Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

A jednak potrafią! Pójdą za ciosem?

włącz .

Po tak pięknym zwycięstwie nie ma co wybrzydzać, ale oprócz wielkiej radości pozostaje nutka niedosytu. Legia była słaba jak nigdy. Można było zapisać się w historii i wygrać z nią rekordowo wysoko. Dołożenie kilku bramek nie miałoby bezpośredniego wpływu na walkę o mistrzostwo. Tak wielkie upokorzenie pozostawiłoby jednak po sobie ślad. Przełożyłoby się na układy panujące w klubie z Łazienkowskiej, a pozytywnej reakcji z pewnością by nie było.

Zdarzają się mecze, gdy od samego początku jednym udaje się wszystko, a innym nic. Tak było w niedzielę w Poznaniu. Lech zagrał ambitnie, zdecydowanie, energicznie. Nie pokazał niczego ekstra finezyjnego, to była po prostu rzetelna, ofensywna piłka. Wystarczyło, by stłamsić Legię, która długo nie potrafiła wydostać się spod dominacji. Widzimy teraz, jak źle się stało, że Darko Jevtić nie mógł pomóc drużynie w starciu z Utrechtem i w pierwszych meczach ligowych. Bez niego Lechowi trudno przychodzi konstruowanie akcji ofensywnych.

Tacy piłkarze są dla każdej drużyny na wagę złota. Można sprowadzić trzech Duńczyków, dołożyć kilku Szwedów i jeszcze grono zawodników z Bałkanów, a żaden z nich, nawet jeżeli występował w niezłych klubach, nie dorówna takiemu, który jednym magicznym zagraniem wpłynie na wynik. Darko ma coś takiego. Nie wszystko mu się w niedzielę udawało, brakowało precyzji, ale tylko on starał się niekonwencjonalnie podać wychodzącym na dobrą pozycję kolegom, albo przeprowadzić filmowy rajd zakończony strzałem. Nie tak łatwo znaleźć tak nietuzinkowego piłkarza i przekonać go do gry w Poznaniu. Kiedy stąd odejdzie, zastąpienie go z dnia na dzień będzie prawie niemożliwe.

Prezes Legii Dariusz Mioduski jest wytrawnym biznesmenem, ale szybko się przekonał, że zarządzanie klubem piłkarskim to coś ekstremalnie trudnego i niewdzięcznego. Potrzebnych do tego kwalifikacji nie zdobędzie się w żadnej szkole biznesu, nie pomoże praktyka w wielkich koncernach i korporacjach. Kluby z innych, nie koniecznie bogatszych lig lepiej sobie radzą w europejskich pucharach niż kluby polskie, bo tam wiedzą, jak to działa, jak się buduje i prowadzi drużynę. U nas właściciele klubów czują często za nie tak wielką odpowiedzialność, że chcieliby być jednocześnie dyrektorami sportowymi i szefami skautingu, najchętniej także trenerami. Skutki są opłakane.

Mecz taki jak z Legią musi być dla Lecha impulsem. Przekonał się, że potrafi. Legia jest słaba, ale rozprawił się z nią zadziwiająco łatwo. Jak to możliwe, że zespół potrafi się w kilka dni tak bardzo przeobrazić? Oby teraz wahadło nie wróciło do poprzedniej pozycji i nie przepadł dzisiejszy optymizm. Trzeba przyznać Bjelicy, że potrafił opanować kryzys, przywrócić drużynę do życia. Teraz musi życie to w niej podtrzymać. Nie wszyscy piłkarze wrócili do formy. Nie wiemy, jak poważny jest uraz Situma. Wiemy natomiast, że trener nie bierze pod uwagę Jóźwiaka, Rakelsowi trudno odzyskać klasę, także Barkroth niczym jeszcze nie błysnął.

No i napastnicy… Trzeba otwarcie powiedzieć, że w poprzednim sezonie ta formacja była mocniejsza. Nicki mógł tylko marzyć o zastąpieniu „Kownasia” i Robaka. Trener wykazuje determinację w stawianiu go na nogi, ale może to być niewykonalne. Gytkjaer dobrze się zapowiadał, ostatnio zagubił się jednak i przestał zdobywać gole. Oby było to chwilowe, bo bez choćby jednego solidnego napastnika trudno będzie walczyć o mistrzostwo.

Józef Djaczenko