czy Dariusz Żuraw poprowadzi Lecha w nowym sezonie? Jest to osoba, na której można polegać, szybko się ucząca. To z całą pewnością będzie bardzo dobry trener. Tyle, że teraz jest na dorobku, a Lech potrzebuje kogoś doświadczonego, kto uratuje sytuację natychmiast, złagodzi skutki wielkiej niekompetencji. Jeśli nie będzie natychmiastowej poprawy, trybuny całkowicie się wyludnią. Kibice nie wrócą, dopóki nie nastąpi prawdziwa rewolucja, a nie pozorowana.

Obecny trener jest osobą, na którą warto stawiać, w którą warto inwestować. Szkopuł tylko w tym, że nie jest cudotwórcą. Nie zatrzyma degrengolady, jeśli kluczowe decyzje pozostaną w dyletanckich rękach. Gdyby władzę nad pionem sportowym objął fachowiec z prawdziwego zdarzenia, można byłoby uwierzyć, że lokomotywa wraca na właściwe tory, a Dariusz Żuraw to świetny kandydat na maszynistę.

Wiemy, czego możemy się spodziewać w najbliższej przyszłości. Zanikająca drużyna rozegra jeszcze kilka spotkań. Przez media przewiną się dziesiątki nazwisk trenerów i piłkarzy. Nikt się nie nabierze, że idą nowe czasy. Raczej potraktowane to zostanie jako stawianie podwalin pod nowy kryzys. Jedyne niewiadome to data przesilenia i nazwisko kolejnego trenera wyrzuconego w trakcie rozgrywek. Dariusz Żuraw to zbyt wartościowa postać, by potraktować go jak Iwana Djurdjevicia i wszystkich innych, witanych przy Bułgarskiej jako zbawców.

Józef Djaczenko