Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Żarty się skończyły. Teraz już trzeba wygrywać

włącz .

Po trzynastu ligowych kolejkach, czyli prawie w połowie zasadniczej części sezonu, można pokusić się o ocenę siły Lecha, jakości transferów, perspektyw na ciąg dalszy rozgrywek. Na pierwszy rzut oka – nie ma się do czego doczepić. Zajmuje pierwsze miejsce w tabeli, rzadko przegrywa, zdemolował największego przeciwnika, nie dał się pokonać na wyjazdach drużynom, które w poprzednim sezonie w lidze rządziły. Niedosyt jednak jest spory, bo nie udało się wykorzystać słabości głównych rywali.

Piłkarze, którzy jeszcze niedawno biegali w koszulkach Lecha, dziś pokazują się w renomowanych zespołach. Najdrożej sprzedany Jan Bednarek nie może wprawdzie zaistnieć w Anglii, ale Karol Linetty i Dawid Kownacki nie zawodzą w Serie A, a Tomasz Kędziora gra w pierwszym składzie Dynama Kijów, drużyny o uznanej w Europie marce. Niełatwo takich zawodników zastąpić. Do Lecha dołączyła latem spora grupa piłkarzy, ale większość z nich, najdelikatniej to określając, Kolejorza nie zbawiła.

Po odejściu z Lecha obu napastników w drużynie pozostał tylko Nicki Bille. Christian Gytkjaer, który dołączył do zespołu, jest wprawdzie zawodnikiem lepszym od swego rodaka, ale jego postawa, biorąc pod uwagę dokonania w Norwegii, niestety rozczarowuje. Miał strzelać gola za golem, ścigać się o tytuł najlepszego snajpera, nie wychodzi mu to jednak. Owszem, trafił kilka razy, ale w wielu klubach ekstraklasy, nawet tych nie rywalizujących o mistrzostwo, występują lepsi napastnicy. Gdyby Lech miał skuteczniejszego strzelca, zdobyłby kilka punktów więcej zyskując wyraźną przewagę nad ligową grupą pościgową, miałby też dobre perspektywy na dalszą część sezonu.

Kędziorę Lech stracił, ale zyskał Gumnego, w dodatku nie trzeba go było do Poznania sprowadzać. Szkoda, że nie udało się jeszcze wyszkolić równie dobrego następcy Bednarka. Vernon De Marco nie wzmocnił Lecha, a Nikolę Vujadinovicia trudno traktować jako piłkarza Lecha. Wyróżnił się tylko błędem, przez który przepadły punkty w meczu przeciwko Zagłębiu Lubin, a potem już tylko się leczył. Dilaver to piłkarz solidny, nie osłabił Lecha, ale też go nie zbawił, nie zagwarantował gry na wyższym poziomie. Dobry skrzydłowy, jakim jest Situm, mecze z błyskiem przeplata bezbarwnymi. Nie potrafi się odnaleźć Barkroth. Może przyjście na świat dziecka zakończy nerwowy okres w jego życiu, pozwoli ujawnić to, czym zasłynął w rodzimej lidze. Zagwarantować tego jednak nie można.

Pierwszą asystą w lidze popisał się ostatnio Rakels. Lech po to go sprowadził, by miesiącami pomagać mu w odbudowie formy, bez gwarancji, że się to powiedzie. Prędzej skończy mu się okres wypożyczenia niż zdąży błysnąć tym, czym kiedyś w polskiej lidze zasłynął. Szkoda, że nie gra młody Jóźwiak. Mógłby zaliczyć co najmniej kilka spotkań w ekstraklasie zyskując doświadczenie i pewność siebie, a jest to zawodnik z niemałym potencjałem, materiał na gwiazdę. W swoim wieku gra lepiej niż kiedyś Sławomir Peszko i inni skrzydłowi, którzy potem wypłynęli na szerokie wody.

Był okres, gdy Lech grał beznadziejnie jako zespół. Nic mu nie wychodziło, piłkarze nie potrafili zmusić się do ambitnej walki, sprawiali wrażenie „zajechanych” i ciężko przestraszonych. Dopiero mecz z Legią wszystko zmienił. Następne spotkania były niezłe w jego wykonaniu, ale nie udało się ich wygrać, choć było to bliskie. I w Białymstoku, i w Gdańsku nie potrafił utrzymać prowadzenia. Zabrakło mu piłkarskiej jakości. Zamiast dobić przeciwnika, pomógł mu wrócić do życia. Stracone w ten sposób aż 4 punkty mogą być w przyszłości bolesne. Nie chodzi o liderowanie w tabeli w tym momencie, bo o to zabijać się nie warto, ale o dorobek na koniec sezonu. Podziału punktów po rundzie zasadniczej nie będzie. Lech stracił tyle punktów, ile… rzeczywiście stracił. W tym czasie Legia dwukrotnie wygrała i zwycięstwo nad nią nie przełożyło się właściwie na nic poza lepszym samopoczuciem.

Teraz już nie ma wyjścia – trzeba wygrywać. Do końca tzw. rundy jesiennej zostały mecze z Wisłą i Górnikiem. Nie są to rywale łatwi, ale nie są też nie do pokonania. Równie trudno będzie w pierwszych, jesiennych meczach rundy wiosennej, trzeba się bowiem będzie mierzyć z zespołami, z którymi Lech stracił punkty: Sandecją na wyjeździe i Wisłą Płock u siebie. Rok zakończą trzy mecze grudniowe, czyli zimowe: w Gliwicach, z Cracovią u siebie i w Lublinie. Kalendarz nie jest więc łatwy, a jeszcze trudniej będzie wiosną. Właśnie dlatego strata punktów w dwóch ostatnich meczach to sprawa bolesna. Jeżeli Lech rzeczywiście myśli o mistrzostwie – żarty się skończyły.