Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Nadzieja umiera ostatnia

włącz .

Rok temu zimowa praca przełożyła się na doskonały start Lecha w rozgrywkach. Wygrywał i wygrywał, aż przyszła zadyszka i dobre wyniki pozostały wspomnieniem. Finisz był rozczarowujący, na pociechę pozostał start w Lidze Europy, choć długo się tym nie nacieszyliśmy. W ekipie Kolejorza, trenującej w Turcji, panuje optymizm. Za kilka tygodni przekonamy się, czy nie na wyrost – czy zimowe treningi i uzupełnienie składu zmienią jakość drużyny.

O obronę Lecha martwić się nie trzeba. Natomiast ofensywa to zagadka. Do drużyny dołączyło trzech nowych piłkarzy. Nie można mówić o wzmocnieniach, bo nie wydaje się, by Rogne, Tomasik i Chobłenko przewyższali klasą graczy, którzy już tu grają. Najwięcej możemy sobie obiecywać po Norwegu, to piłkarz z doświadczeniem w klasowych klubach. Tomasik nie jest lepszym zawodnikiem niż Kostewycz. Chobłenko sprawia wrażenie napastnika z potencjałem, ale musi się mocno starać, by strzelać więcej goli niż Gytkjaer. Od Nicki’ego Bille z pewnością jest lepszy, ale to żadna sztuka – właściwie o każdym ligowym napastniku można to powiedzieć.

Podobno do drużyny dołączy jeszcze jeden napastnik, z umiejętnością gry na skrzydle. Lech ma kilku kandydatów, spośród których dokona wyboru. Nie zapowiada się więc na znaczące wzmocnienie. Gdyby tak miało być, trzeba byłoby postawić na gracza dużej klasy, wykosztować się, skupić się na pozyskaniu go, a nie decydować w ostatniej chwili, na którego z kandydatów padnie. W tym czasie Legia zbroi się. Sprowadza gwiazdy. Nie ma gwarancji, że zawojują ligę, ale tam nie uzupełnia się składu, nie ma zastępowania jednego średniaka innym.

Od 2006 roku, gdy zaczął się nowy rozdział w dziejach Lecha, tylko dwa okienka transferowe zrobiły ogromne wrażenie i przyspieszyły rozwój klubu. W 2008 roku udało się sprowadzić „Lewego”, Stilicia, Peszkę, Arboledę. To była nowa jakość, dziś nawet nie marzymy o takim skoku. Nie te czasy, nie ten skauting, nie to kierownictwo. Do historii przejdzie też lato 2017 roku, ale z innego powodu. Pierwszy raz Lech zarobił ogromne jak na polskie warunki pieniądze na transferach wyszkolonych przez siebie piłkarzy.

Obserwując pracę akademii Kolejorza możemy mieć przekonanie, że śladami „Kownasia”, Linettego, Kędziory, Bednarka podążą kolejni młodzi gracze. Ustanowiony w 2017 roku rekord transferowych przychodów z całą pewnością zostanie pobity. Nic natomiast nie zapowiada radykalnych wzmocnień pierwszej drużyny, ani teraz, ani za rok, ani za kilka lat. Klub, który dzięki kibicom, rozwiniętemu gospodarczo regionowi, oczekiwaniom na sukcesy ma ogromny potencjał, nie zawojuje ani ligi, ani tym bardziej Europy. Deklarowanie walki o mistrzostwo Polski nie zastąpi kwalifikacji w budowaniu drużyny, futbolowej kompetencji.

O sportowe sukcesy byłyby dużo łatwiej, gdyby klub nastawił się na nie w takim samym stopniu, jak na rozwój akademii. Szkolenie piłkarzy będzie stało, jak się zapowiada, na coraz wyższym poziomie. Klub zaangażuje kolejnych fachowców, skopiuje najlepsze wzorce. Szkoda, że nie można tego powiedzieć o tym, co jest wizytówką Lecha – o pierwszej drużynie. Tu wielkiej fachowości nie dostrzegamy. W procesie budowy zespołu, selekcjonowania zawodników nie uczestniczą osoby ze znanymi nazwiskami, z doświadczeniem w tej specyficznej, wymagającej wielkiej wiedzy i ogromnego wyczucia dziedzinie. Nie widać planu pracy, strategii. Wszystko dzieje się przypadkowo – od kryzysu do kryzysu. Każdy nowy trener wprowadza własną wizję, obowiązującą tylko do następnego przesilenia. Wygląda na to, że właściciel klubu tę część zarządzania odpuścił.

Mimo wszystko na początek rozgrywek czekamy z utęsknieniem. Kibice analizują każdą informację, nawet ewidentną plotkę o zainteresowaniu klubu nowym napastnikiem. Zawsze jest przecież nadzieja na nowe otwarcie, na realizację marzeń o wielkim Lechu, nawet jeżeli rozsądek i trzeźwa ocena sytuacji nakazuje powściągnąć wyobraźnię. Nie będzie przełomu, bo chyba nikomu na nim nie zależy. Oczywiście o oczekiwaniach będzie się w klubie głośno mówić, jak w każdej korporacji. Niestety, wymyślanie haseł motywujących pracowników i wzajemne przekonywanie się, na co nas stać, nie przełoży się na to, czego prawdziwi, zakochaniu w Kolejorzu kibice od lat nie mogą się doczekać.

Józef Djaczenko