Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Nie jest źle, ale musi być lepiej. Dużo lepiej

włącz .

Siedem rozegranych meczów, czyli niemal połowa rundy jesiennej to dobry czas na podsumowanie postawy Lecha. Wynik dużo lepszy niż gra – tak można pomyśleć, gdy patrzy się na tabelę ekstraklasy. Kolejorz plasuje się na pierwszym miejscu, mimo iż mankamentów w jego grze nie brakuje. To napawa optymizmem, bo gdy nastąpi zdecydowana poprawa, rywale będą ustępować zdecydowanie. Jeżeli jednak jej nie będzie, sytuacja zrobi się nieciekawa, wszak konkurenci, z Legią na czele, nie mogą grać jeszcze gorzej niż ostatnio.

To, co początkowo ze składem Lecha wyczyniał trener, można nazwać metodą prób i błędów. Trzeba było często wybiegać na boisko, a lista zawodników wydłużyła się, więc Nenad Bjelica nie krępował się i potrafił zostawić w składzie tylko dwóch-trzech zawodników z poprzedniego spotkania. Kiedy Lechowi pozostała tylko liga, rotacji było już dużo mniej. Formacje środkowa i ofensywna właściwie nie zmieniały się, za to w defensywie nadal trwał chocholi taniec. Nielsen, Dilaver, Janicki, Vujadinović (do momentu kontuzji) – każdy z tych zawodników mógł znaleźć się na boisku. Nie było dwóch kolejnych meczów z taką samą obroną.

Akurat w tym miejscu stabilizacja jest cenniejsza niż na skrzydłach, czy w środku pola. Nic dziwnego, że mnożyły się błędy, za sprawą których Lech tracił ważne gole (choćby w starciu z Zagłębiem Lubin). W dodatku trener nie mógł zdecydować się, kto jest pierwszym bramkarzem, co w połączeniu z rotacją w defensywie pozbawiało zespół pewności. Brakowało automatyzmów, o których Nenad Bjelica tak często się wypowiada. Wydaje się, że czeka on, aż do pełni dyspozycji dojdzie Vujadinović, w którym pokłada duże nadzieje i któremu dobierze stałego partnera. Jesień będzie intensywna, a kluczowy jej moment nastąpi szybko. Trzeba będzie kolejno zagrać ze Śląskiem na wyjeździe, z Legią u siebie, pojechać do Białegostoku i Gdańska, przyjąć u siebie Wisłę. Te mecze mogą wyznaczyć rolę Lecha w całym sezonie. Warto byłoby mieć do tego czasu ustabilizowaną defensywę.

W grze Lecha nie widać jakości, jakiej można oczekiwać po kandydacie na mistrza. Najbardziej rzuca się w oczy brak dobrego rozegrania. Majewski zawodzi, nie kreuje gry. Jevtić wróć! – chciałoby się zawołać. Ten zawodnik potrafi stworzyć szansę kolegom, przyspieszyć grę w najważniejszym momencie. Teraz jest ona nudna i przewidywalna, przyspieszenia można oczekiwać tylko wtedy, gdy piłka trafi do skrzydłowego, który znajdzie przed sobą trochę przestrzeni. Brakuje odwagi w podejmowaniu decyzji. Mający piłkę w środku pola zawodnik nie reaguje na ruch kolegów z przodu. Zamiast zaryzykować, prawie zawsze podaje do najbliższego kolegi lub wycofuje piłkę, choćby i do bramkarza, a ten widząc nadciągających przeciwników decyduje się na daleki wykop zmuszający partnerów do walki o odzyskanie posiadania. Klasowe drużyny tak nie grają. Nie trzeba być wykwalifikowanym trenerem, by to zauważyć.

Lech ma tylko jednego solidnego napastnika. Waleczny Nicki Bille może zrobić dużo zamieszania, zmusić obrońców do wysiłku, zrobić miejsce dla kolegów, goli jednak strzelać nie będzie. Możemy się zastanawiać, co się zmieni zimą. Prawdopodobnie wiosną będą kontynuowane desperackie próby zrobienia z Bille snajpera. Najlepiej byłoby zadbać o solidnego napastnika, bo przecież Gytkjaer musi mieć alternatywę, trzeba się liczyć ze wszystkim, także z wyłączeniem go z gry. Nie może pozostawić po sobie pustki, skoro rzeczywiście Lech bije się o tytuł. Nawet w polskiej lidze nie brakuje napastników solidniejszych niż Nicki. Życzymy mu jak najlepiej, priorytetem jest jednak sukces, który może mieć wpływ na rozwój klubu w najbliższych latach.