Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Rzut okiem na... blamaż Lecha

włącz .

Blamaż to dobre słowo do opisania tego, co zrobił Lech w meczu z Jagiellonią. Nie ma sensu szukać innych określeń licytując się w ich trafności i dosadności. Twierdza „Bułgarska” przestała być twierdzą a stała się pośmiewiskiem. Kibice Lecha zostali w brutalny sposób pozbawieni złudzeń, że ich drużyna liczy się jeszcze w walce o mistrza.

 Ponad 24 tysiące ludzi, którzy przyszli na stadion zostali upokorzeni przez swoich piłkarzy,dla których zdzierali gardło, dla których jechali nieraz po kilka godzin, żeby ich wesprzeć na meczu, dla których kupowali bilety i karnety za ciężko zarobione pieniądze. W środowy wieczór kopacze Lecha odwdzięczyli się za miliony złotych w skali roku, które wierni fani wpłacili do klubowej kasy. Gdyby klub miał odrobinę honoru i szacunku, to wejściówki na mecz z Legią powinny być za darmo jako przeprosiny za rozczarowanie i upokorzenia zafundowane kibicom przez piłkarzy i klub. Tak, klub, bo to klub kupił tych piłkarzy, klub opłaca trenera, który przegrał już wszystko co można było przez dwa lata przegrać. To całe towarzystwo nieudaczników wyłożyło się w tym sezonie jak pijak na śliskim chodniku.

Okazuje się, że trener, który był tylko asystentem, a głównym punktem w jego CV było prowadzenie żeńskiej reprezentacji, potrafi poskładać zespół rozwalony przez swojego poprzednika i idzie po mistrzostwo. Inny trener, który walczył na drugim froncie ligowym i niespodziewanie dostał do prowadzenia klub z czołówki ligi radzi sobie świetnie prowadząc drużynę do finałowej rozgrywki o mistrzostwo Polski. Potrafił zrobić dobre transfery, zgrać zespół i po porażce sprzed trzech miesięcy w Poznaniu, rozpracował Lecha na drobne detale i spokojnie zainkasował trzy punkty, jednocześnie obnażając słabość drużyny i klubu z Poznania. Można? Można.

 W Poznaniu stawiamy na trenera z dobrym CV, prawdziwego piłkarskiego kosmopolitę, dajemy mu wolną rękę w budowaniu drużyny, sprowadzamy piłkarzy, których zna i którzy mają dać jakość budowanej drużynie. I co? I nic. Najpierw przegrany finał Pucharu Polski z Arką, potem przegrane mistrzostwo, dalej odpadnięcie z PP w Szczecinie, przegrane eliminacje w LE i na koniec, kiedy już miało być tak dobrze, gwóźdź do trumny z marzeniami wbija nam Jagiellonia po kompromitującym meczu w Poznaniu.

Doskonale rozumiem rozgoryczenie kibiców i nie mam im za złe tekstów przyśpiewek pod adresem piłkarzy, trenera i prezesa. Mieli do tego pełne prawo. Patrząc na styl w jakim „walczył” Lech z Jagą i tak podziwiam kibiców, że tak długo i gorąco dopingowali swój zespół.

I co dalej? Matematyka mówi, że teoretycznie Lech jeszcze ma szanse na tytuł, ale jest to taka matematyka, która przyda się tylko do układanek dla siedzących przy piwku kibiców. Z rzeczywistością nie ma nic wspólnego. 

Zanosi się więc na to, że 20 maja na stadionie w Poznaniu Legia będzie fetować mistrzowski tytuł. Trudno sobie wymyśleć większe upokorzenie dla poznańskich kibiców. Nie bez podstaw władze klubu obawiają się do czego może dojść na stadionie w takim momencie. Frustracja, złość, wulkan emocji mogą stanowić wielką siłę, która nie wiadomo w co się przerodzi. Trudno oczekiwać oklasków dla niecierpianej w Poznaniu Legii. Trudno też nie wykluczyć bojkotu meczu przez kibiców, którzy nie będą chcieli być obecni przy koronacji Legii. To byłoby najlepsze rozwiązanie i czytelny sygnał dla piłkarzy i władz klubu, że kolejna granica została znowu przekroczona. 

Po meczu z Jagą poznańscy piłkarze obrazili się na media i pośrednio na kibiców ogłaszając bojkot medialny. Wychodzi na to, że chyba oczekują teraz przeprosin od kibiców za dosadne przyśpiewki w czasie meczu i „gorące” pożegnanie po jego zakończeniu. Odnoszę wrażenie, że ktoś tu czegoś nie zrozumiał. Patrząc na takie zachowanie trudno o optymizm przed meczem w Krakowie.

Post scriptum:

Właśnie podano decyzję o zwolnieniu Bjelicy. No cóż, stało się to, co wisiało w powietrzu od dawna. Na sezon ogórkowy mamy zagadkę o nowym trenerze Lecha.