Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Różne sposoby prowadzenia klubu. Co przyniesie sukces?

włącz .

Większość komentatorów nie ma wątpliwości: o mistrzostwo Polski powalczą Lech i Legia. Kilka klubów spróbuje pomieszać im szyki, włączyć się do rywalizacji, wszak w sporcie wszystko jest możliwe, ale szanse na sukces mają znacznie mniejsze. Zmagania będą krótkie. Już w maju przekonamy się, który sposób prowadzenia klubu jest lepszy.

Przez całą zimę media bombardowały słuchaczy i czytelników informacji o kolejnych wzmocnieniach Legii. Dołączali do niej piłkarze o głośnych nazwiskach. Warszawski klub ostatnio nie penetruje lig skandynawskich, bałkańskich, lecz te topowe, starając się znaleźć piłkarzy klasowych, będących w finansowym zasięgu. Chorwacki trener przyczynił się do pozyskania solidnych zawodników ze swej ojczyzny. Trwał też ruch w drugą stronę, Legia pozbywała się niechcianych zawodników. Za zmiany w składzie zapłaciła miliony.

Lech też przeprowadził kilka transferów, ale wśród nowych jego graczy gwiazd nie znajdziemy. Piotr Tomasik to solidny ligowiec, będzie zmiennikiem lepszego i mającego więcej ofensywnych atutów Kostewycza. Rogne wydaje się obrońcą dobrym, ale sparingi nie wykazały jego wyższości nad nowymi kolegami. Obaj pozyskani napastnicy to wielka zagadka. Żaden nie będzie pierwszym wyborem trenera, tylko jeden zmieni lub zastąpi na boisku Gytkjaera. Ściągnięty z wypożyczenia Jakub Serafin nie ma jeszcze większych umiejętności niż Tetteh. Ktoś musiał Ghańczyka zastąpić, klub sięgnął po wariant najtańszy.

O ile Legia dołożyła do transferów, i to niemało, to Lech wprost przeciwnie. Za Tetteha otrzymał prawie milion euro. Tomasik kosztował prawdopodobnie pół miliona, ale złotych. Rogne przyszedł po wypełnieniu kontraktu w poprzednim klubie. Obaj napastnicy zostali tylko wypożyczeni. Z biznesowego punktu widzenia – duże brawa za takie ruchy. Problem tylko w tym, że głównym celem klubu piłkarskiego nie jest, a przynajmniej nie powinno być generowanie zysków. Liczy się sukces sportowy. O klasie klubu decyduje nie to, ile oszczędził, ale czy zdobywa trofea, porywa swą grą kibiców, budzi emocje.

Nie ma wątpliwości, że w Legii grają teraz piłkarze o dużo bardziej znanych nazwiskach, a pewnie i wyższych umiejętnościach. Nie wiadomo tylko, czy trener, który długo działa w futbolu, ale wcześniej samodzielnie żadnej drużyny nie prowadził, potrafi zbudować wygrywający zespół. Komuś z trenerskim doświadczeniem poszłoby to sprawniej. W sparingach Legia, delikatnie to określając, nie zachwycała. Także jesień miała marną. Przegrała 7 spotkań, czyli co trzecie. Tylko brakowi konkurencji zawdzięcza liderowanie w tabeli. Lech co prawda przegrał tylko trzykrotnie, ale od 20 sierpnia na wyjeździe nie wygrał, zanotował serię pięciu kolejnych remisów, w tym czasie główny rywal spokojnie punktował.

Jeżeli Lech dobrze (a tak się wydaje) przepracował zimę i zacznie wreszcie wygrywać na wyjazdach, ma szanse na mistrzostwo. Gdyby Legii udało się wykorzystać potencjał swych zawodników, zatriumfuje ona. Zbyt wiele mamy niewiadomych, by porywać się na prognozowanie. Możemy tylko mieć nadzieję, że Lech będzie się szczycił nie tylko sukcesem finansowym, ale i sportowym, choć jedno z drugiego w tym przypadku nie wyniknie: szanse na tytuł byłyby dużo większe, gdyby władze klubu uznały, że zamiast wypożyczać graczy będących niewiadomą, lepiej postarać się o droższych, ale gwarantujących zespołowi jakość.

W ostatnich latach Legia rozwija się na kredyt. Jej wyniki poszły w świat, bo to ona zdobywała trofea, grała w Lidze Mistrzów. Nie wszystko, co dzięki temu zarobiła, mogła przeznaczać na rozwój. Długi trzeba spłacać. Jak widać, nie zamierza rezygnować z zaspokajania swych ambicji, dalej się wzmacnia. W tym czasie Lech inwestował w akademię. Szkoli tak, jak nikt w Polsce. Zarobił na tym solidne pieniądze, następne miliony są na wyciągnięcie ręki. Ani myśli przekładać to na mocną drużynę, mimo iż mówi się, że dzięki sprzedanym wychowankom znajdzie się kasa na kupowanie coraz lepszych piłkarzy. Najtrudniej zmienić mentalność. Obawiam się, że Lech zawsze będzie o krok z tyłu stroniąc od legendarnego „transferowego szaleństwa”.

Józef Djaczenko