Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Teoria chaosu

włącz .

Kiedy wszystkie plany biorą w łeb, a każda decyzja okazuje się błędną, najlepiej zdać się na żywioł. Niektórym ludziom nigdy nic nie wyjdzie i na to nie ma sposobu. Dla własnego i innych dobra powinni albo odpuścić i zająć się czymś innym, albo liczyć na szczęśliwy traf. Wtedy przynajmniej będzie jakieś prawdopodobieństwo odniesienia sukcesu.

Ostatnie lata w Lechu Poznań to pasmo porażek i rozczarowań, narastającego niechęcenia kibiców. Nawet jeżeli komuś coś się uda, tak jak Maciejowi Skorży, to wkrótce opuszcza Bułgarską dołączając do licznej grupy trenerów wyrzuconych w trakcie rozgrywek. W ten sposób klub funkcjonuje od 2010 roku. Poprzedni zarząd nie był idealny, miał sporo na sumieniu, ale nowy, działający ponoć racjonalniej i oszczędniej, wykazuje się działaniami chybionymi. To on trwoni miliony, mimo iż zrównoważył budżet.

Każdy, kto ma w klubie coś do powiedzenia i zależy mu na wynikach sportowych, a nie tylko finansowych, zareagowałby już na pierwszą klęskę, pierwszą kompromitację. Tylko w ten sposób można zapobiec kolejnym. W Lechu tego nie było, więc piłkarze raz za razem ośmieszali klubowe barwy. Frustracja kibiców narastała. Ale tylko ich.

Po wyrzuceniu Jana Urbana klub zaangażował kolejnego szkoleniowca. W kibicowskich sercach pojawiła się nadzieja, że teraz będzie inaczej. Bjelica jawił się jako człowiek z innej futbolowej kultury, prawdziwy fachowiec. Znalezienie go władze klubu przedstawiły jako swój sukces, a decyzję jako głęboko przemyślaną, poprzedzoną długim sondowaniem rynku, zbieraniem informacji o kandydacie. Oto kończył się okres trenerskich łapanek. Klubowy skauting otrzymał nowe zadanie – obserwację szkoleniowców. Trzeba przecież mieć w zanadrzu grono kandydatów.

Przełomu nie było. Bjelica przegrał wszystko, co było do przegrania. By tradycji stało się zadość, wyrzucono go kilka kolejek przed końcem sezonu. Wybuchła awantura, bo kibice nie tłumili już narastającej od lat wściekłości. Klub oczywiście nie był gotowy na zmiany. Zapadła fatalna, jak szybko miało się okazać, decyzja o zatrudnieniu Ivana Djurdjevicia. Owszem, Ivan uspokoił złe emocje. Niestety, koszt był wysoki, zwłaszcza dla niego. Klub tradycyjnie zaczął szukać następcy. Opowieści o trenerskim skautingu, o stale weryfikowanej liście kandydatów okazały się bujdą.

No i mamy kolejne zamieszanie. Opinia publiczna żyje przeciekami na temat Adama Nawałki i innych znanych trenerów, z którymi klub ponoć toczy rozmowy. Zespół tymczasowo prowadzi Dariusz Żuraw. Piłkarze go chwalą, niektórzy wręcz są nim oczarowani. To nie jest osoba przypadkowa, w różnych rolach funkcjonuje w futbolu od dawna. Po pierwszym meczu wydaje się też, że ma szczęśliwą rękę, a przede wszystkim potrafi wyzwolić z piłkarzy energię i luz. Każdy z jego poprzedników miał z tym poważne problemy.

Nikt nie wie, jak to się zakończy. Skoro tak długo zwleka się z ogłoszeniem decyzji, to muszą być one jeszcze bardziej przemyślane niż poprzednie. Aż strach się bać. Klub może tego nie przetrzymać. Najlepiej byłoby odpuścić i stworzyć pole do popisu managerowi o nazwisku Chaos. Niech bierze sprawy w swe ręce. Może coś dobrego się z tego urodzi. Gdy wyrzucano Bjelicę nikt nie mógł przewidzieć, że za pół roku Lecha poprowadzi Dariusz Żuraw. Czy może być lepszy dowód na wpływ Chaosu na klubowe decyzje?

Grupa zwolenników Żurawia rośnie. Nie zostawi drużyny w gorszym stanie, niż ją zastał, bo to nie jest możliwe. Największe sukcesy rodzą się z decyzji szalonych, pozornie nieracjonalnych. Na tym przecież polega futbol. Bez doświadczenia, intuicji, ale i odrobiny szaleństwa – ni rusz. Po co sobie stwarzać problemy z angażowaniem Nawałki albo specjalisty z Bałkanów. Zatrudnić łatwo. Gorzej z wyrzucaniem. A jeszcze gorzej z szukaniem kolejnych ratowników. W tym klubie wydarzyło się już tyle rzeczy nieprzewidywalnych, że prawdziwym trenerem na lata może zostać tylko ktoś, o kim wcześniej nikomu się nie śniło.

Józef Djaczenko