Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Futbol to prosta gra. Wystarczy trochę luzu

włącz .

W ostatnich latach, nawet gdy Lech nie był w wielkiej formie, nikomu nie przyszłoby do głowy ogłaszać wyjazdowego remisu sukcesem. Teraz jednak brak porażki w Białymstoku skłonni jesteśmy uznać za osiągnięcie. To pokazuje, w jakim miejscu znalazł się klub. Tymczasowy trener postawił drużynę mentalnie na nogi, co wystarczyło do przerwania pasma klęsk. Czy to znaczy, że poprowadzi ją dłużej?

W Białymstoku zobaczyliśmy innego Lecha niż w poprzednich meczach. To już nie była grupa roztrzęsionych, sparaliżowanych strachem przed kolejnymi porażkami zawodników. Początkowo nic się nie zmieniało, ale po stracie bramki i błyskawicznym wyrównaniu w zespół wstąpił nowy duch. Wróciła swoboda, pojawiły się uśmiechy, zaczęła się gra w piłkę. Przyniosło to prowadzenie i kolejne okazje bramkowe, bo uskrzydlony Lech nacierał dużą liczbą graczy. Niewiele brakowało do prawdziwego przełomu, czyli pierwszego zwycięstwa na nowym stadionie w stolicy Podlasia.

Chcąc wygrywać ważne wyjazdowe mecze, nie można sobie pozwolić na tyle błędów, ile popełnił Lech. Wasielewski, który efektownym strzałem strzelił pierwszego gola w ekstraklasie, szybko spoczął na laurach i raz za razem psuł akcje fatalnymi podaniami. Im bliżej było końca meczu, tym częściej kopał piłkę tak, jak nie robią tego nawet w trzeciej lidze. Rogne był drugim bohaterem spotkania, też zliczył premierowego gola, ale internacjonałowi mającemu za sobą grę w solidnych ligach nie przystoi bezładne wybijanie piłki na aut.

Norweg i tak grał dużo lepiej niż Goutas. Kilka interwencji Greka ratowało Lecha, ale w innych sytuacjach stwarzał Jagiellonii świetne okazje bramkowe. Obrona to w Lechu formacja zdecydowanie najgorsza, wymagająca szybkiej naprawy. Jest nieskoordynowana, dziecinnie łatwo daje się ogrywać, jak w akcji, która dała Jagiellonii pierwszą bramkę. Znana piłkarska prawda głosi, że budowę drużyny zaczyna się od obrony. Nie wiemy, kto podejmie się tego zadania w Lechu, ale przed nim niełatwe zadanie.

Dobry, choć tylko zremisowany mecz chyba nie przyspieszył rozmów z nowym trenerem, ktokolwiek ma nim zostać. Nie wiemy, jak do tego podchodzą władze klubu, ale przekonały się, że Dariusz Żuraw to niezła opcja, a po takim wyniku nie trzeba szybką decyzją odwracać uwagi opinii publicznej od klubu. Podobno Nawałka żądał finalizacji rozmów do końca tygodnia. Być może wszystko jest ustalone i czeka na oficjalne ogłoszenie, ale nie zdziwiłbym się, gdyby nagle okazało się, że klub rozmawia już z kimś innym, więc misja Żurawia ulegnie przedłużeniu. Niestety, ze szkodą dla walczącego o awans zespołu rezerw.

Nowy szkoleniowiec ma teraz idealną okazję do przejęcia drużyny i przedstawienia jej własnych warunków. Następny ligowy mecz dopiero za dwa tygodnie. Żuraw nie miał czasu na wpajanie nowej taktyk. I dobrze. Czasami wystarczy trochę luzu, by grało się lepiej. To nie znaczy, że dojrzalej, bo do pełni szczęścia zabrakło piłkarskiej jakości. Strata bramek wynikała z braku solidności nie tylko obrońców, ale i mylących się w środku boiska pomocników. Nawałka, jeżeli to on przejmie Lecha, wykluczy swobodę. Taktyka ma dla niego duże znaczenie. Jego zespoły często grały zachowawczo.

To nie znaczy, że pewnie w defensywie. W reprezentacji narodowej obrona też była formacją newralgiczną. Popełniała skandaliczne błędy, łatwo dawała się ogrywać. Tylko Kamil Glik zwykle grał na europejskim poziomie. Tacy zawodnicy, jak Pazdan, Jędrzejczyk, Cionek nie wywalczyliby sobie miejsca w żadnej klasowej drużynie. Nawałka, który dobrze zorganizowałby funkcjonowanie sportowego pionu w klubie, nie musi sobie poradzić z naprawą gry obronnej – chyba, że będzie współpracował z dobrym trenerem.

W ostatnich latach w Lechu tak często następowały zmiany trenera, że weszło to w rutynę. Najgorsze, że każdy taki ruch radykalnie zmieniał obowiązujące dotychczas zasady, bo nowy trener wprowadzał własne zwyczaje, miał określone preferencje. Nie było mowy o harmonijnym rozwoju, o konsekwentnym budowaniu zespołu. Teraz też nie ma gwarancji, że nowy szkoleniowiec pozostanie tu dłużej niż do nieuchronnego przesilenia. Klub potrzebuje zmian prawdziwych, a nie ograniczających się do osoby trenera.

Józef Djaczenko