Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Jak wierzyć w Lecha? Zacisnąć zęby?

włącz .

Oczekiwanie na mistrzostwo jest wielkie, ale choć od dawna sukces nie był tak blisko, to kibice mogą obejść się smakiem. Drużna ma w składzie klasowych piłkarzy, trener wie, o co w tej grze chodzi, ale czegoś mu brakuje. Czegoś, co można nazwać genem zwyciężania. W najważniejszych momentach zawodzi. I choć bardzo chcemy, by wreszcie tę klątwę przełamał, to nasza wiara przegrywa z rozsądkiem.

Lech miał niedawno trenera specjalizującego się w zdobywaniu trofeów. Macieja Skorżę. Na koniec nie wytrzymał ciśnienia, musiał szybko odejść, w podobny sposób zagubił się w następnym klubie. Wcześniej jednak, trochę na wariata, na przekór okolicznościom, zdobył z Lechem mistrzostwo. Gdyby obecny trener obdarzony był takim samym talentem, Lech miałby już w dorobku Puchar Polski, a teraz byłby zdecydowanym faworytem w walce o tytuł.

W sporcie, a w futbolu zwłaszcza jest coś, co wymyka się rozsądkowi, nie pozwala się racjonalnie zdefiniować, za to pozwala wygrywać. Coś, co się ma, albo czego się nie ma. Skorża to miał, dlatego kolekcjonował trofea i pewnie niejedno jeszcze zdobędzie. U Bjelicy jakoś się to na razie nie ujawnia. Na razie, bo wciąż jest nadzieja, że sobie poradzi. Wygranie przez Lecha ligi nie jest zadaniem nadzwyczajnie trudnym, nie przekracza możliwości obecnej ekipy. Wprost przeciwnie. Statystycznie miał na to najwięcej szans. Wydawało się, że trudno będzie to popsuć.

Misja wciąż jest realna. Wystarczy pokonać czterech najbliższych rywali, dwóch najgroźniejszych na własnym stadionie. Jednak po ostatnich meczach domowych nikt nie odważy się powiedzieć, że coś jest łatwe, że ktoś jest faworytem. Do twierdzy Poznań przyjechał przecież znacznie niżej notowany Górnik i jakby nigdy nic – strzelił cztery bramki, raz za razem. Żal było patrzeć na atakującego, ale karconego Lecha. Żal było patrzeć na bezradność trenera. Mówił potem, że nie wstydzi się postawy swych ofensywnie grających piłkarzy, że takie rzeczy się zdarzają. Owszem, atakująca drużyna czasem traci gole, ale nie cztery po kolei. I nie w sytuacji, gdy walczy o tytuł.

Właśnie dlatego trudno uważać Lecha za faworyta. Legia też może się potknąć, choćby w Poznaniu w ostatnim meczu. Ponieważ jednak będzie to mecz ostatni, decydujący, to nie ma pewności, że chłopcy Bjelicy wytrzymają napięcie. Zawodzili przecież w tylu ważnych momentach. Najgorsze, że w tej sytuacji trudno znaleźć klucz do sukcesu. Gdy zespół nie jest mocny mentalnie, nie przydadzą się umiejętności piłkarskie ani fizyczna siła. Najlepiej by było grać na luzie, zapomnieć o odpowiedzialności. Jak to jednak zrobić przy tak dużym oczekiwaniu na sukces?

Mówi się, że po sezonie Polskę może pożegnać Darko Jevtić. Należy mu się gra w lepszym klubie, sporo zrobił dla Lecha. Sporo, ale nie w ostatnim okresie. Na finiszu rozgrywek nie ma go w składzie. Podobno niedomagał. Z nim byłoby łatwiej rozmontować obronę Górnika. Znacznie ważniejszy będzie powrót Gumnego. Brak młodziutkiego obrońcy okazał się poważnym problemem. Trener nie potrafił znaleźć wartościowego zastępcy. Situm do tej roli się nie nadaje. Potrafi pomóc w ofensywie, ale Lech w tym meczu zawiódł przede wszystkim w defensywie, także za sprawą Situma. W ten sposób prysnął mit o wyrównanym składzie Kolejorza. Szlag trafił też renomę, jaką cieszyła się Lechowa obrona.

Chorwat zawiódł w obronie, a ofensywie nie jest już lepszy od Jóźwiaka. Młody skrzydłowy rozwija się błyskawicznie. Gdyby nie kilka miesięcy przepychanek o kontrakt, być może jego klasa ujawniłaby się wcześniej. W drużynie panuje rywalizacja, ale nie jestem przekonany, że akurat teraz pozytywnie wpłynie to na zespół. Piłkarzom trudno utrzymać nerwy na wodzy. Gdyby nie zadziwiająca litościwość sędziego, przez którą stracił finał Pucharu Polski, gospodarze mogli kończyć sobotnie spotkanie w ósemkę. Co charakterystyczne, napięcia nie wytrzymywali nie gracze na dorobku, ale internacjonałowie: Majewski, Dilaver, Vujadinović. Ich postawa dużo mówi o sytuacji panującej zespole.

Józef Djaczenko