Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Koniec remisów. W Zabrzu musi być zwycięstwo

włącz .

Każda passa kiedyś się kończy. Także zwycięska passa Górnika Zabrze. Aktualny lider tabeli prędzej lub później zatrzyma się. Najlepiej, by stało się to już w sobotę wieczorem, gdy na nowy stadion w Zabrzu wybiegnie Lech. Gdyby sugerować się poziomem gry, skutecznością obu zespołów, gospodarze byliby faworytem. Nie brakuje na szczęście argumentów także na rzecz Lecha. Jeżeli tylko zagra z takim zaangażowaniem, jak przez godzinę meczu z Wisłą, to wygra.

W ostatnich kilku meczach Lech nie miał szczęścia. Nie miał też wystarczającej siły ofensywnej, by swemu szczęściu pomóc. Mierząc się z solidnymi przeciwnikami, nie był od nich gorszy. Nie potrafił jednak wygrać. Brakowało kropki nad „i”, czyli skuteczności, co szczególnie było widoczne w ostatni piątek, gdy krakowscy piłkarze przeżyli własną wersję cudu nad Wisłą. Nie można racjonalnie wytłumaczyć tego, że słabsza drużyna straciła nie pięć bramek, lecz tylko jedną, i to kilkanaście sekund przed końcowym gwizdkiem.

Gdyby udało się podtrzymać ciąg na bramkę, determinację w atakowaniu, dołożyć do tego skuteczność, a także solidną grę w defensywie, musiałoby się to przełożyć na sukces w starciu z Górnikiem. Nie zawsze niestety wszystko funkcjonuje tak, jak należy. Zawsze może zdarzyć się błąd w obronie, a nie jest o niego trudno, gdy gra się przeciwko drużynie wyspecjalizowanej w wykorzystywaniu stałych fragmentów gry. Górnik większość bramek zdobywa po dośrodkowaniach z rzutów rożnych i wolnych. Lech też jest w tej specjalności mocny. Brakuje mu tylko tego, czym dysponuje Górnik: rasowego snajpera.

Trzeba mieć wielkie wyczucie i dozę szczęścia, by sprowadzić do klubu napastnika, który seriami będzie zdobywał bramki. Lech lekką ręką pozbył się Robaka, sprzedał Kownackiego, a zyskał Gytkjaera. Duńczyk potrafi zdobywać gole, gdy otrzymuje dobre podania, ma też i wady boleśnie widoczne nawet w słabej polskiej lidze, a dyskwalifikujące tam, gdzie gra się na wyższym poziomie. Słabo gra głową. To nie Teodorczyk, nie Robak. Nie potrafi właściwie przyjąć piłki w biegu ułatwiając sobie strzał. Za sprawą braku techniki zmarnował kilka okazji, które przyniosłyby drużynie zwycięstwo. Kilka bramek z pewnością jeszcze strzeli, ale choć jest znakomicie opłacany, to Lecha nie zbawi. Nadzieja w strzeleckich umiejętnościach pomocników.

Natomiast Górnik ma Angulo. Piłkarza, który prawdopodobnie zostanie ligowym królem strzelców. Wszyscy wiedzą, jak gra, z jakich pozycji oddaje strzały, ale niewielu drużynom udaje się go powstrzymać. Lech musi dobrze się przygotować do tego meczu. Lasse Nielsen, o ile w sobotę zagra, nie może tak łatwo dawać się ogrywać, popełniać błędy w ustawieniu. Nie wolno się odsłonić, pozwolić Górnikowi na wyprowadzanie szybkich ataków z głębi pola, bo to mu wychodzi doskonale. Trener Brosz ma nieliczną kadrę, ale wypracował schematy pozwalające zaskoczyć rywali, wykorzystać entuzjazm młodych zawodników. Górnik nie może sobie pozwolić na rotacje w składzie, a ciągle walczy, ze świetnym zresztą skutkiem, w Pucharze Polski. Tzw. zmęczenie materiału może się pojawić w każdej chwili. Lech dysponujący doświadczonymi, kreatywnymi zawodnikami i bez tego powinien wreszcie wygrać, o ile tylko właściwie podejdzie do tego spotkania.