Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Droga donikąd

włącz .

Piłkarze Lecha wysłali w świat jednoznaczny komunikat: nie będziemy umierać za Ivana Djurdjevicia. Grali tak, jakby na boisku znaleźli się z przymusu i marzą tylko o zakończeniu warszawskich męczarni, zajęciu miejsca w autokarze, powrocie do Poznania i do zajęć ciekawszych niż jakaś tam gra dla Lecha. Mamy do czynienia z kolejnym przesileniem. Wszystkie poprzednie kończyły się zmianą trenera. Nowy budował drużynę do czasu, aż wszystko znów zaczynało się walić.

Już pierwsze minuty meczu z Legią pokazały, że Lech ani myśli rzucić się rywalowi do gardła. Woli rozgrywać piłkę na własnej połowie, od czasu do czasu kopiąc ją bezładnie do przodu. Ubrani na biało piłkarze stronili od walki. Odpuszczali. Nie było zdecydowania, nie było szybkich doskoków do przeciwnika, było za to przyglądanie się, jak gospodarze rozegrają akcję.

Podobno lepiej mądrze stać niż głupio biegać, ale w tym meczu Lech niczego nie robił mądrze. Owszem, stał zamiast biegać, ale głupio. Statystyki nie kłamią. Dowiodły, że Legia biegała więcej i szybciej. Wygrała więcej pojedynków. Też jest w kryzysie, gra dużo słabiej niż Zagłębie Lubin, czy Wisła, ale przynajmniej ma szczere chęci. Lech ich nie miał. Nie podjął walki. Widoczne były dwie odmienne rzeczywistości: na ławce rezerwowych, gdzie trener pokazywał, jak bardzo mu zależy, i na boisku, gdzie piłkarze demonstrowali, że kompletnie im nie zależy.

Nie wiemy, jakie układy panują w szatni, jak trener dogaduje się z zawodnikami i czy rzeczywiście się z nimi dogaduje. Możemy się domyślać, że nie za bardzo, skoro nie uznają za stosowne choć trochę się wysilić. Ivan był piłkarzem ambitnym, zawsze grał z zaangażowaniem, zachęcał do walki kolegów. Chciałby mieć zespół składający się z piłkarzy o podobnych cechach. Już wie, że sam przykład nie wystarczy. Dobry nauczyciel to nie człowiek, który zjadł wszystkie rozumy. To taki ktoś, kto potrafi wiedzę przekazać uczniom. W Lechu jest z tym kiepsko. Piłkarze Lecha na nauki Ivana otwarci nie są.

Inna sprawa, że i Ivan podejmuje zaskakujące, chyba niezbyt pomagające drużynie decyzje. Kostewycz jest zdrowy, ale na boisko wychodzi De Marco. Goutas został przetestowany w tajnym sparingu, pali się do gry, ale trener stawia na seryjnie mylącego się, mającego na sumieniu stratę niejednej bramki Janickiego. Jevticiowi daleko do formy choćby przeciętnej, ale wybiega na boisko w pierwszym składzie, by wyraźnie odstawać od wszystkich graczy obu drużyn.

Trener Lecha nie ma, bo nie może mieć dużego doświadczenia. Postępuje nietypowo, niezbyt racjonalnie, na przykład wystawiając w trudnym meczu z Wisłą niemal identyczny skład, jak kilka dni wcześniej w ciężkim pucharowym pojedynku z Belgami. Skutki są opłakane, zawodnicy nie mają sił. Podobno na medycynie znają się wszyscy, ale chyba nawet nie trzeba specjalnie na niej się znać, by wiedzieć, że wiele piłkarskich kontuzji bierze się z przeciążenia. Lecha dopadła niedawno istna plaga urazów.

Obserwatorzy, kibice, komentatorzy zastanawiają się, co się teraz w Lechu wydarzy. Odpowiedź jest oczywista: nie zmieni się nic. Nie będzie reakcji władz klubu. Nie wszystko się wali, można poczekać, może sytuacja na chwilę jakoś się unormuje, gdy uda się coś wygrać, coś zremisować. Tymczasem wszystko zmierza w fatalnym kierunku. W Lechu brakuje człowieka, który by to wszystko ogarnął, zaprowadził normalność, zagwarantował rozwój drużyny, choćby i obliczony nie tylko na obecny sezon. Ten klub zmierza donikąd.

Józef Djaczenko