Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Rzut okiem na... grę o wszystko

włącz .

Z obecnej sytuacji Lecha w tabeli Ekstraklasy wynika jedno: walczymy o wszystko, o Mistrza. Nie ma innej opcji. Lechowi sprzyja wszystko: pozycja lidera na koniec rundy zasadniczej po ważnych zwycięstwach nad mocnymi rywalami, wzrost formy w najlepszym momencie rozgrywek, korzystny kalendarz dający możliwość gry z Jagą i Legią na swoim terenie.

Czegóż więcej można chcieć na starcie decydującej rozgrywki? Ano można chcieć mocnych głów u piłkarzy, żeby umieli sobie poradzić w potężną presją, jaka teraz powstała. Teraz każdy mecz będzie finałem. Każdy punkt może w przyszłości zadecydować o sukcesie bądź klęsce. A sukcesem może być tylko tytuł mistrza. Każdy inny wariant to klęska.

Zapowiedź trenera Bjelicy, że Lech będzie mistrzem to zagranie ryzykowne, ale i mistrzowskie w swoim rodzaju. Trzeba mieć „cojones”, żeby tak jasno i jednoznacznie postawić sprawę. Dobrze, że trener tak powiedział. To daje wiarę jego zawodnikom, że trener jest pewny tego, co robi i wierzy w swoich graczy. Wierzą też kibice i mam nadzieję, że będą przychodzić teraz wspierać swoją drużynę, a nie załatwiać swoje porachunki z PZPZ-em, kosztem przeszkadzania w grze. Nie wiem, czy to tak trudno zrozumieć, że przerwy w grze wybijają piłkarzy z rytmu, dekoncentrują ich, narażają na kontuzje, gdy stygną rozgrzane mięśnie? Co jest ważniejsze dla kibica – wojenka ze Związkiem czy dopingowanie swojej drużyny? Pora, żeby ci wszyscy kibicowscy „wodzowie” uświadomili sobie, po co przychodzi się na mecz. 

Mecz z Koroną wcale nie musi być łatwy. Po pierwsze: Korona to solidny zespół i w Poznaniu będzie miał coś do udowodnienia. Po drugie: świadomość stawki meczu nie będzie pomagała piłkarzom Lecha i tu potrzebne będą mocne i świeże głowy, żeby udźwignąć ciężar odpowiedzialności. To, że faworyci niekoniecznie wygrywają, pokazały mecze Ligi Mistrzów. Pamiętajmy o tym w piątkowy wieczór.