Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Nie jest dobrze. Lech nie gra jak mistrz

włącz .

Przy Bułgarskiej bez zmian – taka myśl się na suwa po obejrzeniu meczu z Pogonią. Własny stadion to w dalszym ciągu twierdza Kolejorza. Wygrywa tam nawet wtedy, gdy gra marnie, a przeciwnik mocno się postawi i zacznie dominować. Nie zmieniła się też jakość gry, jakby nie było przerwy zimowej, pracy nad poprawą formy, zmian w składzie. Lech nie jest lepszą drużyną niż jesienią. Zapowiada walkę o mistrzostwo, ale nie widzimy argumentów mogących to zapewnić.

Gra Lecha w Gdyni była beznadziejna. Trener tłumaczył się defensywnym ustawieniem przeciwnika, ciężkim, utrudniającym atakowanie boiskiem. Po tygodniu przekonaliśmy się, że to nie był przypadek. Po prostu nie nastąpiła żadna poprawa, to ciągle ta sama drużyna, co jesienią, słaba w ofensywie. Trener nie potrafił wyeliminować największych jej bolączek, a klub pozyskać piłkarzy wpływających na jakość gry.

Pogoń po porażce w Poznaniu wróciła na ostatnie miejsce w tabeli, ale nie można o niej powiedzieć, że to słaby zespół. Nadal grozi mu spadek, ale kilka drużyn w ekstraklasie gra teraz znacznie gorzej. Szczecinianie przyjechali do Poznania zapowiadając walkę o trzy punkty. W pierwszej połowie można byłoby pomyśleć, że są mocni tylko w gębie (skąd my to znamy?), za to w drugiej zdominowali Lecha, zespół z drugiego bieguna tabeli. Nie dali mu pograć. Ujawnili wszystkie jego słabości. Gdyby Pogoń dobrą grę w polu zamieniła na umiejętność tworzenia dobrych sytuacji, mogłaby słabego Lecha pokonać. Zagroziła mu jednak tylko raz, gdy niezwykłym refleksem popisał się Burić.

Skoro nie wystarczyła przerwa zimowa, by odmienić Lecha, przywrócić to, czym imponował równy rok temu, to trudno mieć nadzieję, że potrafi powalczyć o mistrzostwo. Główny rywal nie rzucał słów na wiatr, nie zapewniał, że dobrze trenuje, ale podjął konkretne, kosztowne zresztą działania i jest na fali wznoszącej. Tam nie ma rozsądnego inwestowania. Właściciel Legii nie ma pojęcia o prawdziwym biznesie. Nie czyni oszczędności, nie równoważy budżetu, ale nastawia się na natychmiastowy sukces sportowy, na zdobywanie trofeów i powrót do Europy. Brak mistrzostwa uznany zostanie za klęskę.

A w Poznaniu? Drugie, trzecie, czy czwarte miejsce to dla nas żadna klęska. Przeżywamy to prawie co rok. Nikt się nie przejmie, nikt nie posypie głowy popiołem, nie przeprosi fanów za rozbudzone nadzieje i nie przyrzeknie poprawy, podjęcia działań, które przyniosą rehabilitację w następnym sezonie. Po roku sytuacja się powtórzy, ludzie znów to przełkną. Kochają Kolejorza, więc go nie porzucą. Może nie będzie tłumów na stadionie, wielki potencjał nie zostanie wykorzystany, ale spora grupa na trybunach zasiądzie.

Dlatego trudno być teraz kibicem Lecha. Można marzyć, że już w najbliższą niedzielę nastąpi historyczne zwycięstwo wyjazdowe, że Legia straci gdzieś punkty, a potem ulegnie nam u siebie tak, jak w pamiętnym 2015 roku. Kiedy trzeźwo się nad tym zastanowimy i uświadomimy sobie, jak nasza drużyna ostatnio gra, szybko stracimy złudzenia. Piłkarze Lecha nie są w wysokiej formie, przynajmniej ich większość. Nie stanowią też sprawnie funkcjonującej drużyny i nie przejawiają mentalności zwycięzców. Zbyt łatwo poddają się komuś, kto pokaże trochę zdecydowania i agresji. Obrona Częstochowy na własnym stadionie w meczu przeciwko zespołowi z dna tabeli nie wróży niczego dobrego, nawet jeżeli mecz został wygrany.

Józef Djaczenko