Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Kluczowy tydzień Lecha. Zrehabilituje się czy pogrąży?

włącz .

Lepiej nie myśleć, co się stanie, jeżeli w niedzielę Lech, na wypełnionym kibicami stadionie, nie podejmie walki z Legią, nie potrafi skonstruować ani jednej sensownej akcji ofensywnej zakończonej strzałem, sromotnie przegra. Dymisja trenera nie wchodzi w grę, mimo iż w niemal wszystkich polskich klubach byłaby ona nie do uniknięcia. Możliwe są jednak inne nieciekawe scenariusze.

Gdyby kierować się tylko ligową tabelą i wynikami Lecha w nowym sezonie, to nie byłoby podstaw do niepokoju. Lech wciąż jest w czołówce, a nieudane mecze i porażki mogą zdarzyć się każdemu. Wystarczy jednak obejrzeć któryś z ostatnich meczów lub jego fragmenty, sprawdzić statystyki i skonfrontować to wszystko z transferami, z liczbą zawodników w kadrze, by ogląd sytuacji zmienił się diametralnie. Jest źle. Drużyna w żaden sposób nie może wydobyć się z zadziwiającego marazmu. Trener wydaje się nad nią nie panować, nie potrafi z zawodników wyegzekwować woli walki.

Z meczu na mecz gra Lecha traci na jakości. Piłkarze nie potrafią celnie podać na kilka, kilkanaście metrów. Nie wychodzą na pozycje, nie dostrzegają dobrze ustawionych kolegów. Podejmują same złe decyzje. Nie stać ich na rozegranie akcji z trzema-czterema podaniami, w związku tym nie dochodzą do strzałów. Nie ma żadnej korzyści z napastników, z którymi nikt nie chce współpracować. Drużyna średnio oddaje w meczu jeden celny strzał. Obrona opierająca się na rezerwowym z ubiegłego sezonu, Nielsenie i rzadko występująca w powtarzającym się zestawieniu nie jest zgrana. Gdyby nie dobrze broniący Putnocky Lech straciłby wiele bramek a w konsekwencji punktów.

Trener nie sprawia wrażenia człowieka panującego nad sytuacją, mającego pomysł na wyjście z marazmu. Do niedzielnego meczu pozostało kilka dni, drużyna może spróbować stanąć na nogi, tak samo miało być jednak przed meczem ze Śląskiem. Zaczęła go dobrze, ale szybko wszystko się posypało, wrócił Lech przestraszony, nieskoordynowany. Choć wszyscy by chcieli, by udało się zebrać do kupy rozsypujący się zespół, to trudno znaleźć racjonalne przesłanki. Możemy więc być świadkami czegoś, czego oglądać nie chcemy. Zarząd klubu ma stalowe nerwy, nie zareaguje, natomiast trener może się poddać – stwierdzić, że nic tu po nim, bo będzie coraz gorzej. Wtedy już zarząd będzie musiał znaleźć plan B na resztę sezonu.

Nawet nie próbuję znaleźć przyczyn tego, w co wpadł Lech, bo trudno to myślą ogarnąć. Trener miał co prawda mało czasu na letnie przygotowania, ale w podobnej sytuacji byli inni szkoleniowcy. W drużynie nastąpiły liczne zmiany, ale trener Śląska potrafił sobie z wymianą drużyny poradzić, zamienić to na swoją korzyść. Bjelica pozyskał piłkarzy, których wskazał, których znał. Spisują się oni jednak blado. Wygląda to tak, jakby ktoś do maszyny nasypał piasku, wszystko zgrzyta, zacina się, za chwilę wybuchnie lub się rozsypie. Trzeba będzie zaczynać od nowa, co w tym klubie nie jest niczym nowym, bo dokładnie w takich warunkach pracę zaczynali wszyscy ostatni trenerzy – Rumak, Skorża, Urban, Bjelica.

Ciągle jest nadzieja, że Bjelica zapanuje nad swoją autorską drużyną, zbudowaną dzięki zaufaniu, jakim obdarzono go w Poznaniu. Nie ma lepszej okazji do pełnej rehabilitacji, do przezwyciężenia własnych słabości niż mecz z Legią. Z drugiej strony fatalna postawa drużyny może powodować wstrząs, kolejne przesilenie, w konsekwencji zmiany. Prezes Legii nie wytrzymał ciśnienia, zatrudnił nowy sztab kolejowy. W Lechu zrobią wszystko, by nie iść tą drogą, ale być może innego wyjścia nie będzie – teraz, lub dopiero za jakiś czas.

Józef Djaczenko