Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Rzut okiem na... fotel lidera

włącz .

rzut_okiem02.jpg

Fotel lidera? Brzmi bardzo ładnie. Pachnie sportowym sukcesem, wysokim poziomem własnych umiejętności, zapowiedzią przyszłego triumfu. Lech siedzi w fotelu lidera Ekstraklasy. Czy to powód do radości i dumy dla jego kibiców, piłkarzy, władz klubu? Na pozór tak, ale tylko na pozór.

Jak bowiem szczycić się pozycją lidera gdy jest się silniejszym wśród słabych? Jaki to powód do dumy przewodzić lidze, której przedstawiciele nie potrafili przebrnąć pucharowych kwalifikacji odpadając w rywalizacji z drużynami, które aspirują do miana europejskich średniaków? Czy można się chlubić przodownictwem w lidze kraju, którego mistrz nie łapie się nawet do Ligi Europy i odpada po słabiutkich meczach z drużyną z głębokich peryferii Europy?
Nie. Nie jest to powód do dumy zważywszy na styl gry obecnego lidera. Lider z aspiracjami, lider z dobrym składem, lider z dobrym zapleczem szkoleniowo-organizacyjnym nie może żebrać o punkt w meczu z drużyną z dołów tabeli. A tak właśnie wyglądał mecz w Szczecinie. Lech wyżebrał punkt od Pogoni. Dzięki temu punkcikowi jest dzisiaj liderem, ale to absolutnie nic nie znaczy. Drużyna, której formę zapowiada trener już od kilku tygodni gra żałosny futbol, a w zasadzie - antyfutbol.
Najwyższa pora, aby nowi zawodnicy zaczęli pokazywać, że przynieśli do klubu nową jakość. Jak na razie poza Barkrothem, Gytkjaerem i Situmem reszta nowych twarzy jest wielką niewiadomą. Niektórzy z nich będą musieli zagrać z konieczności, aby zastąpić kontuzjowanych kolegów i teraz się okaże, co naprawdę są warci. Piątkowy mecz z Koroną będzie kolejną okazją, żeby pokazać, że do Poznania przyjechali wartościowi piłkarze, a nie futbolowi globtrotterzy przemierzający Europę w poszukiwaniu kolejnych naiwnych gotowych płacić za miraże roztaczane przez menadżerów, czy znajomych trenerów.