Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Zbrodnia bez kary. Kto odpowiada za postawę Lecha?

włącz .

Lech śrubuje wyjazdowy rekord. Nie potrafił nikogo pokonać w ośmiu kolejnych spotkaniach. Nie dał rady drużynom solidnym, jak Górnik, Lechia, Jagiellonia, ale i takim „potentatom”, jak Sandecja i Piast. Przed drużyną szanse na poprawę tego niezwykłego osiągnięcia. Wiosną nie będzie faworytem w Gdyni, a potem pojedzie do Kielc, Warszawy, Krakowa… Zarząd klubu nie reaguje na te wyczyny, więc w zasięgu Lecha jest osiągnięcie niebywałe – brak wyjazdowych zwycięstw do końca sezonu.

Nie wiadomo, co jest gorsze: słabość obecnego Lecha, czy bezradność, a może raczej bierność klubu. Nie widać, by ktoś się tym przejmował, silił się na jakieś działania. Wszędzie, gdzie sprawą nadrzędną jest wynik, bo przecież od niego zależy powodzenie klubu, jego bogactwo, już dawno w takiej sytuacji bylibyśmy świadkami bicia na alarm, szukania ratunku. W Poznaniu panuje błoga cisza. Brak reakcji na niepowodzenia skutkuje następnymi. Trener zapewnia, że drużyna ciężko pracuje i gra dobrze, ma tylko jeden drobny mankament – brak skuteczności. To jedyny oficjalny głos płynący klubu.

Po ofensywnej bezradności, jaka ujawniła się w Lubinie, wśród fanów Lecha panuje oburzenie. Niewielu jest takich, którzy jeszcze jedno niepowodzenie przyjęli z wyrozumiałością. Na początku sezonu byli pełni optymizmu, bo drużyna została powiększona o wielu nowych piłkarzy, powszechnie mówiło się o szturmowaniu Europy i walce o mistrzostwo kraju. Słabość letniego zaciągu ujawniła się szybko. Tylko dwóch-trzech nowych piłkarzy nie odstaje umiejętnościami od tych, którzy tu grają lub niedawno zostali wytransferowani. W dodatku zapanował trudno wytłumaczalny marazm, uwidocznił się brak pewności siebie. To nie jest zjawisko przejściowe. To trwa od dawna.

Lech śrubuje swój rekord, a ekstraklasa swój. Trwa masowe pozbywanie się trenerów, już po pierwszych objawach zadyszki zespołu nie daje się im szansy kontynuacji pracy. Rozgrywki trwają długo. Nie ma drużyny, która nie wpadłaby w tym czasie w większy lub mniejszy dołek. Prezesi mają uniwersalną receptę – próbują zażegnać kryzys (autentyczny lub wydumany) zmianą trenera. W Lechu tak nie działają. Tu każdemu trenerowi bez perspektywy na dobry wynik, zanim całkowicie straci kontrolę nad zespołem i trzeba się go pozbyć w trybie nagłym, pozwala się pracować miesiącami, niekiedy latami.

Żadnej drużyny nie zbuduje się w kilka miesięcy. W tym czasie można opanować kilka schematów, pobieżnie zgrać formacje, wzmocnić ekipę psychicznie. Wymienianie szkoleniowców w imię doraźnej poprawy, albo dlatego, że „coś trzeba było zmienić”, to działanie szkodliwe. Jednak równie niewłaściwe jest patrzenie przez palce na poczynania trenera, który uporczywie nie naprawia widocznych dla wszystkich błędów. W takiej sytuacji władze klubu mają obowiązek interweniować. Brak reakcji, gdy dzieje się źle, to grzech zaniedbania. W dodatku nie poprawia to atmosfery wokół klubu. Przekonuje kibiców, że tylko oni martwią się o drużynę, przejmują się niepowodzeniami.

Najlepiej by było, gdyby Nenad Bjelica opanował sytuację, trafił do piłkarzy, pomógł im odzyskać formę, a przede wszystkim pewność siebie. Zimą przygotuje zespół po swojemu, więc to on będzie odpowiedzialny za wyniki. Może kiedyś uda mu się odnieść w Poznaniu jakikolwiek sukces. Prędzej lub później zostanie rozliczony. Najgorsze, co władze Lecha mogą zrobić, to powtórzenie błędu z Janem Urbanem: przedłużenie kontraktu po fatalnym sezonie, a potem wyrzucenie trenera, gdy w nowych rozgrywkach sytuacja się powtarza.

Inna sprawa, że obecny trener nie ma piłkarzy, którym można postawić poważne zadania. Skandynawski zaciąg z pewnością zaakceptował. Teraz ma z tym problem. Nie można zmusić Duńczyków i Szweda do tego, co leży poza ich zasięgiem. Polscy piłkarze marzą o wyjeździe do innych lig, ale kiedy ten wielki sukces osiągną, rzadko zostają gwiazdami. Wielu z nich musi przeprosić się z polskimi klubami, nie konieczne z ekstraklasy. Dziś przekonujemy się, jak to wygląda od drugiej strony. Lech poświęcił miliony złotych na pozyskanie Barkrotha. W końcówce meczu lubińskiego widzieliśmy, ile ten zawodnik warty jest naprawdę.

Przed Lechem ostatni mecz w tym roku. Rozegra go u siebie, przeciwnikiem będzie Termalika, z którą dobrze sobie dotychczas radził. Kibice mają prawo oczekiwać, że strata do ligowej czołówki nie powiększy się i wiosną będzie się o co bić. Władze klubu nie dają do zrozumienia, że priorytetem jest dla nich zdobycie jedynego trofeum, jakie pozostało w zasięgu. Gdyby tak było, czekałyby je zimą poważne wyzwania. Nie można przecież opuścić rąk i ogłosić, że drużyna idzie w dobrym kierunku, kiedyś odzyska skuteczność i będzie fajnie. Boję się jednak, że będzie to jedyna reakcja na obecną sytuację.

Józef Djaczenko