Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Rzut okiem na... słabość Kolejorza w decydujących momentach.

włącz .

Wydawało się, że Kolejorz teraz już naprawdę idzie „na majstra”, a tu znowu wtopa. Przed meczem usłyszałem od znanego komentatora i eksperta, że ten mecz będzie dla Lecha formalnością ze względu na to, że Górnik wobec braku Angulo i Wolsztyńskiego nie ma czym ukąsić. Pozwoliłem sobie nie zgodzić się z tą opinią twierdząc, że problem Lecha leży w sferze mentalnej i mecze z dużym obciążeniem mu nie wychodzą.

Niestety, wykrakałem. Lech zagrał dobrą pierwszą połowę, ale nic nie strzelił, a na przerwę schodził mając dwie bramki do tyłu. Jak to możliwe? Ano jak zwykle u Lecha. Wystarczy, że coś nie wyjdzie i zaczynają się nerwy. Chaotyczna gra długimi, wysokimi podaniami skazana była na niepowodzenie wobec dominacji wzrostowej zawodników z Zabrza. Jeśli do tego dodamy tragiczną grę Klupsia i Situma na prawej stronie, to już robi się źle. Jeszcze gorzej robi się, kiedy trener sprawia wrażenie człowieka w ciężkim szoku, który nie potrafi wykrztusić z siebie nic sensownego, co mógłby powiedzieć swoim zawodnikom.

Trener Brosz wykorzystywał każdą chwilę na żywiołowe wskazówki dla swoich graczy. Przy nim  zawsze w każdej chwili przerwy w grze było kilku graczy Górnika. Do trenera Bjelicy nikt nie podbiegał. Trener stał sam w milczeniu, jakby nie mogąc zrozumieć, co się dzieje na boisku. Po meczu powiedział, że zespół walczył podejmując ryzyko. W sytuacji Lecha pozytywnym ryzykiem byłoby przejście na grę trzema obrońcami i wzmocnienie siły uderzeniowej. Trener podjął ryzyko negatywne wycofując na prawą obronę Gajosa, a przesuwając do przodu Situma, który nadal raził indolencją we wszystkich swoich poczynaniach.

Trener Brosz po meczu powiedział, że bardzo się cieszy z tego zwycięstwa. I to wszystko. Krótko, naturalnie, zwyczajnie. Przyjechali, zagrali i wygrali. Chłopaki bez większego piłkarskiego dorobku, bez swoich żądeł w osobach Wolsztyńskiego i Angulo pokazali, że grając mądrze taktycznie i z chłodną głową można wybić marzenia o mistrzostwie zawodnikom sprowadzanym za grube pieniądze i znacznie lepiej opłacanym. 

Teoretycznie Lech wygrywając pozostałe cztery mecze może zostać mistrzem, ale patrząc na jego grę jakoś trudno mi w to uwierzyć. W pierwszej ósemce tabeli nie ma słabeuszy. Nie znaczy to, że wszyscy są tacy dobrzy. Nie. To trójka ligowych „dominatorów” z góry tabeli jest taka słaba i chimeryczna, że może przegrać z każdym. Dotychczasowe wyniki to potwierdzają. Tak więc wyjazdy Lecha do dwóch Wiseł w Płocku i Krakowie nie nastrajają optymistycznie, a już walka u siebie z nożem na gardle z Jagą i Legią napełniają kibiców prawdziwym lękiem. Jak dotąd kształtuje się tu pewna reguła: Lech przegrywa z drużynami, z którymi niedawno wygrywał w rundzie zasadniczej. Oby to był tylko chwilowy zbieg okoliczności.