Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Wszystko teraz zależy od Lecha. Ogromne szanse na końcowy triumf

włącz .

Polska liga jest tak słaba, czy Lech tak mocny? Pewnie jedno i drugie. Ekipa, która przez większą część sezonu zawodziła, dzięki serii zwycięstw w decydującej części rozgrywek wyprzedziła tych, którzy wydawali się dla niej nieosiągalni, a którzy zaczęli zawodzić. Gdyby w ekstraklasie pojawiła się drużyna grająca przez cały czas na dobrym, równym poziomie, nikt nie miałby z nią szans.

Jesienią w ekstraklasie błyszczał Górnik Zabrze. Młodzi zawodnicy ze Śląska wnieśli do rozgrywek świeżość, energię, błyskotliwość. Jak było do przewidzenia, osłabli, nie mogli grać długo na tak wysokim poziomie. Legia, dla wielu będąca głównym faworytem do mistrzostwa, przegrywała co trzeci mecz, co z jej punktu widzenia jest „osiągnięciem” skandalicznym. Jagiellonia potrafiła wygrać z każdym, była zespołem zgranym, dobrze zorganizowanym, szybkim, jednak i ona nie wytrzymała i zaczęła zawodzić.

A Kolejorz? Źle zaczął sezon, błyskawicznie odpadł z Pucharu Polski, nie dał rady w Europie, w ekstraklasie zanotował rekordowo długą serię braku zwycięstw na wyjazdach. Grał tak, że często zęby bolały od patrzenia na te męczarnie, na brak psychicznej odporności. Na szczęście dobrze sobie radził na swoim stadionie i to dawało nadzieję na dobry rezultat na koniec sezonu, choć niewielu stawiało na zdobycie mistrzostwa. Rywale nie imponowali, ale słabości Lecha wydawały się nie do przezwyciężenia. Nagle, gdy pojawiły się żądania głowy trenera Bjelicy, Kolejorz odżył. Jak twierdzą piłkarze – został drużyną. Wcześniej był grupą załamanych swą postawą, łatwo poddających się graczy.

Cztery kolejne zwycięstwa w kluczowej części sezonu zasadniczego wystarczyły, by zdystansować głównych konkurentów, u których akurat teraz wystąpiła zadyszka. Co najważniejsze, nie były to zwycięstwa przypadkowe, osiągnięte cudem, dzięki szczęściu. Lech wygrywał bezapelacyjnie. Strzelał co najmniej trzy gole. Nawet jeżeli było źle i rywale wychodzili na prowadzenie, walczył dzielnie, szedł jak po swoje. Właśnie to przekonanie o własnej mocy napawa największą nadzieją. Teraz wszystko zależy od piłkarzy Kolejorza. Jasne, że znów mogą wpaść w dołek, że nie wszystko będą wygrywać. Jeżeli jednak nie staną w miejscu, a przeciwnicy nie zaczną nagle wygrywać, to mają ogromne szanse dowieźć prowadzenie do końca sezonu i 20 maja świętować.

Mecz z Górnikiem pokazał, że można wygrywać ważne spotkania nawet bez kilku kluczowych, wydawałoby się, piłkarzy. Nie mogli grać najlepsi zawodnicy, kreatorzy ofensywy – Makuszewski, Jevtić, Situm, Radut. Trenerowi zarzucano, że nie stawia na wychowanków, jednak w sobotę było ich na boisku aż trzech. Wydawało się, że Lechowi zabraknie ofensywnej jakości, by pokonać ambitnego, dzielnie nacierającego Górnika, jednak młodzież, wspierana przez Majewskiego, Trałkę i Gajosa, dała radę.

Kamil Jóźwiak ma czego żałować. Gdyby nie zmarnował dużej części jesieni, realizując plany pazernego managera, byłby teraz w innym miejscu. Jego niesamowite przyspieszenie, dzięki któremu wyszedł na dobrą pozycję i mógł z zimną krwią pokonać bramkarza, pokazało ogromne możliwości tego skrzydłowego. To będzie gracz dużej klasy. Po drugiej stronie boiska bezkompromisowo grał 18-letni Tymoteusz Klupś. Nie wszystko mu wychodziło, notował straty, nieudane zagrania, ale ważne jest to, że nie wahał się wchodzić w pojedynki z solidnymi przeciwnikami. To człowiek odważny, pewny siebie, a ponieważ wciąż się rozwija, jest bardzo szybki i wytrzymały, zrobi wielką karierę. Jest też Robert Gumny, którym już dziś interesują się kluby nie tylko z Bundesligi.

Tacy zawodnicy to bogactwo Lecha. Gdy zmienią ligę, pustki po sobie nie zostawią. Do pierwszej drużyny pukają kolejni młodzi piłkarze. Zdolna młodzież to niewszystko. Kolejorz nie byłby w tak dobrej sytuacji, gdyby nie fenomenalna postawa Łukasza Trałki. Kilka lat temu skończył 30 lat, a rozgrywa najlepszy chyba sezon w całej karierze. Zapewnia drużynie jakość w środku pola, dzieli tam i rządzi, nie odpuszcza, do tego strzela bardzo ważne bramki. Lechowi do szczęścia brakuje jeszcze solidnego managera, czy dyrektora sportowego, który znając się na futbolu zapewniłby przychodzenie z zagranicy graczy stanowiących autentyczne wzmocnienie. Takich, jak znajomi obecnego trenera Dilaver i Vujadinović. Wzięli odpowiedzialność za defensywę i z tego zadania wywiązują się znakomicie. Jeśli Lech osiągnie sukces, to w dużej mierze dzięki nim.

Józef Djaczenko