Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Wiemy już, jak Lech nie może zagrać w Gdańsku

włącz .

W Białymstoku Lech spisał się dużo lepiej niż w poprzednich spotkaniach wyjazdowych, ale to, co pokazał w drugiej połowie dyskwalifikuje go jako kandydata na mistrza. Grając w ten sposób nie ma szans na osiągnięcie sukcesu w Gdańsku. Po przerwach na mecze reprezentacji nigdy nie grało mu się dobrze, rzadko wtedy wygrywa. W tym właśnie nadzieja – trudny moment ma za sobą. Jeśli się pozbiera i poprawi to, co ostatnio szwankowało, przeciwstawi się Lechii.

Taktycznie Lech zagrał w Białymstoku dobrze. Chyba pierwszy raz w tym sezonie zastosował broń, która tak bardzo przysłużyła mu się wiosną: pressing. Drużyna była mądrze ustawiona i właściwie zorganizowała. Gdy nastąpiła taka potrzeba, szybko przesuwała się w kierunku bramki przeciwnika, odbierała mu piłkę, tworzyła zagrożenie. Przesadzała tylko w defensywie. Pod naporem Jagiellonii też się przesuwała, ale w przeciwnym kierunku i broniła się niemal całym zespołem.

Szczególnie dobrze było to widoczne po przerwie, gdy gospodarze skorygowali ustawienie i energiczniej zaatakowali dążąc od odrobienia straty. Lech miał na widelcu nacierającego, odsłaniającego się przeciwnika i choć pozornie został zdominowany, bliższy był strzelania goli niż przed przerwą. Zabrakło jakości. Przez długie minuty nie udawało mu się wyprowadzić ataku, bo coś szwankowało. Piłkarze Kolejorza popełniali proste błędy, niecelnie podawali, notowali łatwe straty, pozwalali się wyprzedzać. Trudno ocenić, z czego to wynikało. Brak koncentracji? Zwykłe niechlujstwo? Zmęczenie?

Jakby tych niedoskonałości było mało, na bardzo niskim poziomie, i to nie tylko w tym meczu, grali obaj duńscy napastnicy. Na początku sezonu między jednym a drugim uwidoczniła się przepaść. Nicki grał beznadziejnie, a Christian jak rasowy snajper. Strzelił kilka bramek wykorzystując dobre podania skrzydłowych i bocznych obrońców. Teraz ich gra się wyrównała, bynajmniej nie za sprawą lepszej postawy starszego Duńczyka. Ten młodszy zgubił formę, ujawniły się niedoskonałości w jego grze – nieumiejętność posługiwania się lewą nogą, problemy z opanowaniem piłki, brak zimnej krwi. Atak to teraz najsłabsza formacja Lecha.

Wiara, że Nicki przyniesie drużynie korzyść, to naiwność. Cuda się nie zdarzają. Natomiast zawodzący ostatnio Gytkjaer może odzyskać formę, bo taki regres nie może trwać w nieskończoność. Nie wiemy tylko, jak długo trzeba będzie na to czekać, oby nie do wiosny. Trener ma duży problem. Zdaje sobie sprawę, że skuteczny napastnik jest niezbędny, gdy chce się walczyć o najwyższe cele. Na sprowadzenie nowej „dziewiątki” nie może liczyć. Polityka transferowa klubu jest pasywna, czego dowodzi sprawa Nicki’ego Bille Nielsena. Nigdzie indziej zawodnik w takiej formie nie miałby szans na grę. W Lechu stawia się na niego uporczywie, nawet kosztem straty punktów. Nie wiemy, co w Poznaniu jest priorytetem – sukces sportowy czy uniknięcie kłopotów związanych z szukaniem nowego napastnika.

Lechia, z którą przyjdzie się Lechowi zmierzyć już w sobotę, to jedna z najmocniejszych personalnie drużyn w ekstraklasie. Aktualne jej miejsce w tabeli ma się nijak do klasy piłkarzy grających w Gdańsku. Gospodarze zrobią wszystko, by nie ponieść jeszcze jednej porażki, zmobilizują się maksymalnie. Przy mądrej taktyce Lech może taką determinację przełożyć na własną korzyść. Nie wolno jednak powtórzyć błędów z drugiej połowy meczu w Białymstoku. Lechia ma zbyt dużą jakość w ofensywie, by ograniczyć się do obrony i wystawienia w ataku martwej duszy.