Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Piłkarska jakość. Tego brakuje Lechowi

włącz .

Gdańsk to trudny teren, a Lechia ma w składzie dobrych piłkarzy. Była jednak do ogrania. Odniosła sukces, bo udało się jej nie przegrać z drużyną lepszą w tym spotkaniu. Pomogły jej słabe ogniwa i indywidualne błędy przyjezdnego zespołu. Skoro tak słaba, pełna błędów gra wystarcza do liderowania w ligowej tabeli, to nie ma co się dziwić, że polskie kluby nie liczą się w Europie.

Lechia w ubiegłym sezonie prawie do końca biła się o mistrzostwo, a w tym dołuje. Zajmuje miejsce, które nie odzwierciedla umiejętności piłkarzy z Gdańska, ale w sobotni wieczór jak na dłoni ujawniły się wszystkie słabości tej drużyny, także braki kondycyjne. Lech na jej tle był lepszy. Nie wygrał tylko dlatego, że kilku piłkarzy zawiodło w tym meczu, a cała drużyna grała niedokładnie, nerwowo, chaotycznie. Szkoda, bo znów wszyscy grają dla Kolejorza. Wszyscy, tylko nie on.

Znakiem firmowym obecnego Lecha jest brak dokładności. Mnożą się niecelne podania, byłe jakie zagrania, brak spokoju w rozegraniu akcji. W ten sposób przepadają okazje bramkowe, większość ataków kończy się, ledwo zdążą się rozkręcić. Wysokie jak na polską ligę możliwości piłkarzy idą na marne. To jawne marnotrawstwo, na które trener się godzi. Po meczu wychwala swych podopiecznych za grę na wysokim poziomie, choć gołym okiem widać, jak dużo im brakuje do poziomu średnich lig europejskich. Szanujący się zawodnik nie może tak niecelnie podawać, gubić piłkę, przegrywać pojedynek za pojedynkiem.

Lech szczyci się najlepszą obroną w lidze, tymczasem wszystkie bramki w meczu z Lechią stracił po katastrofalnych błędach w defensywie. Przy pierwszym golu, z rzutu rożnego, najbardziej zawinił… Gytkjaer, który był we własnym polu karnym, ale nie pofatygował się, by uprzedzić Augustyna. Rzut karny to efekt bezmyślności Nielsena. Trzeci gol padł po rzucie wolnym za faul Raduta. Rumun osłabił drużynę i przywrócił gospodarzy do życia. Sytuacja była jeszcze do uratowania, ale Putnocky zachował się jak junior wybiegając z bramki, notując pusty przebieg, gdy pechowo lobował go Dilaver. Mocną stroną Lecha są stałe fragmenty gry, a w sobotni wieczór za ich sprawą stracił wszystkie gole.

Gytkjaer zagrał lepiej niż w poprzednich meczach. Strzelił gola, przy którym zresztą nie musiał wykazać się umiejętnościami, do pustej bramki prawdopodobnie trafiłby nawet Nicki Bille. W innych sytuacjach Duńczyk nie popisał się. Jego zasługą była czerwona kartka dla przeciwnika, ale klasowy napastnik powinien przynajmniej oddawać strzały w sytuacjach, w jakich się kilkakrotnie znalazł. Dobrze, że wraca do lepszej dyspozycji, ale obawiam się, że nie jest to napastnik, który zbawi Lecha, zagwarantuje mu wiele bramek.

Po kilku zawodnikach Lecha można się było spodziewać dużo więcej. Radut zagrał tylko dlatego, że z boiska szybko musiał zejść Situm. Zaliczył asystę, ale po przerwie fatalnym zagraniem wyprowadził gospodarzy na doskonałą pozycję, na szczęście dla Lecha niewykorzystaną. Pokazał kilka niezłych rajdów i podań, ale znacznie więcej było zagrań nieudanych. No i te faule, które uratowały Lechię przed porażką. Dobrze natomiast zagrał Gajos, choć i on nie ustrzegł się głupich strat piłki. Mógł strzelić więcej goli, potrafił się znaleźć w dobrych sytuacjach. Podobał się aktywny, pracowity Gumny. Jevtić nie błysnął tym razem super zagraniami, ale i tak był mocnym punktem drużyny, zaliczył asystę. Nic złego nie można też powiedzieć o grze Makuszewskiego, na swoim poziomie zagrał Trałka.

Przy każdej szybszej akcji, przy każdym ataku Lechii kibicom Lecha cierpła skóra, bo interwencje defensorów były niepewne, wręcz niezborne. Mieli ogromne problemy z wyprowadzeniem piłki z własnego pola karnego, a nawet z jej oswabadzającym wybijaniem. Putnocky oprócz dobrych interwencji miał fatalne, a do tego wykopywał piłkę tak, jakby zależało mu na uruchamianiu kolejnych ataków Lechii.

Wszystko to przełożyło się na stratę dwóch punktów. Lechia była na widelcu. Grając w osłabieniu i przegrywając nie miała prawa się podnieść. Wystarczyłoby uporządkować grę, by dołożyć jeszcze jedną bramkę i zamknąć to spotkanie. Lech jednak dołożył starań, by Lechia wróciła do gry. Zapłacił za brak piłkarskiej klasy. Polska liga stoi na tak niskim poziomie, że taka gra, tak horrendalne błędy nie pozbawiają miejsca w czołówce tabeli. Wydaje się pewne, że latem Lech znów powalczy w europejskich pucharach, ale może się tam zderzyć ze ścianą. Nawet w krajach piłkarsko egzotycznych poziom gry rośnie. Kto widział sparing z Dynamem Brześć, ten nie dziwi się, że BATE Borysów tak dobrze sobie radzi w pucharach. Liga białoruska nie jest gorsza niż polska. Dotyczy to też innych lig.

Lechowi brakuje piłkarzy potrafiący wznieść się ponad poziom Lotto Ekstraklasy. Niebawem otworzy się nowe okienko transferowe. Obserwacje kandydatów do gry w Poznaniu prawdopodobnie trwają nieustannie. Lepiej darować sobie uzupełnianie składu, skupić się na pozyskaniu prawdziwych piłkarzy. Nie wiemy, czy kiedykolwiek wyzdrowieje Nikola Vujadinović i w jakim stanie przyjedzie na Bułgarską pozyskany latem Thomas Rogne. Wiemy tylko, że Lech musi mieć obrońców lepszych od tych, co grali przeciwko Lechii. Kandydat na mistrza kraju zasługuje też na napastnika potrafiącego strzelać gole.

Józef Djaczenko