Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Mija sezon za sezonem, a Lech ciągle w kryzysie

włącz .

W niedzielę, jak zwykle, wielu kibiców Lecha powie sobie: teraz to już na pewno wygrają. Nie mogą kolejny raz stracić punktów. Mają przecież mocną drużynę, na letnie transfery klub wydał kilkanaście milionów, do tego ma profesjonalnego, solidnie opłacanego trenera. Na brak zwycięstw nie może już sobie pozwolić, bo do ligowej czołówki co tydzień jest dalej, a przecież mamy walczyć o mistrzostwo, takiego klubu nie interesuje drugie miejsce.

Potem zacznie się mecz. Zamiast drużyny walczącej, dobrze zorganizowanej, wykorzystującej atuty swych gwiazd, zobaczymy grupę byle jak kopiących piłkę panów, nie mających pomysłu na rozegranie akcji, bojaźliwie ratujących się podaniami do bramkarza. Mecz się skończy, piłkarze smutno zwieszą głowy, trener powie coś krzepiącego, typu „pracujemy dalej”. I będziemy żyć przygotowaniami do następnego meczu. Sztab szkoleniowy ogłosi, że właśnie zidentyfikował przyczyny niepowodzeń i drużyna mocno trenuje, by pozbyć się mankamentów.

Fatalny scenariusz? Najgorsze w nim jest to, że wcale nie jest nierealny. Taki taniec trwa od dłuższego czasu, nie tylko w tym sezonie, także w wielu poprzednich. Do Lecha przychodzą trenerzy sprawiający wrażenie profesjonalistów, ale prędzej lub później zawodzą, a po odejściu do innych klubów podtrzymują markę tych, którym się nie udaje. Piłkarze określani jako solidne wzmocnienia, nie zawsze się sprawdzają, nawet jeżeli stan zdrowia nie uniemożliwia im występowania na boisku. Rzadko okazują się lepsi od tych, co właśnie odeszli. Często po prostu nie potrafią grać w piłkę, wystawiają więc fatalne świadectwo tym, co ich do Poznania sprowadzili.

Właśnie w tym tkwi przyczyna tego, że Lech od wielu lat nie wykorzystuje ogromnego potencjału, nie potrafi zawojować ligi, w europejskich rozgrywkach, z wyjątkiem kilku niezłych incydentów, nie zaistniał. Futbol to taka dziwna dziedzina, że bez solidnej kasy niczego się nie zdziała, ale nawet duże pieniądze niczego nie zagwarantują. Nie potrzeba wydawać grubych milionów, by pozyskać lepszych zawodników od tych, co do Lecha trafili latem. Wystarczy umieć ich wybrać, właściwie ocenić. Drużynę buduje się z wiedzą i wyobraźnią, a także doświadczeniem, którego nie zapewni przeczytanie fachowej książki. A nawet dwóch. Właśnie dlatego w czołowych klubach świata tak ważną funkcję pełnią dyrektorzy sportowi. Ich praca bezpośrednio przekłada się na sukcesy klubu, czyli na jego bogactwo.

A w Lechu? Tu kogoś takiego nie ma. Nie wiadomo właściwie, kto za co odpowiada. Słychać opinie, że nigdy tu nie będzie pracować solidny, wymagający, ceniący własne nazwisko trener, bo taki nie dość, że jest drogi, to nie pozwoli sobie, by ktoś mu cokolwiek narzucał. Nie do końca można się z tym zgodzić, bo przecież obecny trener nie jest biernym wykonawcą poleceń. Wprost przeciwnie, stawia wymagania. Wybiera piłkarzy, których klub sprowadza i których opłaca. Zarząd akceptuje jego wybory. Skutki nie są dobre, drużyna nie spisuje się na miarę oczekiwań. Wszystko przez to, że nie ma tu profesjonalnego szefa sportu. Takiego, który zapewniłby harmonijny rozwój i dopracowanie się własnego stylu, zapobiegł chaosowi, jaki przynosi regularna zmiana trenerów w trakcie sezonu, zaczynanie wszystkiego od nowa.

Bjelica kiedyś opuści Poznań. Nie wiemy tylko, czy nastąpi to po sezonie, czy w trakcie następnego, a wyniki, jakie drużyna osiągnie, nie będą miały żadnego wpływu na podjętą decyzję. Tak tu jest przecież zawsze. Klub idzie na łatwiznę, przedłuża kontrakt, potem wszystko się wali, trener traci kontrolę nad drużyną, trzeba go wyrzucić i szukać następcy, który wdraża działania ratunkowe. Jak w tej sytuacji zadbać o charakterystyczny dla Lecha styl, o harmonijną budowę drużyny? Sezon mija za sezonem, klub żyje od kryzysu do kryzysu, spodziewane sukcesy, przy takim sposobie zarządzania, nie mają prawa przyjść. I tylko kibiców żal.