Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Lech odbił się od dna. Ale czy wypłynie na powierzchnię?

włącz .

To było przełamanie Lecha, czy nie? Już samo zwycięstwo nad największym ligowym rywalem świadczy o tym, że drużyna, będąca jeszcze tydzień temu w totalnej rozsypce, potrafiła się zmobilizować, stanęła na wysokości zadania. Gdyby to była Legia mocna, wyczyn byłby duży. Jest teraz tak słaba, że prawdziwym wyczynem byłoby z nią przegrać.

Lechowi należy się uznanie za to, jak podszedł do tego meczu. Nie ma co ukrywać – nie jest w wysokiej formie. Ma szalone problemy ze skonstruowaniem prostej akcji. Nie istnieje w ataku pozycyjnym, ale i nie nastawia się na kontrataki, bo chcąc je przeprowadzać trzeba sprawnie operować piłką na pełnej szybkości. Ten mecz został wygrany walką, bezkompromisowością w starciach o piłkę, przy dużej dozie szczęścia.

Trochę dziwią pochwały, jakie spadły na Lecha po tym, jak nie przeszedł obok meczu, ale walczył, postawił się Legii. To przecież powinna być norma, a nie powód do stawiania zawodnikom pomników. Piłkarze to nie są pracownicy biurowi. Pobierają niemałe wynagrodzenie nie za przebywanie w zakładzie pracy, ale właśnie za ambitną walkę. To prawda, że panująca w klubie z Bułgarskiej atmosfera wielkiemu zaangażowaniu nie sprzyja, ale wreszcie kibice Kolejorza nie mogą mieć pretensji za sposób, w jaki ich drużyna rozgrywała ważne spotkanie.

Piłkarsko Lech nadal jest słaby, po prostu nieprzygotowany do rozgrywek. Nie wiem, jak wyglądały treningi w okresie zimowym, ale problemy w rozegraniu najprostszej akcji, w wymianie piłki na pełnej szybkości, w zgraniu wystawiają Adamowi Nawałce i jego współpracownikom jak najgorsze świadectwo. Polskie drużyny znane są z tego, że obroną i kontratakami niwelują kłopoty w rozgrywaniu akcji ofensywnych. Lech jest wyjątkiem. Nie wychodzi mu ani jedna, ani druga forma ofensywy.

Początek sobotniego meczu sugerował, że Legia łatwo sobie poradzi. Górowała nad gospodarzami. Ze swobodą rozgrywała piłkę, bez wysiłku likwidowała nieliczne ofensywne próby Lecha, zdecydowanym pressingiem zmuszała go do długich, niecelnych podań spod własnego pola karnego. Jeżeli Lech musi w najbliższych dniach nad czymś pracować, to nad uwalnianiem się od pressingu. Niejedna drużyna zastosuje podobną broń. Także nad piłkarskim abecadłem, czyli wypracowaniem choćby kilku schematów ofensywnych. Dziś czegoś takiego nie ma, albo jest bardzo dokładnie ukrywane.

Okazją do takich treningów było zgrupowanie w Turcji. Widać trener uznał, że ważniejsze jest coś innego, tak jak w sparingach nie zgrywał podstawowej jedenastki lecz ogrywał młodzież. Przyniosło to takie skutki, jakie widzieliśmy w dwóch pierwszych meczach. Na brak piłkarskiej formy nałożyły się niedostatki mentalne, zwykłe zniechęcenie. Do meczu z Legią udało się przynajmniej zmienić psychiczne nastawienie zawodników. Dzięki temu wygrali. Gdyby przeciwnik był lepszy, trzeba byłoby dołożyć sporo walorów piłkarskich. Obecna forma, jak widzieliśmy, na mistrzów Polski wystarczyła.

W tym roku pojawiła się wielka szansa na zdobycie przez Lecha mistrzostwa. Legia jest słaba jak nigdy, rozda jeszcze mnóstwo punktów, bo niewiele wskazuje, by potrafiła grać lepiej. W środkowej strefie i na skrzydłach nie jest najgorsza. Potrafi odbierać piłkę i sprawnie ją rozgrywać, ale kompletnie gubi się pod bramką przeciwnika. To nie jest nieskuteczność. To jest nieumiejętność stwarzania groźnych sytuacji. Nic dziwnego, że bramki zdobywa głównie po stałych fragmentach.

Lech niestety chyba już się wypisał z walki o tytuł. Strata do lidera jest przerażająca, nie będzie podziału punktów, zresztą forma drużyny, nawet jeżeli zmusi się do walki, optymizmem nie napawa. Zbyt dużo występuje tu piłkarskich braków, i to tych podstawowych. Sztabowi szkoleniowemu chwały to nie przynosi, profesjonaliści takiej fuszerki nie odstawiają.

Kto więc zdobędzie tytuł? Największe szanse mają Lechia i Jagiellonia. Kilka lat temu słabość Lecha i Legii wykorzystał Śląsk. Tym razem sytuacja może się powtórzyć i o udział w Lidze Mistrzów powalczy ktoś w Europie kompletnie nieznany. Nasza liga jest jednak marna, czołowe kluby borykają się z problemami nie tylko sportowymi, ale i organizacyjnymi. Nie zdziwimy się, gdy Legia, lepiej zarządzana i zamożniejsza niż kluby z Gdańska, czy Białegostoku, wykorzysta swe doświadczenie w decydującej fazie sezonu.

Rywale Lecha mają kłopoty organizacyjne. Lech ma kłopoty sportowe. I to od lat, czyli od czasu, gdy odeszli ludzie mający pojęcie o futbolu i zaczęło się zarządzanie amatorskie. Zaangażowanie byłego selekcjonera miało przynieść sukces marketingowy i piłkarski. O ile rzeczywiście cała Polska ekscytowała się negocjacjami kontraktowymi z Adamem Nawałką, to sportowo Lech notuje ciąg dalszy zjazdu. Dlatego z ogłaszaniem przełamania najlepiej poczekać do najbliższych meczów. Zobaczymy, jak Kolejorz poradzi sobie z drużynami notowanymi dużo niżej.

Józef Djaczenko