Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Piękna gra Lecha? Zapomnijmy

włącz .

Lepiej pokazać piłkę arcynudną, wręcz paskudną, ale zwycięską niż zaprezentować piłkarski spektakl ze stratą punktów – tak grę Lecha w ostatnim meczu tłumaczył trener. Wyszedł z fałszywego założenia, że jedno wyklucza drugie. Otóż nie wyklucza. Renomowany trener potrafi tak przygotować drużynę, by zwyciężała i jednocześnie cieszyła grą.

Niektórzy próbują dorabiać ideologię do postępowania Adama Nawałki, szukają racjonalnego jądra. Twierdzą, że ohydna, pozbawiona polotu gra jest efektem ciężkich treningów. Kto je przetrwa, kiedyś odzyska świeżość, a wyrobiona wytrzymałość umożliwi stosowanie wymyślonej przez trenera wymagającej taktyki. Kto natomiast do tego reżimu nie przywyknie, będzie musiał latem odejść. To są bujdy. W tym, co obecny Lech pokazuje kibicom, nie ma niczego głeboko przemyślanego. Został źle przygotowany do rozgrywek, nie potrafi grać na tak, trzeba się ratować grą na nie, czyli katowaniem futbolu.

Niezrozumiałe decyzje trenera było widać już podczas zimowych sparingów. Być może, zwracając po swojemu uwagę na detale wyliczył, ile czasu powinien spędzić na boisku każdy jego gracz, z młodzieżowcami włącznie. Reszta była pochodną tych założeń. Nie było możliwości zgrania zespołu, uczenia się konstruowaniu akcji ofensywnych, powtarzalności, zabrakło opanowania choćby podstawowych schematów. Weryfikacja była bolesna. Stosujące rozsądną taktykę Zagłębie Lubin i Piast Gliwice wybiły sponiewieranemu tureckim obozem Lechowi piłkę z głowy.

Trener spanikował, mniej więcej tak, jak w Rosji, gdy po pierwszym meczu też nie wiedział, co się z jego drużyną dzieje, nie potrafił zmienić jej oblicza. Uznał widać, że skoro Lech nie potrafi konstruować najprostszych akcji ofensywnych, trzeba iść na skróty: skupić się na przeszkadzaniu rywalowi. Nastawić się na obronę i liczyć, że indywidualne umiejętności któregoś piłkarza, lub zwykłe szczęście pomoże coś strzelić. W dwóch spotkaniach to się udało. W starciu z Legią styl się nie liczył, ważne było pokonanie słabego, bo słabego, ale odwiecznego rywala. Mecz z Arką uwydatnił wszystkie piłkarskie niedostatki drużyny i kunktatorstwo trenera.

Teraz trzeba grać w Legnicy. Miedź po awansie do ekstraklasy grała odważnie ponosząc za to karę. Potem trener zmienił taktykę. Zdobywał punkty kosztem widowiska, bo wiedział, że nie ma wystarczająco dobrych piłkarzy. Adam Nawałka postępuje tak samo. Widzi przecież, jak przygotował drużynę. Zapowiada się super nudny mecz. Renomowany, mający w składzie bardzo dobrze opłacanych piłkarzy Lech pojedzie do Legnicy bronić się, przeszkadzać w grze i odnieść taki sam sukces, jakim było pokonanie najsłabszej w lidze Arki.

Nie wierzmy, że kiedy Lech zacznie gromadzić punkty, trener zmieni nastawienie na bardziej odważne, ofensywne. Nie zrobi tego. Ostrożność ma we krwi. Wystarczy przypomnieć sobie Euro we Francji, gdzie priorytetem było dotrwanie do rzutów karnych. Albo mistrzostwa w Rosji i końcówkę meczu z Japonią. Nie liczmy na piękną grę Lecha, na ciekawe widowiska. Nie wierzmy, że jest wybór – albo ofensywny, ciekawy futbol, albo wygrywanie. Dobry trener wpaja grę do przodu, strzelanie bramek, wygrywanie. Gdyby na trenerską renomę Adama Nawałki skusił się klub szanujący siebie i swych kibiców, nie byłoby przyzwolenia na antyfutbol. Skoro w Lechu może robić co chce, to przynajmniej nie nabierajmy się na legendy o zawiłościach taktycznych, długich odprawach, trosce o detale. Ma się to nijak do tego, co widzimy na boisku, czyli do zabijania piłki nożnej.

Józef Djaczenko