Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Rzut okiem na... pytania, które trzeba postawić

włącz .

Smutne zakończenie sezonu na poznańskim stadionie zmusza do postawienia kilku pytań skierowanych do klubu, kibiców i służb odpowiedzialnych za bezpieczny przebieg meczu. Zapewne odpowiedzi nie padną, ale same pytania już są elementem komentarza do niedzielnych wydarzeń. Skandaliczny sposób zakończenia meczu naraził Poznań, Lecha i prawdziwych kibiców na śmieszność w oczach całej piłkarskiej Polski. W ten niedzielny wieczór na poznańskim stadionie skumulowały się skutki całej dotychczasowej polityki klubu i władz państwowych wobec tzw, środowiska kibiców czyli - mówiąc inaczej - stadionowych bandytów. Ta polityka zakończyła się totalną klęską klubu i władz państwowej administracji.

PYTANIE 1: Jak to się stało, że pomimo szumnie zapowiadanych przez klub kontroli wjeżdżających na stadion samochodów już na tydzień przed meczem udało się przemycić środki pirotechniczne i kombinezony dla kibolskiej bojówki? Po raz kolejny okazało się, że jakikolwiek kordon bezpieczeństwa na stadionie jest dziurawy jak szwajcarski ser. Ludzie odpowiedzialni za nadzór i bezpośredni wykonawcy ich decyzji na bramkach lekceważą swoje obowiązki lub co gorsze współpracują z kibolstwem. Trudno bowiem wyobrazić sobie, że ktoś w nocy włamuje się na stadion i wnosi środki pirotechniczne. Kolejny raz okazało się, że sprawdza się dzieci na bramkach i dziennikarzy pracujących przy obsłudze meczu a na bramkach do Kotła pełen luz.

PYTANIE 2: Dlaczego reakcja służb porządkowych była tak bardzo spóźniona? Kilka minut przed feralną 77-ą minutą kiedy przerwano mecz, na trybunie w kotle pojawili się zamaskowani osobnicy w białych kombinezonach. To zapowiadało już niebezpieczeństwo rozruchów. Wiedzieli o tym wszyscy, którzy to widzieli tylko nie policja i służby ochrony. Dlaczego nie podjęto działań prewencyjnych w celu wyeliminowania możliwości zakłócenia meczu? Gdzie zniknęła ochrona, która ma zapewniać ład i porządek na stadionie? Co robił pod płotem Kotła odpowiedzialny za bezpieczeństwo na stadionie Henryk Szlachetka? Chciał lepiej z bliska przyjrzeć się przebierańcom? Dlaczego zabrakło reakcji na wyłamywanie bramy i ogrodzenia? Dlaczego policja pokazała się dopiero w momencie wtargnięcia bandytów na płytę boiska?

 Całe mnóstwo pytań, ale też i mnóstwo wątpliwości i niezrozumiałych zachowań i decyzji. Faktem jest, że tzw. ochrona kolejny raz udowodniła, że bierze pieniądze za obecność na stadionie. I za nic więcej. No może jeszcze za „trzepanie” sektora dziecięcego i dziennikarzy. 

Trudno uciec w tym momencie od polityki, bowiem zachowanie policji (bierność i nieskuteczność, a w zasadzie nawet brak prób ujęcia prowodyrów rozruchów) pozwala domniemywać, że „patriotyczny pierwiastek młodzieży’ czyli „kibice wyklęci” znowu ujdą bezkarnie przed odpowiedzialnością za swoje wyczyny. Wygląda na to, że wszelkie konsekwencje poniesie klub (słusznie) a stadionowi bandyci poświęceni i hołubieni na Jasnej Górze pozostaną „trudni do zidentyfikowania przez policję pomimo zabezpieczenia monitoringu i wielu godzin pracy nad zgromadzonym materiałem, który nie dał podstaw do zatrzymania podejrzanych”. Tę formułkę rzecznicy policji mają wyuczoną na pamięć.

PYTANIE 3: Dlaczego po wrzuceniu rac i świec dymnych na płytę boiska ich zbieraniem zajęli sie młodzi stewardzi a stojący nieopodal strażacy tylko się temu przyglądali? Dla mnie ci chłopacy to prawdziwi bohaterowie. Nie bali się zbierać płonących rac i świec do małego wiaderka z wodą ryzykując poważne obrażenia ciała. Robili to w koszulach i t-shirtach a strażacy w strojach ochronnych tylko patrzyli. Zaiste dziwna to sytuacja.

PYTANIE 4: Czy policja wykorzysta szeroko publikowane w mediach zdjęcia na których wyraźnie widać twarze bandytów demolujących ogrodzenie i wbiegających na płytę? Będzie niezmiernie trudno uwierzyć w brak dowodów do skazania takich bandziorów na surową karę.

PYTANIE 5: Czy kiedykolwiek będzie taki czas, że człowiek na stadionie w Poznaniu będzie się czuł bezpiecznie? Przyznam się szczerze, że nie miałem wczoraj poczucia bezpieczeństwa. Nie czułem się bezpiecznie wychodząc z budynku stadionu. Nie czułem się bezpiecznie idąc do Grunwaldzkiej obok płonącego samochodu. Zastanawiałem się w jakim stanie jest mój samochód profilaktycznie zaparkowany ponad klometr od stadionu. Takie uczucia nie powinny nam towarzyszyć po wyjściu ze stadionu, na który przychodzimy dla przeżycia pięknych emocji sportowych a nie przyglądać się jak grupka troglodytów terroryzuje tysiące ludzi i niszczy wspólne dobro - stadion miejski (czyli nasz) i klub - też nasz.

PYTANIE 6: Co dalej Panie Wojewodo i prezesie Rutkowski? Doigraliście się Panowie wspólnie tego, co dzisiaj mamy. Polityczne zaplecze wojewody hołubiło kibolstwo stadionowe widząc w nim przyszły elektorat, który tak bardzo nie lubił poprzedniej władzy. Władze klubu prowadziły „miękką” politykę wobec tego towarzystwa, żeby tylko spokój był ma stadionie. Owszem, spokój mógł być, ale pod warunkiem, że nastroje będą pozytywne a te zależą od gry zespołu. Dzięki jednak takiej a nie innej polityce klubu zespół grał jak grał i na skutki nie musieliśmy długo czekać. Koło się zamknęło a nawarzone piwo ktoś musi wypić. Najgorsze jednak jest to, że kaca po tym piwie będą mieli ci, którzy nic nie zawinili. Normalni kibice.