Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Klub wielki i medialny. Skazany na wegetację?

włącz .

Podczas telewizyjnej transmisji z meczu Polska - Litwa raz po raz padała nazwa Lecha Poznań. Trudno się dziwić, gdy tak wielu czołowych polskich piłkarzy albo wyszkoliło się w Lechu, albo po prostu tu grało. W tej sytuacji kompletnie niezrozumiały jest brak sukcesów poznańskiego klubu. Sportowych sukcesów.

Lech dobrze szkoli piłkarzy. Być może najlepiej w Polsce. Mogłoby być jeszcze lepiej, gdyby nie problemy z zarządzaniem akademią, odchodzenie osób kompetentnych, w tym młodych i zdolnych trenerów. Poziom i rozmach szkolenia i tak jest tu dla innych nieosiągalny. Kolejni piłkarze wyruszają z Poznania na podbój świata, a klub czerpie z tego wymierne profity.

Nie jest to jedyne źródło dochodów. Nawet, póki co, nie jest to źródło główne. Budżet Lecha jest jednym z najwyższych w kraju i stale rośnie. Rosną więc i możliwości klubu. To, co zarabia, jakoś jednak nie przekłada się na klasę drużyny. Wprost przeciwnie. Kiedy wydaje się, że jest mocna, przychodzi kryzys, trener traci pracę, jego następca zaczyna zabawę od początku nie zdając sobie sprawy, że przy takim zarządzaniu klubem i tak skazany jest na klęskę.

Siłą Lecha są kibice. Nie tylko ci z Kotła. W XX i XXI wieku przez trybuny kilku poznańskich stadionów, na których grywał Lech, przewinęły się setki tysięcy, a raczej miliony Wielkopolan. Kibicowanie Lechowi to wielopokoleniowa tradycja. Ludzie utożsamiają się z nim, czekają na triumfy. W Poznaniu nikt nigdy nie zadowalał się bylejakością. Zasiadający na widowni, czy oglądający mecze w telewizji, albo słuchający radiowych transmisji za nic mają sławetną zasadę Pierre’a de Coubertin, że najważniejszy jest sam udział. Kibice żądają Lecha zwycięskiego.

Oczekiwanie na sukces jest tak wielkie, że zamienia się to w ogromny potencjał. Wystarczy stworzyć wygrywającą drużynę, by rozbudzić emocje, zapełnić stadion. Kiedy tylko następuje seria zwycięstw i otwierają się szanse na trofeum, Lech znajduje się w centrum uwagi. Przekłada się to na zainteresowanie sponsorów, maszyna sama się nakręca, wystarczy jej tylko nie przeszkadzać. Ludzie zajmujący się marketingiem otrzymują w ten sposób samograja. Wielkopolska żyje Kolejorzem, więc musi się to przełożyć na sukces. Musi? Ostatnie sezony przekonują, że niekoniecznie…

To są prawdy tak oczywiste, że aż wstyd o nich przypominać. Z całą pewnością zdaje sobie z nich sprawę właściciel klubu. A jednak spokojnie obserwuje, jak Lech schodzi na psy, a po ostatnim sezonie stał się pośmiewiskiem. Niczego nie robi, niczego nie zmienia, widać obecny układ go satysfakcjonuje. Kiedyś zapowiedział, że będzie sprzedawał emocje. Teraz ma je za nic? Ciekawe, czy skorzysta z zaproszenia zorganizowanych kibiców i wysłucha ich oczekiwań. Wcale nie są one wygórowane. Nie żądają poświęcania wielkich kwot na transfery. Chcą tylko zmiany mentalności. Nastawienia się na zwycięstwa, na zdobywanie trofeów. Porzucenia minimalizmu. Kompetentnego, a nie amatorskiego zarządzania sportem, fachowego budowania drużyny. Poważnego traktowania tych, dla których niebiesko-białe barwy są wszystkim.

Lech znalazł się na zakręcie. Już po niedokończonym meczu z Legią było oczywiste, że nic tu nie będzie takie, jak do tej pory, że tym razem próby przeczekania, zatuszowania klęski, pozostawienia wszystkiego bez zmian nie powiodą się. Warto wierzyć kibicom, którzy, jak oznajmili na transparencie, „mają k… dosyć”. Przez kilka spotkań i tak Kolejorz będzie grał bez kibiców na stadionie, więc nie trzeba martwić się o sprzedaż karnetów, o frekwencję. Na pięciu meczach liga się jednak nie kończy.

Nie od kibiców zależy, co wydarzy się potem. Opublikowali oświadczenie, zaprosili Jacka Rutkowskiego, mogą już tylko czekać – na spotkanie, na rozmowę. Nie żądają zmiany ustroju, a tylko reform. Obecny kryzys może zaowocować przemianami, dzięki którym Lech przestanie być symbolem minimalizmu, trwonienia szans, zadowalania się byle czym, „rozwojem” drużyny od kryzysu do kryzysu, od wyrzucenia jednego trenera, do wymiany jego następcy. Szkoda, że STS nie przyjmuje zakładów w sprawie decyzji właściciela Kolejorza.

Józef Djaczenko