Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Z kogo młodzi mają brać przykład?

włącz .

Młodzież potrzebuje dobrych wzorców. Lech chce być polskim liderem w szkoleniu piłkarzy, ale nie dba o to, by adepci mieli z kogo brać przykład. Przecież nie z pierwszej drużyny, rozchwianej emocjonalnie, zmuszającej się do wysiłku co któryś mecz, sromotnie przegrywającej w przekonaniu, że w klubie nikt nikomu za to głowy nie urwie. Wyniki nie są istotne, a wizerunek i tak został zszargany.

Częścią wielkich europejskich klubów są świetnie prowadzone akademie. Tylko wybrani, szczególnie utalentowani chłopcy mogą się do nich dostać, a absolwenci jeżeli nawet nie trafią do pierwszego zespołu, to i tak zostaną wystarczająco dobrymi zawodnikami, by otrzymać szansę od innego klubu. Obowiązują tam określone zasady, wszyscy futbolowi adepci wpatrzeni są w aktualne i niedawne gwiazdy, zachwycają się sukcesami klubu, gotowi są poświęcić się dla jego barw.

Niedawno młodzi Lechici mieli okazję zmierzyć się z ekipą kształconą w jednej z takich akademii – w Berlinie. Otrzymali cenną lekcję futbolu, szans na nawiązanie wyrównanej rywalizacji nie było. Mogli też niemieckim kolegom zazdrościć renomy, grają przecież dla wielkiego klubu. Takiego, który siebie ceni. W którym nie przechodzi się do porządku dziennego nad kompromitacją pierwszej drużyny, czyli wizytówki całego miasta. Młodzi Lechici widzą, co dla odmiany dzieje się w ich klubie. Z pewnością wstydzą się za wyniki starszych kolegów, i nic dziwnego, bo cały Poznań się tego wstydzi.

Dociera do nich, że trwa proces uporczywego wpisywania porażek w klubowe DNA. Lech trwoni dorobek poprzedników, traci dobre imię, zniechęca tych, co zawsze stali za nim murem. „Nawet w drugiej lidze Lecha się nie wstydzę” – brzmiało kibicowskie hasło w latach, gdy klub walczył o przetrwanie. Wtedy jednak piłkarze nie odpuszczali. Czuli wsparcie całego miasta. Gdzie się ono dziś podziało? Trzeba przyznać, że włodarze Lecha osiągnęli coś niebywałego. Zniechęcili tych, których żadna siła nie mogła odciągnąć od stadionu.

Klub nie będzie miał renomowanej akademii, jeżeli pierwsza drużyna nie rozwija się, nie walczy o wysokie cele. Korporacyjnymi hasełkami zwycięstw się nie zastąpi. Przy Bułgarskiej od kilku lat trwa dziwaczna szamotanina. Drużynie co jakiś czas udaje się rozegrać zwycięskie mecze, wydźwignąć się w tabeli, ale nie na tyle, by cokolwiek zdobyć. W lidze cieszącej się opinią piłkarsko słabiutkiej potrafi co najwyżej meldować się na podium. Ma papiery na regularne zdobywanie tytułu, ale przez 12 lat powiodło się to tylko dwukrotnie, za każdym razem z dużą dozą szczęścia. Częściej przytrafia się rujnujący opinię blamaż. Czy taki przykład powinno się stawiać przed młodzieżą?

Lechowa akademia jest czołową w kraju, ale daleko jej do setek działających w całej Europie. Najłatwiej szkoli się młodych graczy tam, gdzie futbol stoi na wysokim poziomie, gdzie można się pokazać w solidnej lidze i na arenie międzynarodowej. Lech natomiast, odpuszczający walkę o trofea, buduje akademię zaściankową. Nastoletni piłkarze mogą zadebiutować w słabiutkiej lidze, w której postępów nie zrobią, bo gra się tu trochę inaczej niż w krajach rozwiniętych. Wzorców do naśladowania poszukają sobie w telewizji.

Józef Djaczenko