Zmiany w Lechu. Uzupełnią czy wzmocnią?

włącz .

Nie wiemy, jakich ofensywnych piłkarzy Lech pozyska zimą, wiemy natomiast, kto w jego barwach wiosną nie zagra. Denis Rakels spróbuje nawiązać do czasów, gdy jako gracz Cracovii był gwiazdą ekstraklasy i przeniesie się pod Wawel. Ligę zmieni też Nicki Bille Nielsen. Paweł Tomczyk nie wróci do Lecha, klub nie skróci jego wypożyczenia do Podbeskidzia.

Wydłuża się lista piłkarzy, których wymienia się w mediach i na forach dyskusyjnych w kontekście zasilenia Lecha. Z graczy tych można byłoby stworzyć solidną jedenastkę. Problem w tym, że nie byłaby to jedenastka mocniejsza od obecnej drużyny. Lech ma liczną, nawet zbyt liczną kadrę. Nie trzeba jej uzupełniać. Przydałyby się natomiast solidne wzmocnienia. Bez nich trudno będzie powalczyć o mistrzostwo kraju, a taki jest podobno cel klubu.

Lech ma budować drużynę w oparciu o absolwentów swojej akademii i transfery z innych lig, a także z ekstraklasy. Jeśli chodzi o zawodników z zewnątrz, to powinni być oni lepsi od tych, co już w Poznaniu grają. W Europie można takich znaleźć setki, jeżeli nie tysiące, tylko trzeba byłoby za nich zapłacić kwoty, na które klubu długo jeszcze nie będzie stać. Lech ostatnio wypożycza lub kupuje za kwoty liczone w milionach złotówek, ale nie euro.

W każdej cywilizowanej lidze piłkarz, który wyróżni się w rozgrywkach, może spodziewać się propozycji od klubu mocniejszego, walczącego o wyższe cele. W Polsce rzadko się to zdarza, bo właściciele klubów, widząc zainteresowanie ich graczem, usiłują to wykorzystać dyktując ceny odbiegające od zdrowego rozsądku. Bardziej opłaca się sięgnąć po zawodnika z obcej ligi, ale dwukrotnie tańszego. Taki proceder nie sprzyja rozwojowi polskich piłkarzy. Powoduje, że szansę życiowego awansu tracą zawodnicy z niższych lig. Brak rynku funkcjonującego na zdrowych zasadach to jedna z patologii polskiego futbolu.

Klubom z wyższej półki, zainteresowanym zawodnikiem z rodzimej ligi, często nie pozostaje nic innego, jak czekać na koniec kontraktu. Nie inaczej postępuje Lech. Zainteresował się Piotrem Tomasikiem, lewym obrońcą Jagiellonii. Klub z Białegostoku nie wyznaczy ceny zaporowej, bo latem wygasa kontrakt tego piłkarza. Gdyby został w „Jadze” na wiosnę, latem nikt nie musiałby za niego płacić. Według nieoficjalnych informacji Tomasik krótko po Nowym Roku rozpocznie w Poznaniu testy medyczne poprzedzające podpisanie umowy. 30-letni wychowanek Hutnika Kraków, były gracz Floty Świnoujście, Polonii Bytom, Arki Gdynia, Podbeskidzia nie wzmocni defensywy Lecha. Nie jest lepszym graczem niż Kostewycz. Będzie zmiennikiem Ukraińca.

W polskiej lidze grają lepsi skrzydłowi niż Niklas Barkroth, przynajmniej w formie z jesieni. Szwed, który kosztował 600 tysięcy euro, długo jeszcze się nie spłaci. Chyba, że stanie się prawdziwym wzmocnieniem drużyny, a nie graczem zaczynającym prawie wszystkie mecze na ławce rezerwowych. Niektórzy adaptują się w nowym otoczeniu długo, innym nie udaje się to wcale. Wiosną przekonamy się, czy warto było postawić na Barkrotha. Jeżeli nie wykorzysta braku Makuszewskiego, okaże się transferowym niewypałem. Lech ma dwóch jeszcze typowych skrzydłowych – Situma i Jóźwiaka. Ten pierwszy ma pewne miejsce w składzie, ale trzeba też stawiać na Kamila i mieć nadzieję, że rozwinie się równie szybko jak Robert Gumny. Nie ma co męczyć na skrzydle Raduta, zanudzać oglądających go kibiców.

Paweł Tomczyk ma wielki talent. Dynamiką, szybkością, intuicją dorównuje czołowym napastnikom Europy. Baza jest, ale trzeba doskonalić umiejętności. Nie tylko podczas treningów, ale i w meczach. W Poznaniu nie byłby pierwszym wyborem trenera. W Podbeskidziu jest najlepszym strzelcem, więc pozostawienie go tam na jeszcze jedną rundę ma sens. Latem będzie piłkarzem lepszym, materiałem na doskonałego napastnika. Zapewni klubowi transferowe miliony, ale trzeba wierzyć, że do lepszej ligi trafi jako gwiazda Kolejorza i zawodnik, dzięki któremu macierzysty klub odniósł niejeden sukces.

W jednym z wywiadów trener zapowiedział pozyskanie dwóch napastników. Niechby był choćby i jeden, byle strzelał bramki. Kolejny Nicki Bille Nielsen nie jest Lechowi niezbędny. Nie wiemy, czyim pomysłem było sprowadzenie go do Poznania, być może tego samego „eksperta”, który dostrzegł potencjał w Denisie Thomalli. Brak kompetencji przy podejmowani decyzji przynosi straty, których konsekwencją jest konieczność równoważenia budżetu. Lech potrzebuje dobrych piłkarzy, ale jeszcze bardziej ludzi potrafiących się na takich poznać.