Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Lech potrzebuje napastnika? A kto takiego znajdzie?

włącz .

Po kolejnym pokazie nieskuteczności, po jeszcze jednej wyjazdowej stracie punktów znów słychać żądania sprowadzenia prawdziwego napastnika. To taki rytuał, coś w rodzaju zaklęcia, albo krzyku rozpaczy. Słyszy się to zawsze, gdy drużyna nie potrafi wygrać. Napastnik by się przydał, ale nie ma gwarancji, że tym razem ludzie odpowiadający za transfery wybiorą właściwego człowieka. Nie konkretny piłkarz jest Lechowi potrzebny ale ktoś znający się na piłkarzach.

W przeszłości Lech miał kilku nieprzeciętnych napastników. W zarządzie był ktoś, kto poznał się na potencjale Lewandowskiego i zdecydował się wyłożyć na nastolatka milion zł. Ktoś wypatrzył na Węgrzech Rudniewa, ktoś zadecydował, że Lechowi się przyda. Po latach ktoś w tamtejszej lidze wypatrzył Nemanję Nikolicia, ale ktoś inny stwierdził, że zamiast wydawać na niego dużą kasę lepiej mieć w składzie niejakiego Thomallę. Kasa w klubie została. Nie wpłynęła za to o wiele wyższa, wywalczona dzięki zwycięstwom w Polsce i w Europie.

Lech nie ma problemów finansowych. Funkcjonuje w środowisku, gdzie oczekiwanie na sukces jest olbrzymie. Ma za sobą cały region, jeden z najbardziej rozwiniętych i najbogatszych w kraju. Korzysta z wielopokoleniowej tradycji wspierania klubu jako wizytówki całego regionu. I nie potrafi tego wykorzystać! Nijak nie udaje się tu zbudować drużyny na miarę potencjału i kibicowskich oczekiwań. Problemy powtarzają się i narastają, co powoduje zniechęcenie, nierzadko wściekłość kibiców.

Można taką zabawę ciągnąć w nieskończoność, bo miłość do Lecha nie wygaśnie mimo niekompetencji tych, co klub traktują jako bezduszne przedsiębiorstwo. Prędzej lub później trzeba jednak będzie zadać sobie pytanie – po co to wszystko? Jak długo mogą trwać nieudolne próby zbudowania drużyny? Nie wystarczy obserwować piłkarzy z innych lig i starać się wyselekcjonować tych jednocześnie dobrych i niedrogich. Potrzeba dużej wiedzy i doświadczenia, by przewidzieć, jak wpiszą się w zespół. Nic nie da też, o czym się właśnie przekonujemy, powierzenie skautingu trenerowi, pozwalanie mu sprowadzić zawodników, z którymi miał do czynienia w poprzednich klubach.

Można wprowadzić dyletanta do nowocześnie wyposażonej sali operacyjnej, dać mu zespół asystentów, ale ktoś taki prędzej pacjenta uśmierci niż go uratuje. Nawet poświęcenie wielu takich pacjentów nie zagwarantuje, że kiedyś się uda. Nie wystarczy przeczytanie książki medycznej, poznanie chirurgicznych sław, nawet przejście z nimi na ty. Lepiej do sali operacyjnej wpuścić chirurga z kwalifikacjami. Adept niech się przygląda, zapamiętuje, dokształca. Być może, jeżeli okaże się pojętny, za 10-15 lat zbliży się umiejętnościami do zawodowca. Próba oszukania czasu przyniesie takie skutki, jakie obserwujemy przy Bułgarskiej. Miliony idą na marne, frustracja narasta.

Od miesięcy Lech nie gra tak, jak tego oczekujemy, z tygodnia na tydzień powiela błędy. Trener zaklina rzeczywistość i wmawia nam, że drużyna ciężko pracuje, skutki tego zobaczymy lada chwila. Wystarczy obejrzeć mecz Górnika Zabrze, czy Korony Kielce, czyli drużyn, do których nikt gwiazd nie sprowadzał, żeby nabawić się kompleksów. Różnica w poziomie gry, widowiskowości, postawie zawodników, ich energii, szybkości, siły jest porażająca. Nie trzeba wydawać ciężkich pieniędzy, by odnieść sukces. Wystarczy umiejętność stworzenia drużyny, pomysł na jej grę.

Nie trzeba śledzić wszystkich lig skandynawskich, by wyszukać kandydata do gry w Lechu. Dobrych piłkarzy można wyszukać wszędzie, nawet zawodnicy z niższych lig hiszpańskich potrafią zawojować naszą ekstraklasę. Trzeba tylko ich znaleźć, poznać się na nich, mieć szczęście do ludzi. Nie każdy to potrafi. Dramat Lecha polega na braku takiego człowieka.

Józef Djaczenko