Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Rzut okiem... na powtarzalność Lecha.

włącz .

Powtarzalność to z reguły pozytywna cecha w futbolu. Dotyczy zarówno poszczególnych zawodników, jak i całej drużyny. Powtarzalność może dotyczyć wytrenowanych wariantów boiskowej strategii, umiejętności ustawiania się zawodników, przeprowadzania akcji przez drużynę, umiejętność wykorzystywania sytuacji przez napastnika itd. itd.

W przypadku Lecha nie o taką powtarzalność chodzi. Tu mamy do czynienia z powtarzalnością w znaczeniu negatywnym. To powtarzalność kolejnych traconych punktów, to powtarzalność bezbarwnych meczów bez wyrazu, zespołu bez taktyki i kolejnych obietnic o walce o mistrzostwo. Ten wariant powtarzalności jest w Lechu doprowadzony do perfekcji. Można wymienić jeszcze inne przykłady powtarzalności, ale wszystko to staje się nudne dla piszącego jak i dla czytających ten tekst.

Wszyscy doskonale wiemy, że nie ma napastnika, że trener jeszcze nic nie wygrał, a przegrał wszystko, co mógł przegrać, że transfery to nic innego, jak poszukiwanie kogo wziąć za darmo, że kibicom można wmówić wszystko, a oni i tak kupią karnety itd. itd. To o czym my tu mówimy? Ano o wspaniałym klubie, który wspaniałość rozmienia na drobne pod rządami ludzi, którzy mogą zarządzać korporacją, ale nie piłkarskim klubem. Koszmarne pomyłki transferowe i stałe obniżanie piłkarskiego poziomu drużyny prowadzą Lecha w stronę bycia ligowym średniakiem, bez aspiracji do krajowych trofeów i bez szans na występy w europejskich pucharach.

Dzisiaj liczy się akademia, bo daje kasę właścicielom. Pierwszy zespół staje się alibi dla ogrywania wychowanków przed sprzedażą ich do dobrych klubów europejskich. Jego wyniki są mniej istotne, bo żeby były, to trzeba by zainwestować w dobrych piłkarzy, a to już wymaga porządnych pieniędzy, których władze klubu nie lubią wydawać. Lepiej przytulić miliony za wychowanków niż wydawać na piłkarzy do pierwszej drużyny. Inna sprawa, że z tym kupowaniem do pierwszego zespołu już od lat coś nie za bardzo wychodzi. Okazuje się, że najszczęśliwszym dla klubu jest dzień, kiedy ktoś kupi takiego np. NB Nielsena. Takich „transferów” trochę w ostatnich latach było.

Tradycją jest też, że nowy nabytek pobyt w klubie zaczyna od leczenia urazów, często ciągnącego się długie miesiące. To są wszystko rzeczy trwające od lat, znane wszystkim zajmującym się futbolem zawodowo, jak i zwykłym kibicom. I co? I nic. Dziesiąty mecz bez zwycięstwa na wyjeździe. Piąty bez strzelonej bramki. Nawet karny przerósł możliwości napastnika. Co jeszcze może być gorszego? Strata punktów ze Śląskiem i lanie w Warszawie będą oznaczały początek mówienia o szykowaniu drużyny na nowy sezon. Tego, że ten znowu jest stracony nikt pewnie głośno w klubie nie powie. O trenerze który fachowcem jest dobrym, tylko wyników nie ma, też nikt złego słowa nie powie, bo kłóci się to z długofalową polityką kadrową klubu. Tak więc, drodzy kibice, pozbądźcie się złudzeń. Pięknie już było. Teraz jest powtarzalnie i przewidywalnie.