Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Czy Kolejorz wjedzie na właściwy tor?

włącz .

Wszystko na jedną kartę postawili właściciele Lecha Poznań cedując władzę nad drużyną na Adama Nawałkę. To kosztowna i ryzykowna decyzja. Utrzymanie rozbudowanego sztabu szkoleniowego pochłonie duże, jak na polskie warunki pieniądze. Nie ma przy tym gwarancji, że doczekamy się trofeów, a nie jeszcze jednego kryzysu, czyli sytuacji bez wyjścia. Póki co, Nawałka zapewnił pierwszy sukces: marketingowy.

Od miesięcy setki tysięcy Wielkopolan zamartwiają się sportowym i wizerunkowym upadkiem Kolejorza. Został wyprowadzony na boczny tor. Kibice wolą nie chodzić na mecze traktując ten akt jako przejaw buntu przeciwko temu, co dzieje się tu i narasta od lat. Frekwencja na ostatnich meczach jest katastrofalna. Całe szczęście, że tymczasowy trener okazał się lepszym fachowcem niż większość jego poprzedników i drużyna mentalnie odrodziła się, przestała przegrywać, nabrała wiary we własne siły, radości z gry.

Opinia publiczna w całej Polsce losami Lecha nie jest zainteresowana, ale obchodzą ją losy byłego selekcjonera, więc tygodniami śledziła doniesienia i spekulacje w sprawie nowej jego posady. Kiedy porozumienie z Lechem stało się wreszcie faktem, sala konferencyjna stadionu wypełniła się tłumem dziennikarzy, z których większość nie ma pojęcia o sporcie. Informacja o podpisaniu umowy przebiła się do mediów jako główna. Zatrudniając taką osobę i sowicie ją opłacając Lech zadbał o swoją markę.

Na następnych konferencjach prasowych tłumów nie będzie. Zacznie się szara sportowa rzeczywistość. Niewielu chyba liczy na to, że w ciągu kilku dni Lech zmieni oblicze, będzie zmiatał z boiska kolejnych przeciwników. Tak to nie działa. Żaden trener nie potrafi aż tak bardo odmienić drużyny przejmowanej w biegu. Nie jest powiedziane, że w najbliższym meczu Lech pokaże się z lepszej strony niż w dwóch poprzednich spotkaniach. Boję się, że zagra gorzej, że początkowo będzie spisywał się równie kiepsko, jak polska reprezentacja w pierwszych meczach pod wodzą Nawałki.

Nadzieja w tym, że nowy trener nie wprowadzi na dzień dobry radykalnych zmian, nie zniszczy tego, co odbudował Dariusz Żuraw. Ten tymczasowy trener nie mógł – jak to się modnie określa – wdrożyć pracy organicznej. Nie miał takich plenipotencji i nie po to został zaangażowany. Z zadań, które przed nim postawiono wywiązał się pierwszorzędnie. Dowiódł, że ma papiery na bardzo dobrego szkoleniowca. Być może lepszego niż Nawałka, bo nie krępuje piłkarzy taktycznymi więzami, nie zanudza ich długimi odprawami teoretycznymi lecz pozwala grać w piłkę, umiejętnie wydobywa z ludzi potencjał.

Gdyby sport funkcjonował jak działalność gospodarcza, sukces ekipy Nawałki byłby murowany. Jednak futbol rządzi się specyficznymi prawami, trudnymi zresztą do ogarnięcia. Nie wszystko można przewidzieć, zaplanować, wypracować. Pozostaje sfera nieuchwytna, niezmierzalna, dostępna tylko dzięki intuicji, tak zwanemu trenerskiemu nosowi. To dlatego sukcesy odnoszą trenerzy, którzy nie byli świetnymi piłkarzami, nie sprawiają wrażenia mędrców, nie znają się na teorii. Potrafią za to postawić na właściwych ludzi, wyzwolić z nich energię, połączyć wysiłek jedenastu osób, stworzyć dobrze dobrany zespół. Prowadząc rezerwy i przez chwilę pierwszy zespół Żuraw pokazał, że ma zadatki na klasowego trenera. Musi tylko trafić na światłych dyrektorów sportowych i prezesów klubów. Wtedy przyjedzie na Bułgarską prowadząc drużynę, która sprawi Lechowi mnóstwo kłopotów.

Niektórzy ciągle są oszołomieni przyjściem do Lecha człowieka z wielkim trenerskim dorobkiem. Spodziewając się cudów – robią błąd. Jeśli wyniki przyjdą, to nie od razu. Metodyczna praca i dobra organizacja muszą przynieść rezultaty, choć nie w postaci porywającej gry. Warto sobie przypomnieć, że prowadzone przez Nawałkę ekipy rzadko prezentowały ofensywny, radosny futbol. Ten trener sprawił, że polska reprezentacja wróciła do elity, ale nie dzięki takim cechom, jakie światu pokazały Orły Kazimierza Górskiego.

Gdyby w klubie był doświadczony, znający się na futbolu dyrektor sportowy, któremu żaden prezes, a zwłaszcza wiceprezes nie wchodziłby w paradę, można byłoby myśleć o zatrudnieniu takiego trenera, jak Dariusz Żuraw. Sukcesy byłyby kwestią czasu, w dodatku nie trzeba byłoby na to poświęcać ogromnej kasy. Sytuacja w Lechu jest jednak inna. Nikt tego nie zmieni, nie naruszy racji stanu. Dlatego nie pozostało nic innego, jak zatrudnić Nawałkę i wydawać wielką kasę.

Możemy być przekonani, że drużyna Lecha znalazła się w fachowych rękach i że nikt tu nie będzie tracił czasu. Praca będzie świetnie zorganizowana, wieloaspektowa, bez zaniedbywania detali, z piętnowaniem bylejakości. Zapanuje dyscyplina. Młodzi gracze będą mieli łatwiejszą drogę do debiutu w ekstraklasie. Nowy trener nie będzie bał się odpowiedzialności. Znany jest z przywiązywania się do ulubionych piłkarzy, konsekwentnego stawiania na nich. Niebawem przekonamy się, czy futbol jest do tego stopnia wymierny, aby ciężka praca i dyscyplina zagwarantowały dobre wyniki i zmianę atmosfery wokół Kolejorza.

Józef Djaczenko