Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Lech zmienia się bardzo powoli

włącz .

Zwycięzców się nie sądzi, a Lech w Płocku wygrał, zresztą dopiero drugi raz w historii. Do euforii jednak daleko. Gra przez większość spotkania była taka, że zęby bolały od patrzenia na nią, a po juniorskich zagraniach Raduta, Jevticia, niestety także Tiby, po bojaźliwych podaniach do tyłu, gdy można było gospodarzy skaleczyć, kibiców ogarniała bezsilna złość.

Nowy trener Lecha postanowił zmienić system gry na dużo trudniejszy w wykonaniu, ale dający większe możliwości. Do tego zadania podszedł z optymizmem zakładając sobie, że jego podopieczni opanują tę taktykę zanim przegrają wszystko, co jest do przegrania. Tylko zespoły z dobrymi wykonawcami radzą sobie dobrze z grą trzema obrońcami. Lech jeszcze do nich nie należy. W Płocku kulało u niego wszystko – od postawy trzech środkowych obrońców, po grę wahadłowych i rozgrywanie piłki przez pomocników. Szalenie trudno mu rozegrać dobrą ofensywną akcję zakończoną strzałem. Taką, jak ta, która dała zwycięstwo.

Ani Kostewycz, ani Tomasik, ani Makuszewski nie potrafią łączyć funkcji bocznego obrońcy i skrzydłowego. Makiego zresztą szkoda do zadań defensywnych, bo swój potencjał najlepiej wykorzystuje w roli szybkiego skrzydłowego, nastawionego na nękanie defensywy rywala. Nadzieja w tym, że niebawem do gry wróci Gumny, a wtedy atakujący będzie odpowiedzialny przede wszystkim za atak. Na pozycji prawego defensora kompletnie nie sprawdził się Cywka. W Armenii dawał się niemiłosiernie ogrywać, narażał drużynę na niebezpieczeństwo.

Taktyka taktyką, ale nic nie usprawiedliwia niskiej jakości gry, tych serii niecelnych podań i przegranych pojedynków. O pomstę do nieba woła bojaźń przed bardziej ryzykownym podaniem do przodu, przeczekiwanie z korzystnym wynikiem. Do tej pory zawsze kończyło się to źle. Drużyna z peryferii europejskiego futbolu o mało nie ośmieszyła Lecha doszczętnie, była o krok od wyeliminowania go. Wisła Płock, mająca w składzie piłkarzy przeciętnych, grała ambitnie i wróciła do meczu, mogła go pokonać tylko dlatego, że grała do przodu. Nowy trener zapowiadał walkę z minimalizmem i innymi, charakterystycznymi dla tego klubu przywarami. Póki co niczego nie zdziałał.

Gdyby Lechowi przyszło walczyć w tym sezonie w dotychczasowym, mocno odchudzonym składzie, byłoby się czego bać. Jeszcze sezon się dobrze nie rozpoczął, a już należałoby go uznać za stracony. Nadzieja w tym, że siłę ognia potrafi wzmocnić Amaral. Oby przedstawił się w ekstraklasie równie mocnym akcentem, jak jego rodak. Trener zapowiedział, że to jeszcze nie koniec wzmocnień. Do drużyny ma dołączyć trzeci solidny zawodnik, klasyczny napastnik. Jeśli się tu sprawdzi, Lech będzie groźny dla wszystkich polskich klubów.

W Płocku nie pokazał się ani jeden młody piłkarz. To w ostatnich latach rzadki przypadek. Tomczyk, który zdaje sobie sprawę, jak wiele przed nim pracy, a przede wszystkim ile potrzebuje pewności siebie i spokoju, w ogóle na mecz nie wyjechał. Skutki urazów wciąż czują Jóźwiak, jeszcze jeden klasyczny skrzydłowy, który może zostać skazany na rolę wahadłowego, oraz Klupś, który lada moment rozwinie skrzydła i zadziwi swoim talentem. Gorzej niż obecnie Lech chyba grać nie może. Prędzej lub później będzie lepszy, choć nie wiemy, ile czasu zajmie mu nauka gry w systemie z trzema obrońcami.

Józef Djaczenko