Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Nic nie trwa wiecznie

włącz .

Na początku stulecia Lech chylił się ku upadkowi. W lidze niepodzielnie panowała Wisła Kraków. Jej zamożny właściciel grosza nie szczędził, bo był wielkim fanem i zależało mu na sukcesach. Kupował najlepszych zawodników ligi i stworzył potęgę, choć tylko na miarę Polski. Nic nie jest dane na zawsze. Dziś Lech ma stabilną sytuację finansową. Wisła może nie przetrwać.

Mecze Kolejorza z Wisłą zawsze należały do najciekawszych. Kilkanaście lat temu o wyrównanych pojedynkach nie było mowy, potęga rywalizowała przecież ze słabeuszem. Potem coraz częściej wygrywał Lech, choć zdarzały mu się i bolesne porażki. Jeszcze gorzej bywało w zamierzchłej przeszłości. Wisła potrafiła u siebie zlać Lecha 8:0, albo 5:0, i to wtedy, gdy sięgał on po mistrzostwo. Za to w Poznaniu prawie zawsze górą był Kolejorz, łatwo rozbił też krakusów w pamiętnym, rozegranym przy Łazienkowskiej finale Pucharu Polski. Ekipa Wojciecha Łazarka sięgnęła wówczas po dublet.

Zapowiada się, że mecze z krakowskim klubem pozostaną wspomnieniem, bo może on nie przetrwać. Jakoś nie potrafię w sobie wzbudzić żalu po Wiśle Kraków. Muszę jednak przyznać, że ekstraklasa na prawdopodobnym jej upadku straci. To była firma, znana marka. Nie nasze zmartwienie, że ostatni zarządzający nie potrafili o nią zadbać, że roztrwonili wszystko, co było możliwe i pozostali z niczym. A właściwie z balastem, czyli długami.

Lech w przeszłości też miał problemy organizacyjne. Niewiele brakowało do kompletnego upadku. Przetrwał dzięki niesamowitej determinacji kilu osób, które dla tego klubu poświęciły dosłownie wszystko, za co zresztą płacą do dziś. Utrzymały klub na powierzchni do czasu, gdy znalazł się inwestor. Dziś Lech pod względem finansowym zarządzany jest profesjonalnie. Właściciel nie angażuje własnych pieniędzy, co na długą metę jest racjonalne. Ale i nie angażuje emocji. Sukces Kolejorza nie jest dla niego najważniejszy. Ma inne priorytety.

Skutek jest taki, że Lecha ominęły triumfy, na jakie mógłby liczyć stabilny organizacyjne, nieprawdopodobnie popularny klub funkcjonujący w stolicy bogatego, dynamicznie rozwijającego się regionu. W Europie pokazuje się sporadycznie, przez dekadę wywalczył zaledwie trzy trofea i rozegrał tylko kilka godnych zapamiętania meczów pucharowych. Kibiców to uwiera, ale tylko ich. Kiedy poprzedni sezon został z kretesem przegrany, ich cierpliwość się wyczerpała i mamy to, co mamy: smutny, świecący pustkami stadion. Całkowite przeciwieństwo tego, co tu się działo, gdy Kolejorz bliski był upadku.

Na szczęście koniec roku przyniósł nadzieję na zmiany. Do Poznania trafił najbardziej obecnie znany polski trener. Można mieć obiekcje do jego trenerskich umiejętności, do sposobu gry prowadzonych przez niego zespołów, ale nie ma wątpliwości, że to prawdziwy profesjonalista potrafiący postawić na nogi kulejącą od lat część klubu. Wyniki bronią Nawałki. Pierwszy mecz został przegrany, ale od tego czasu drużyna bramki nie straciła, trzy mecze wygrała, w tym ten najtrudniejszy – w Krakowie, przeciwko walczącej o przetrwanie Wiśle. Wynik mógł być odwrotny, ale podobno szczęście sprzyja temu, komu powinno.

Los Wisły przekonuje, że każda potęga nosi w sobie zalążek upadku. Natomiast los Lecha, zmarnowanie ostatnich lat, utrata kibiców, wygaszenie emocji to dowód, że zarządzanie klubem wymaga futbolowego profesjonalizmu i doświadczenia. Pogoń, Lechia, ŁKS, Widzew, Polonia Warszawa, Ruch Chorzów to kluby zmuszone do odbudowywania dawnej potęgi. Do tego grona może dołączyć Wisła. Lechowi to dziś nie grozi. To nie znaczy, że nie warto uczyć się na błędach, własnych i cudzych.

Józef Djaczenko