Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Forma przyszła w najlepszym momencie

włącz .

To się w głowie nie mieści. Drużyna, która nie radzi sobie ze słabeuszami, od sierpnia nie daje rady wygrać poza Poznaniem, nagle przeistacza się w swoje przeciwieństwo i nie daje żadnych szans mocnej i będącej na fali, grającej u siebie Wiśle. Skład prawie rezerwowy, bo w drużynie istny szpital, wielu klasowych graczy zostało w domu, a zespół gra jak natchniony, pokazuje moc i wyrachowanie, mądrą taktykę i skuteczność.

Aż się prosi, by spytać: dlaczego nie było tego wcześniej? Co stało na przeszkodzie? Złe przygotowanie fizyczne? Słabość psychiczna? Łatwej odpowiedzi nie ma. Nawet trener nie potrafi odpowiedzieć, czego jego podopiecznym zabrakło w lutym, dlaczego nie radzili sobie jesienią. Mniejsza z tym. Jeżeli Lech obecną formę utrzyma do końca sezonu, zapomnimy o bolączkach, rozczarowaniach, słabości w wielu meczach. Tylko czy do ostatniej kolejki będziemy już oglądać Lecha takiego, jak z meczu krakowskiego? Doświadczenie uczy, że niczego nie wolno być pewnym.

Perspektywy są wspaniałe. Zgodne porażki liderów radykalnie poprawiły pozycję Lecha w tabeli i zasygnalizowały, że Jagiellonii, a zwłaszcza Legii daleko do optymalnej formy. Nic nie wskazuje, by nastąpiła zmiana. Przepadnie im niejeden jeszcze punkt. Potkną się, bo będą grać między sobą, zmierzą się z dobrymi ekipami, a specyfiką polskiej ligi jest to, że nikt nigdy nie wygrywa wielu meczów „jak leci”, porażki przychodzą w najmniej spodziewanych momentach.

Już po pierwszych akcjach Lecha w Krakowie było widać, że drużyna jest dobrze usposobiona. Pewnie rozgrywała piłkę w środku pola. Stosowała aktywny, wysoki pressing. Opanowała środek boiska, co było kluczowe dla przebiegu spotkania, bo Wisła jest mocna właśnie w tym elemencie. Nie mogła grać tak, jak lubi. Próbowała kierować długie piłki wprost do napastników, inicjować szybkie ataki po każdym przechwycie, ale Lech był na to gotowy. Wielką klasę w obronie pokazał Vujadinović, chyba najlepszy teraz środowy defensor w ekstraklasie. Kolejorz miał przewagę na skrzydłach, a Gytkjaer wie, co zrobić z piłką, gdy podania w pole karne są dokładne.

Kiedy na ławce zostali Jóźwiak i Barkroth, a w pierwszym składzie pojawił się Klupś można było posądzać Bjelicę o szaleństwo. Wiedział jednak, co robi. 18-latek nie zawiódł. Jeden dobry kontratak zmarnował, gdy źle przyjął piłkę i nie mógł z niej zrobić właściwego użytku, ale w innych akcjach zachowywał się jak rutyniarz. Rodzi się piłkarz klasowy. Lech będzie miał z niego mnóstwo korzyści. Jego umiejętności będą rosły, ma też siłę mentalną, pewność siebie. Być może Barkroth dałby drużynie więcej jakości na skrzydle, ale inwestowanie w Klupsia ma sens. Postawienie na niego wymagało odwagi. Bjelica zaryzykował i się nie rozczarował.

Przed Lechem mecz z Górnikiem, który stracił Angulo i Wolsztyńskiego, będzie więc słabszy w ofensywie. Nie wolno go jednak lekceważyć, bo to ciągle drużyna nieobliczalna, zawsze może jej wyjść taki mecz, jakimi zadziwiała jesienią. Wykartkował się Jevtić, ale jest nadzieja, że do zdrowia wrócą Gumny i Situm. Tomasik dowiódł, że potrafi dać drużynie nie mniej niż Kostewycz. Trener ma więc komfortową sytuację. Jest z kogo wybierać, a chyba pierwszy raz w sezonie 2017/2018 piłkarze, na których stawia, nie zawodzą.

Wystarczy pokonać Górnika, być radykalnie zwiększyć sobie szanse na pokonanie Legii. Przy Bułgarskiej nie będą pomagać jej sędziowie, a przynajmniej nie tak bezczelnie, jak przy Łazienkowskiej. Ta drużyna znalazła się zresztą na zakręcie, ale to nie nasze zmartwienie. Jagiellonia też nie wydaje się potęgą. Cudem wybroniła się przed porażką z Arką, wykorzystując jej słabości i brak koncentracji w samej końcówce, ale w Lubinie sobie nie poradziła i nie jest możliwe, by do końca sezonu tylko wygrywała. Wystarczy, by w sobotę straciła punkty w meczu z solidnie grającą Wisłą Płock, by i ona została zmuszona do przyjazdu na Bułgarską. Wtedy Lech od mistrzostwa znalazłby się dosłownie o krok.

W polskiej lidze forma wszystkich drużyn faluje, ale Lech znalazł się w najszczęśliwszym położeniu. On zawirowania i słabości wydaje się mieć za sobą. To, co było złe, wszystkie te rozczarowania, już przeżył, przyjął na siebie zasłużoną krytykę. Ostatnie wygrane mecze dowodzą, że znalazł się na ścieżce wzrostu. Możemy tylko niepokoić się, by z niej nie zszedł w najmniej oczekiwanym momencie. Natomiast jego przeciwnicy akurat teraz wpadli w dołek. Jeżeli ten układ nie zmieni się przez najbliższy miesiąc, może być pięknie.

Józef Djaczenko