Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Pozytywne aspekty pucharowej klapy

włącz .

Pojedynek z KRC Genk nie był pierwszym zetknięciem się Lecha z futbolem belgijskim. Zmagał się też z Brugią. Też sobie nie poradził, ale był bez porównania bliżej awansu niż teraz. Przez tę prawie dekadę świat nam odpłynął. Futbol belgijski jest na fali. Futbol polski utknął na manowcach. Lech nie jest wyjątkiem, choć rokuje trochę lepiej niż pozostałe kluby naszej „ekstraklasy”.

W 2009 roku Brugia była solidnym klubem, kupującym zawodników za kwoty, o jakich nikt w ówczesnym Lechu nawet nie myślał. W spotkaniu we Wronkach (przy Bułgarskiej konstruowano akurat dach) była lepsza, ale przegrała, bo nie wykorzystała żadnej z wielu sytuacji bramkowych, a w końcowych sekundach dała się zaskoczyć, gdy Peszko wrzucił piłkę w pole karne, a Rengifo, który do niej nie doszedł, zmylił bramkarza. W rewanżu Lech był o włos od bramki dającej awans. Doszło do dogrywki i porażki w rzutach karnych.

Brugia nie zdominowała Lecha tak bardzo, jak teraz KRC Genk. Lech dopiero od kilku tygodni gra na w miarę przyzwoitym poziomie. Powoli wstaje z kolan, odbudowuje się mentalnie, opanowuje nową taktykę, wdraża do gry kupionych za dużą kasę piłkarzy. Stara się zatrzymać regres panujący przy Bułgarskiej od 2010 roku, gdy drużyna cofała się w rozwoju, szkolenie młodzieży dopiero się zaczynało. Dziś między piłkarzami z ligi belgijskiej a polskimi widzimy przepaść w umiejętnościach. Belgowie robią furorę w najlepszych ligach. Wychowanków Lecha też tam znajdziemy. Póki co – pojedynczych. Warci są kilkakrotnie mniej niż Belgowie, choć jak na polskie warunki kwoty i tak są potężne. Nie stanowią jeszcze o sile mocnych zespołów. Rozwój akademii jednak trwa.

Na grę piłkarzy KRC Genk patrzyło się z zazdrością. Technika użytkowa rewelacyjna. Szybkość, dla graczy z poziomu polskiej ligi, kosmiczna. Umiejętność takiego ustawiania się, by przejmować jak najwięcej piłek i jak najszybciej tak zagrać, by w kilka sekund móc oddać strzał. Także i Belgom zdarzały się zagrania nonszalanckie, strzały z nieprzygotowanych pozycji. Za takie wyjątki jednak przepraszali, bo zdawali sobie sprawę z popełnionych grzechów. W Polsce takie zagrania są normą. Nikt z tym nie walczy, przez co jakość gry kuleje, akcje rwą się, od patrzenia na niechlujne podania i bezmyślne wykopywanie piłki bolą zęby.

Najwyższy czas, by boiskowe brakoróbstwo traktować surowo. Dobrze by było, gdyby to Lech jako pierwszy wdrażał nową jakość. Bez niej nie tylko nie dogonimy piłkarskiego świata, ale i nie przestaniemy tracić do niego dystansu. W czwartek widać było wyraźnie, kto z jakiej szkoły pochodzi. Amaral był jedynym Lechitą dorównującym rywalom w opanowaniu piłki. Chciałoby się mieć takich więcej. Jeszcze lepiej byłoby wychować takich w swojej akademii. Nie wiem, czy wykładają tam technikę użytkową. Jeżeli tak, to chyba uczniowie nie przykładają się do tego przedmiotu, nie odrabiają zadań domowych. Skutki uwidaczniają się, gdy polscy piłkarze rywalizują z zagranicznymi.

Rywalizacja Lecha z KRC Genk została przegrana z kretesem, ale zostawiła po sobie coś, co napawa optymizmem. Lech nie poddał się. Wreszcie zaprezentował taką mentalność, jakiej się od niego oczekuje. W drugiej połowie rewanżu nie odstawał wielce od klasowego rywala. Grał zupełnie inaczej niż w ostatnich tygodniach pracy Bjelicy i pierwszych Djurdjevicia. Taki zespół chętnie się ogląda. Skoro Ivan twierdzi, że każdy mecz czegoś jego piłkarzy uczy, to trzeba mu wierzyć. Jeżeli będzie miał wolną rękę w prowadzeniu i budowie drużyny, przyszłoroczne pucharowe zmagania mogą mieć ciekawszy przebieg.

Łezka się w oku kręci na wspomnienie pucharowych meczów rozgrywanych przez Lecha w przeszłości. Zdemolował solidny szwajcarski klub, dwukrotnie odprawił najlepszy aktualnie i najbogatszy zespół w Austrii, z Juventusem rywalizował w Turynie i Poznaniu jak równy z równym, dał radę Machesterowi City. Dziś sobie takich wyników nie wyobrażamy. Nie ten Lech, a i Europa nie stoi w miejscu. Klub o takich możliwościach, przy takim zapotrzebowaniu na sukcesy powinien w fazie grupowej grać rok w rok, a jednak systematyczne staczanie się Lecha w nicość jakoś radzie nadzorczej spokoju nie mąciło. Chcemy wierzyć, że przyszła pora na marsz w drugą stronę.

Józef Djaczenko