Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Niech stadion Lecha będzie stadionem Lecha

włącz .

Na sprzedaży nazwy stadionu można dobrze zarobić. Dla klubu kilka milionów zł, a na tyle chyba może liczyć, jest nie do pogardzenia. Byle tylko nazwa źle się nie kojarzyła, nie denerwowała, nie była powodem do zażenowania. Kiedy jednak od jakiegoś czasu kontrahentów brak, nic nie przeszkadza używać określenia i tak powszechnie stosowanego: „Stadion Lecha”.

Kilkanaście lat temu, gdy zaczynała się budowa przy Bułgarskiej nowego obiektu i nikt nie miał pojęcia, jaki przybierze on kształt docelowy i ile razy w biegu zmieniane będą projekty, ogłoszony został konkurs na nazwę. Organizowała go „Gazeta Poznańska”. Była taka kiedyś, cieszyła się sporym powodzeniem, od dekad miała najlepszy dział sportowy w mieście. Do zabawy przyłączyło się szeroko pojęte Miasto Poznań, także klub chętnie w tym uczestniczył.

Propozycji wpłynęło mnóstwo. Były przeróżne, niektóre nie nadawały się do analizy, inne zmuszały do co najmniej zastanowienia się, jeszcze inne budziły śmiech, jak te ze zawierające słowo „pyra”. Nie brakowało pomysłów na upamiętnienie wybitnych piłkarzy, czy innych ludzi Kolejorza. Wybrany został pomysł najprostszy, najłatwiejszy do zaakceptowania przez wszystkich, odpowiadający temu, co i tak było w potocznym użyciu: „Stadion Lecha”.

Orędownikiem takiego rozwiązania był m.in. ś.p. Maciej Frankiewicz, ówczesny wiceprezydent miasta odpowiadający za sport. Lech, a także sam stadion wiele mu zawdzięczają. Zwycięzca konkursu otrzymał bilet wstępu na wszystkie mecze na tym obiekcie, ale liczne zmiany administracyjne i organizacyjne, chaos związany z walką o Euro 2012, potem przygotowania do turnieju nie sprzyjały ani ostatecznemu, oficjalnemu zatwierdzeniu nazwy, ani uhonorowaniu zwycięzcy. Było więc trochę tak, jak pół wieku wcześniej, gdy wały najstarszego obiektu sypano z ziemi w czynie społecznym, a uczestniczącym w tym kolejarskim rodzinom obiecano dożywotni darmowy wstęp na obiekt.

Dziś, gdy nie ma jeszcze nabywcy prawa do nazwy stadionu, najlepiej wrócić do dawnych czasów. Dla tysięcy, tysięcy poznaniaków obiekt przy Bułgarskiej i tak zawsze będzie stadionem Lecha, mało kto bawi się w przestrzeganie oficjalnej nomenklatury. Niech więc nasz stadion, bo to my jesteśmy jego prawdziwymi użytkownikami, w okresie przejściowym (i nie tylko) pozostanie stadionem Lecha.

Józef Djaczenko

Na zdjęciu: trybuny „starej Bułgarskiej” podczas meczu Lecha z Orlenem Płock, decydującyego o powrocie w 2002 roku do ekstraklasy.